Trudna sytuacja w branży transportowej wpędziła Pekaes w straty. Ale cały 2005 r. skończymy na plusie — zapewnia spółka.
Strata 60 tys. zł przy 100,9 mln zł sprzedaży — oto kwartalne osiągnięcia grupy warszawskiego Pekaesu, czołowego gracza w krajowym sektorze TSL (transport-spedycja-logistyka).
Splot złych wydarzeń
Przed rokiem pierwszy kwartał był bardziej udany: 8 mln zł zarobku przy 134,2 mln zł przychodów.
Przedstawiciele spółki twierdzą, że sytuacja w branży bardzo się pogorszyła.
— Po wejściu Polski do Unii zwiększyła się konkurencja i spadły marże, a z drugiej strony wzrosły ceny paliw, które stanowią przynajmniej 30 proc. kosztów firm transportowych. Do tego staniało euro, a my 60 proc. obrotów rozliczamy w walutach zagranicznych — wymienia jednym tchem Ryszard Witek, członek zarządu Pekaesu.
Do tego dochodzi wprowadzenie przez Niemcy opłaty za przejazd samochodów ciężarowych autostradami, co naszego spedytora kosztowało już 2 mln zł.
Ale podobno kryzys jest już w fazie schyłkowej.
— Kwiecień był już dużo lepszy. Ożywił się popyt i ceny frachtów zaczęły rosnąć, a wiele mniejszych firm zawiesiło działalność z powodu gorszej koniunktury — tłumaczy Ryszard Witek.
Zarząd twierdzi więc, że przychody grupy, mimo sprzedaży spółki zależnej Pekaes Bus, przekroczą w tym roku 500 mln zł. W 2004 r. wyniosły prawie 520 mln zł.
— W całym 2005 r. na pewno będą zyski, inwestorzy nie muszą się też obawiać o dywidendę — dodaje członek zarządu.
Plus akwizycje
W planowanych na ten rok przychodach nie zostały ujęte rezultaty programu akwizycji. Pekaes w najbliższych miesiącach może przejąć nawet trzy firmy, których roczne obroty są szacowane łącznie na 100 mln zł, a zyski na 6-8 mln zł.