Po kruchym szkle

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-01-25 00:00

Szklane domy są kolorowe, zależnie od natury okolicy, od natchnienia artysty, ale i od upodobania mieszkańców.

Są na tle okolic leśnych domy śnieżnie białe, w równinach – różowe, w pagórkach – jasnozielone, z odcieniem fioletu albo koloru nasturcji. Domy te są najwymyślniej, najfantastyczniej, najbogaciej zdobione, według wskazań artystów i upodobań ich nabywców.

Na przypomnianym w powyższym cytacie micie szklanych domów wychowywały się pokolenia czytelników „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego. Ale w Polsce całkiem realnie istnieje Miasto Szkła, które samo sobie nadało taki tytuł: Krosno. W ubiegłym roku uroczyście podpisano na rynku szklany akt lokacji grodu oraz otwarto współfinansowane z pieniędzy miejskich i unijnych efektowne Centrum Dziedzictwa Szkła. Od prawie wieku Krosno z okolicami jest szklanym zagłębiem.

Jego opoką od początku są Krośnieńskie Huty Szkła, których początki sięgają roku 1923. Ich pierwszym inwestorem i właścicielem była spółka akcyjna Polskie Huty Szkła z Krakowa.

Losy wojenne i powojenne firmy okazały się typowe dla całego polskiego przemysłu. Jako potężne przedsiębiorstwo państwowe Krosno zatrudniało nawet 7000 osób. Znaczna część eksportowanej produkcji trafiała do USA, Europy Zachodniej, Australii, Japonii. Co bardzo ważne — szklane cacka wszędzie sprzedawane były pod własną marką Krosna, co dzisiaj jest nierealizowalnym marzeniem wielu polskich eksporterów.

Giełdowy wzlot i upadek

27 września 1990 r. koło historii wykonało pełny obrót — przedsiębiorstwo państwowe notarialnie przekształcono w spółkę akcyjną Krośnieńskie Huty Szkła Krosno, zajmującą się produkcją i sprzedażą wszelkiego szkła: gospodarczego, technicznego, oświetleniowego, laboratoryjnego oraz włókna szklanego. Wtedy zatrudnienie przekraczało jeszcze 4500 osób, a spółka gospodarowała na 71 ha, obejmujących zakłady produkcyjne, magazyny, zakładową mieszkaniówkę oraz ośrodki wypoczynkowe.

Kapitał akcyjny podzielony został na 2,2 mln akcji po cenie nominalnej 5 zł (kwota obecna, przeliczona po denominacji). Krosno było firmą tak silną i markową, że decyzją zarządu nowo utworzonej (a właściwe odtworzonej) Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie znalazło się w pierwszej piątce spółek dopuszczonych do obrotu publicznego.

Przypomnijmy cztery pozostałe lokomotywy: Exbud, Kable, Próchnik i Tonsil. Legendarna pierwsza sesja odbyła się 16 kwietnia 1991 r. Obroty wyniosły łącznie 3960 zł, na wypełnianych ręcznie formularzach złożono 112 zleceń, a kursy obliczone zostały na sześciu komputerach PC. Wyniki ogłoszono na parkiecie w dawnej siedzibie KC PZPR w samo południe — akcje Krosna osiągnęły cenę 5,95 zł. Giełdowa przygoda trwała osiemnaście lat, a jej marny koniec wiąże się z globalnym kryzysem finansowym. Pod koniec stycznia 2009 r. szklany potentat nagle ogłosił, że stał się… niewypłacalny z powodu strat na nieszczęsnych opcjach walutowych.

27 marca 2009 r. sąd ogłosił upadłość Krosna, ale nie układową, lecz likwidacyjną. Był to wyraz niewiary sądu, że spółka zadłużona wtedy na aż 282 mln zł, co przewyższało wartość jej aktywów, będzie zdolna do zawarcia układu z wierzycielami (banki, media, dostawcy, ZUS, skarbówka, pracownicy) i zrestrukturyzowania się. Załoga liczyła w tamtym momencie ponad 2000 pracowników. Postanowienie sądu uprawomocniło się 30 kwietnia, a po pół roku, czyli 30 października 2009 r., zarząd GPW wycofał akcje Krosna z obrotu publicznego.

Upadłość wytwórcza

Akcjonariusze czują się oszukani i wciąż walczą o zmianę upadłości na układową, ponieważ w obecnej formule ich pieniądze zostały praktycznie utopione. Jednak z drugiej strony — właśnie upadłość likwidacyjna umożliwiła swoisty cud gospodarczy. Otóż szklana firma wciąż istnieje, produkuje, wprowadza nowe asortymenty, eksportuje i na bieżąco przynosi dochody.

