GieŁda Decyzje Fedu i szefów państw strefy euro pomogły w odbiciu
Wiele giełd dochodziło wczoraj do siebie po krachu z ubiegłego tygodnia. Tylko warszawskim inwestorom brakowało śmiałości.
Gracze z rynku terminowego, którzy ocenili piątkowe załamanie na GPW jako przesadzone, mogli zrealizować wczoraj sowite zyski. Zajmując długą pozycję na wygasających w grudniu płynnych kontraktach na WIG20 w okolicach piątkowego dołka i zamykając ją wczoraj przed południem, można było zyskać 50 proc. Na rynku kasowym zdarzały się również okazje do dwucyfrowego zarobku. Apetyty graczy nie zostały jednak zaspokojone. Podczas gdy zachodnie indeksy wystrzeliły wczoraj o 6-10 proc., u nas było to 3 proc. Później nasze indeksy zmierzały coraz bardziej w dół, zwiększając dysproporcje. Ostatecznie indeks blue chipów zakończył dzień wzrostem o 1,2 proc., podczas gdy w Londynie na finiszu naszej sesji było to 5 proc., we Frankfurcie 8,3 proc., a w Wiedniu 11,7 proc.
Fundusze pod presją
— Powodem słabości odbicia na GPW jest mocna podaż funduszy inwestycyjnych, które muszą umarzać jednostki. Przy niedużej płynności naszego rynku nie sprawdza się ślepe naśladowanie zachodnich parkietów i prognozy, że my zachowamy się podobnie — mówi Jacek Rzeźniczek, główny analityk Secus AM.
— Spokój na GPW nie wróci z dnia na dzień. Wątpię przy tym, że ktoś odważy się przy tak rozregulowanych rynkach postawić konkretną prognozę — dodaje analityk Secus AM.
Błażej Bogdziewicz, zarządzający w BZ WBK AIB TFI, zwraca uwagę na dysproporcje w wycenach.
— Węgierskie OTP czy banki austriackie są obecnie bardzo tanie w porównaniu z PKO BP czy Pekao. Jeśli zagraniczny inwestor wierzy w polepszające się perspektywy sektora, to z pewnością wybierze atrakcyjniejsze cenowo papiery — mówi Błażej Bogdziewicz.
Wytoczyli działa
Mocno dodatni początek tygodnia to głównie zasługa nowych międzynarodowych inicjatyw mających przywrócić spokój na rynkach finansowych. Amerykańskie władze monetarne (Fed) wraz z Europejskim Bankiem Centralnym (ECB) i bankami Szwajcarii oraz Anglii zniosły ograniczenia wielkościowe w udzielanych na aukcjach pożyczkach dolarowych o stałym oprocentowaniu. I to nawet na 84 dni, podczas gdy banki boją się sobie pożyczać na dłużej niż dzień, dwa.
— Zobaczymy pewnie jeszcze więcej dostaw płynności i bardziej agresywne cięcia stóp procentowych — prognozuje dla agencji Bloomberg Lena Komileva, ekonomistka Tullett Prebon.
Pojawiły się też konkrety w sprawie wspólnych działań państw strefy euro. Plan ratowania banków, uzgodniony w niedzielę podczas szczytu szefów krajów unii monetarnej, zakłada gwarancje dla pożyczek międzybankowych i dokapitalizowanie banków zagrożonych bankructwem. Niemcy już zapowiedziały warty 500 mld euro pakiet pomocowy dla sektora bankowego, a Wielka Brytania zamierza częściowo znacjonalizować niektóre banki.
— Spodziewam się, że inne kraje pójdą naszym śladem, by zapewnić normalne funkcjonowanie systemu. Nie ma innej drogi — uważa brytyjski premier Gordon Brown.
— Strefa euro wytoczyła ciężką artylerię. Możliwe, że najgorsze za nami — komentuje Aurore Wanesson-Raynaud, strateg w paryskim oddziale Axa Investment Managers, dla agencji Bloomberg.
okiem sĄsiada
Jiři Vodička
dyrektor strategii i marketingu w Grupie Finansowej FIO, największym czeskim brokerze
Inwestorzy w Czechach zachowują się mądrze. Nasze biuro maklerskie przeżywa prawdziwy boom. W maju czy czerwcu mieliśmy kilkunastu nowych klientów tygodniowo, dziś jest ich 200-300. Ten wynik uzyskaliśmy bez reklamy. Po prostu wiele osób doszło do wniosku, że jeśli coś kosztuje dzisiaj połowę tego, co kilka miesięcy temu, to jest okazja. Przecież fundamenty spółek tak szybko się nie zmieniły. Drugą grupą nowych klientów są młodzi ludzie (głównie studenci), którzy mają ochotę spekulować. Nastawiają się szczególnie na rynek amerykański, gdzie jest duża zmienność. Korzystają z rynku terminowego (indeksy, kursy spółek, towary i surowce), używają krótkiej sprzedaży. Duża zmienność pozwala bowiem na duże zarobki. W Polsce nie widzimy obecnie mocno rosnącego zainteresowania giełdą. Czesi zawsze podziwiali Polaków za przedsiębiorczość, za aktywność. Spodziewaliśmy się więc, że nie inaczej jest na rynku kapitałowym.
Adrian Boczkowski