Pobujać w obłokach

Karolina Guzińska
opublikowano: 2003-03-21 00:00

Ponoć szybownictwo wciąga jak narkotyk — kto raz spróbował, nie może przestać.

— To stuprocentowa prawda! Jeżeli ktoś złapie bakcyla, to — gdy pogoda daje jakąkolwiek szansę polatania — trudno go wyciągnąć gdziekolwiek indziej niż na lotnisko — mówi Janusz Kęsik, pilot szybowcowy I klasy, z Aeroklubu Częstochowskiego.

— Hmm... wszystko zależy od człowieka. Niektórzy narzekają, że daje im się we znaki choroba lokomocyjna. Inni — jak ja — zakochują się w szybowcach podczas pierwszego lotu. Z góry ostrzegam: jeżeli pierwszy w życiu lot będzie trwał dłużej niż pół godziny, lepiej zabrać ze sobą woreczek... — radzi Janusz Kęsik.

Co w takim razie sprawia, że średnio 300 osób rocznie pragnie zostać pilotem szybowca?

— Możliwość obserwowania, jak żyje miasto znajdujące się pod nami, szansa na wspólne nabieranie wysokości ze stadem bocianów, lecących zimować do Afryki, wystawienie ręki poza owiewkę i poczucie wilgotnej chmury przepływającej między palcami... To sprawia, że można znieść pierwsze loty, które przez powtarzalność uchodzą za nudne. Zapewniam, że warto! — twierdzi Janusz Kęsik.

— Szybownik cały czas walczy z naturą, wykorzystuje całą wiedzę i doświadczenie, by utrzymać się w powietrzu bez silnika. Wymaga to znajomości prądów wznoszących, które pozwalają szybowcom latać. To wyzwanie. Zwykle startuje się rano, a ląduje wieczorem — dochodzi więc satysfakcja, że człowiek może przebywać w górze tyle czasu. Jak ptak... — uważa Marcin Szpuda z Aeroklubu Polskiego.

W szybowcu jest cicho — słychać jedynie szum wiatru, zakłócany przez pokładowe radio...

— Nie ma hałasu silnika, nieprzyjemnych zapachów paliwa. Szybowcem lata się na większych wysokościach i wolniej, co przy znacznie lepszej widoczności z kabiny pilota pozwala podziwiać widoki, jakich nigdy nie ujrzy pilot samolotu. Lot szybowcem wymaga umiejętności analizowania potencjalnego rozwoju sytuacji i przewidywania kilku wariantów działania, więc wielu mawia, że szybowcem lata się głową, a samolotem — mięśniami — dodaje Janusz Kęsik.

Sport szybowcowy należy do najbardziej „pobudzających”.

— W żyłach płynie adrenalina w czystej postaci. Pierwsze loty termiczne, pierwszy przelot, pierwsze lądowanie w polu, albo turbulentny hol przez rotory, w czasie gdy wieje halny, pamięta się do końca życia. I setki razy opowiada się o tym przy wieczornym piwie w lotniskowym barze — zapewnia Janusz Kęsik.

Wiele przelotów kończy się lądowaniem na polach lub łąkach. Wówczas pilot często słyszy, że z szybowca cieknie... benzyna.

— Szybowiec ma wodny balast w skrzydłach. Podczas lądowania tę wodę się spuszcza, więc ciągnie się za nim smuga. Ludzie myślą, że to benzyna. Pytają też, gdzie podziało się śmigło — wspomina Marcin Szpuda.

Pilot nigdy nie wie, z jakim spotka się przyjęciem. Bywa śmiesznie, potrafi też być gorąco — można otrzymać zaproszenie na wesele, jak również zostać pogonionym z pola widłami.

— Słyszałem zabawną historię z USA. Pilot musiał salwować się ucieczką, bo pasącemu się opodal byczkowi szybowiec skojarzył się — nie wiedzieć czemu — z jałówką. No i byczek zapałał miłością do szybowca... Sam też wzbudziłem niezłą sensację, lądując na polu sąsiadującym ze sklepem lokalnego PSS-u. Pani zza lady zrobiła wielkie oczy, kiedy tam podskoczyłem po coś na suche gardziołko... Byłem chyba pierwszym klientem, który nie podjechał rowerem, komarkiem czy nawet mercedesem, ale przyleciał... — opowiada Janusz Kęsik.

Zbliża się sezon szybowcowy — trwa od kwietnia do września. Lotniska zaroją się od szybowników, których głównym zajęciem będzie... czekanie.

— To sport szalenie czasochłonny. Musi zostać spełnionych wiele warunków — technicznych, organizacyjnych, pogodowych — aby szybowiec wzniósł się w powietrze. Normą jest spędzenie całego dnia na lotnisku i nieoderwanie się od ziemi. To zniechęca wiele osób.... Poza tym loty organizowane są dla co najmniej kilku chętnych. Trzeba czekać, aż zbierze się grupa — przypomina Janusz Krasicki z Aeroklubu Polskiego.

Dodaje, że cierpliwości wymaga też ciągłe szkolenie, jakiemu podlega pilot — aby utrzymać licencję, corocznie zdaje się egzamin... Leniwych odstrasza i to, że po wylądowaniu trzeba szybowiec rozmontować, załadować na przyczepę, zawieźć na lotnisko, oczyścić, zahangarować...

— Rezygnują też ci, którym trudność sprawia ocena sytuacji. Bo w powietrzu trzeba koordynować wiele elementów: położenie lotniska, wysokość, prędkość, warunki meteorologiczne i... inne szybowce. Główną przyczyną wypadków w tym sporcie jest zderzenie dwóch szybowców. Piloci obowiązkowo mają spadochrony, by w razie czego wyskoczyć — tłumaczy Janusz Krasicki.

Marcin Szpuda zapewnia, że choć pierwszy szybowcowy sezon to ciężka praca i dużo wyrzeczeń, wytrwałość się opłaca.

— Sport szybowcowy to nie tylko hobby. Uczy precyzji, wytrwałości, samodyscypliny, wyrabia spostrzegawczość i wyobraźnię. Oraz umiejętność pracy zespołowej. Pilot — w powietrzu indywidualista — na ziemi jest członkiem zespołu, który nie tylko przygotowuje szybowce do startu i dba o nie po wylądowaniu, ale też ściąga tych, którzy zabłądzili — podkreśla Marcin Szpuda.