Nie muszą być najlepsze — muszą dawać poczucie bezpieczeństwa. I prestiżu. Choćby pośrodku Pacyfiku. Takim przedmiotem, a raczej przedmiociskiem, jest dwudziestometrowy katamaran Sunreef 70 Seazen II. Katamarany mają dwie główne przewagi nad jednokadłubowcami. Po pierwsze, nie chybocze nimi tak piekielnie, więc kawiory, szampany i homary smakują jakby lepiej — a na pewno dłużej. Po drugie, na górze, między oboma kadłubami, rozciąga się przepastny salon a nad nim pokład słoneczny. Dodatkowa powierzchnia: 150 mkw. na dole i kolejne 50 mkw. na dachu nie są żadną sensacją. W czasie deszczu nie trzeba więc rżnąć w brydża pod pokładem, siedząc łokieć w łokieć na wytartej desce...

Seazen II powstał w gdańskiej stoczni należącej do Francisa Lappa i jego syna Nicoclasa. Lappowie trafili do Polski z Alzacji. Senior przyjechał tu swoim dżipem na rajdy 15 lat temu. Spodobało mu się i został. Otworzył w Warszawie niewielką firmę instalacji elektrycznych. Firma rosła, a Francis i syn inwestowali zyski w budowę luksusowych jachtów pod wynajem, czyli w Sunreef Charter. Sunreef 70 Seazen II, zbudowany pod koniec 2008 r., to ich oczko w głowie. Kupił go zaprzyjaźniony biznesmen z Francji, zafascynowany japońskim minimalizmem.
Pływający dom opływa w setki akcentów z filmów o gejszach czy ninja, dlatego jest o 600 tys. euro droższy od podstawowej wersji Sunreef 70. A przy tym kusi minimalizmem i prostotą. Oczywiście, nie aż tak, by zabrakło klimatyzacji, ekranów LCD czy skuterów i nart wodnych, czekających na miłośników sportów.
— To łódź w sam raz dla 8-10 osób. Bez znużenia można nią opłynąć świat — zachęca Francis Lapp.
Tego lata będzie ją można wynająć na wodach Morza Śródziemnego za jakieś 35 tys. euro za tydzień. Ci, co Seazenem II pływali, przekonują, że warto. Bo żeglowanie nim przypomina kanikułę w domku na Lazurowym Wybrzeżu. Tylko basen jakby większy…
Tekst pochodzi z "Business Class", bezpłatnego magazynu dla
prenumeratorów "Pulsu Biznesu".
