Choć po kremy i żele konsumenci najchętniej wybierają się do drogerii (79 proc.), coraz częściej kupują je też w dyskontach — podaje firma badawcza PMR. Od kilku lat w statystykach dyskonty pną się w górę — w badania z 2014 r. zajmowały siódme miejsce, rok temu były czwarte, a w 2016 r. wskoczyły na podium, na trzecie miejsce.

— Udział dyskontów w rynku kosmetycznym wzrósł z 6 proc. w 2010 r. do 10,5 proc. w 2015 r. — wynika z analizy PMR.
Pielęgnacja lidera
Zdaniem ekspertów rynku, dyskonty przyciągają nie tylko atrakcyjną ceną, ale też coraz bardziej rozbudowaną ofertą. Biedronka, największy sklep dyskontowy liczący obecnie około 2,7 tys. placówek, w ostatnich latach mocno poszerzyła pielęgnacyjną ofertę. Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci, zapowiada rozwój tej kategorii.
— Ma ona dla nas duże znaczenie. Jesteśmy zadowoleni z wyników sprzedaży [polityka firmy nie pozwala na ich ujawnienie — red.]. Jedną z ważniejszych dla nas marek są pieluszki Dada tworzone we współpracy z Instytutem Matki i Dziecka w Warszawie, które są liderem w swojej kategorii. W zeszłym roku zdecydowaliśmy się też na rozszerzenie kategorii kosmetycznej, wprowadzając do stałego asortymentu ponad 50 nowych produktów — nie tylko marek własnych, ale też znanych producentów. Na stałe zostały też wprowadzone kosmetyki do makijażu marki Bell — odpowiada biuro prasowe Jeronimo Martins Polska.
Od kilku lat Portugalczycy próbują też sił na polskim rynku drogeryjnym — z siecią Hebe.
2016 r. grupa zakończyła ze 134 sklepami, które generują przychody na poziomie 100 mln EUR. Właściciele informowali, że są zadowoleni z rozwoju drogeryjnej grupy, bo choć po trzech kwartałach 2015 r. miała około 15 mln EUR straty, to ujemny wynik się zmniejsza.
Nowe dyskonta
Producenci również nie omijają dyskontów, do których wchodzą z markami masowymi.
— Nie można zapominać, że dyskonty zmieniają wizerunek — Biedronka czy Lidl nie wyglądają tak samo jak 10 lat temu. Dzisiaj producenci nie mogą sobie pozwolić na ich pominięcie — uważa Henryk Orfinger, prezes Dr Ireny Eris.
Z analizy PMR wynika jednak, że hamulcem dla sprzedaży kosmetyków w dyskontach będą pęczniejące portfele rodaków.
— W najbliższych dwóch latach spodziewamy się dalszego wzrostu dyskontów kosztem drogerii i hipermarketów. W 2018-19 r. gwałtowny wzrost jednak wyhamuje. Oczekiwana poprawa sytuacji finansowej polskich konsumentów i wzrost ich siły nabywczej będą sprzyjać zwiększaniu wydatków na kosmetyki ze średniej i wyższej półki cenowej, których najszersza oferta dostępna jest w drogeriach — przewiduje PMR.
Alternatywą będzie sprzedaż internetowa, która również nabierarozpędu. Z badania Izby Gospodarki Elektronicznej
„M-commerce. Kupuję mobilnie” wynika, że kosmetyki są trzecią kategorią wśród najczęściej kupowanych w sieci (29 proc. konsumentów), po elektronice (42 proc.) i odzieży (39 proc.). Agnieszka Górnicka, prezes firmy badawczej Inquiry, uważa, że e-commerce mimo ciągle małego, bo kilkuprocentowego, udziału w rynku kosmetycznym jest uważane za jeden z bardziej przyszłościowych kanałów sprzedaży.
— E-commerce szybko się przyjęło w branży kosmetycznej, głównie dlatego, że żaden sklep ani drogeria nie są w stanie zaprezentować całej, niezwykle bogatej oferty. Drogerie nie docierają też do wszystkich regionów Polski, co przekłada się na dużą sprzedaż internetową między innymi na ścianie wschodniej. Dla wielu nowych podmiotów, które wprowadzają nowe marki, np. kosmetyków autorskich czy naturalnych, sklep internetowy jest najczęściej pierwszym wyborem — nie trzeba z nim prowadzić wielomiesięcznych negocjacji jak z drogeriami, by wejść na półki — wyjaśnia Agnieszka Górnicka.
3,5 mld EUR Tyle jest wart polski rynek kosmetyków.