Już sama jej nazwa „Krośnieńskie Huty Szkła Krosno S.A. w upadłości likwidacyjnej” czwarty rok wzbudza zdumienie kontrahentów i klientów. To jedyny w Polsce przypadek tak funkcjonującego przedsiębiorstwa o takiej skali. Załoga przekracza 2200 osób, ale zatrudniona jest na czas określony.

W grudniu, gdy szklana produkcja jak zawsze przy końcu roku naturalnie przygasła, większość pracowników miała przymusową bezpłatną przerwę — umowy wygasły i obecnie są wznawiane. Zamówienia umożliwiają zatrudnienie, ale nadal tylko na czas określony, około 2500 osób. Oprócz przedziwnego stanu prawno-finansowego Krosno jest nietypowe pod innym względem. Nadal pozostaje jedną z nielicznych starych marek stuprocentowo polskich, w kontekście finansowym, ludzkim i wytwórczym. Elementem zagranicznym jest jedynie eksport gotowych wyrobów.

Ale zapewne się to zmieni, jako że syndyk masy upadłościowej po długich proceduralnych przygotowaniach podejmuje próby sprzedania firmy. Dwa przetargi na główny zakład Krosna okazały się nieudane, bo nie zgłosił się żaden kontrahent. Pierwsza cena wywoławcza w 2012 r. wynosiła 218 mln zł, a w powtórce kilkanaście dni temu, 15 stycznia, obniżona została do 210 mln zł.

Za trzy miesiące odbędzie się trzeci przetarg, tym razem z poziomu 200 mln zł. Informacje o stanie Krosna wykupiło pięć firm ze światowej czołówki szklarskiej, w tym z USA, Niemiec i Turcji, ale wadium nie wpłaciła żadna. Potencjalni nabywcy grają na dalszą obniżkę, ale nie mogą przecież liczyć na kupienie firmy o takim potencjale i możliwościach za bezcen.

Popularnie i musująco

Oprócz najróżniejszego asortymentu użytkowego i ozdobnego z Krosna, legendarnymi produktami ubocznymi w epoce PRL były szklane ryby i przyciski do papieru. Ile ich powstało, trudno oszacować, bo hutnicy wytwarzali je… poza godzinami pracy. Dla jednych stanowiły przedmioty pożądania i zachwytu, dla innych były symbolami bezguścia, tematami kpin i potępienia. Ale zdobiły mieszkania, lśniąc na kredensach czy telewizorach.

Notabene przewijają się także w scenografii filmów i seriali z tamtych lat. Dzisiaj nikt rzecz jasna nie zmierza wznawiać ich produkcji, ale interesuje się nimi w kontekście muzealnym wspomniane Centrum Dziedzictwa Szkła. Systematycznie odnawiana oferta rynkowa Krosna kierowana jest jak dawniej do bardzo różnych grup odbiorców i na różne półki cenowe. Każdy może ją sobie obejrzeć w sklepie internetowym.

Nieśmiertelnym, sztandarowym wręcz produktem na rynek masowy pozostaje od czterech dekad szklanka do herbaty. Sentymentalnym nawiązaniem do PRL są siermiężne sześciopaki prostej ćwierćlitrowej szklanki o nazwie „popularna”, ozdobionej poziomką lub irysem. W tamtych czasach tak nazywała się herbata bliżej nieokreślonego pochodzenia, istniał również kupowany na kartki „popularny” proszek do prania. Przebojem całkiem świeżym okazał się zaś kieliszek do szampana z tzw. punktem musującym.

Laserowo został on wykonany w dnie czarki kieliszka, dzięki czemu szampan uwalnia bąbelki powietrza wąską smugą, a nie całą powierzchnią, dłużej utrzymując właściwości musujące. Ciekawa jest także kolekcja Vinoteca, ręcznie formowanego szkła dla amatorów win. Jej kieliszki przypisane są do konkretnych szczepów i bukietów. Wreszcie nowoczesna Deco-Line — szklanki do wody i soków dekorowane kolorowymi motywami, wykonanymi w technologii nadruku bezpośredniego.

Horyzont czasowy

Hitowym wyrobem zupełnie innego typu, tylko dla wybrańców, którego za żadne pieniądze nie można kupić, są wykonywane w Krośnie na sztuki i fundowane przez spółkę puchary dla triumfatorów zawodów narciarskich rangi Pucharu Świata oraz mistrzostw Polski. Między innymi kilkanaście dni temu trafiły na podium pucharowych konkursów skoków w Wiśle i Zakopanem.

Gdyby Polska kiedyś doczekała się organizacji zimowych igrzysk, to szklane cacuszka z Krosna z pewnością by na nich wystąpiły. Najbliższa okazja hipotetycznie miałaby się trafić w roku 2022. Abstrahując od minimalnych szans Krakowa na zdobycie organizacji olimpiady, Krośnieńskie Huty Szkła mają poważniejszy problem — do wspomnianego roku muszą po prostu dotrwać.