Początki e-biznesu już dawno minęły

Kamil Kosiński
opublikowano: 2002-01-23 00:00

Większość sklepów internetowych związana jest z firmami prowadzącymi tradycyjną działalność. Inną genezę mają wirtualne supermarkety, pasaże handlowe oraz platformy business to business.

W Polsce przybywa wirtualnych sklepów. Mimo że mają osobowość prawną, większość z nich jest jednak powiązana z tradycyjnymi firmami. Prowadzone przez spółkę Easy Net witryny empik.com, galeriacentrum.com i smyk.com bezpośrednio nawiązują do istniejących od lat tradycyjnych sklepów. Ewoluująca ostatnio w stronę wielobranżowego supermarketu, ale rozpoczynająca działalność jako typowa księgarnia, spółka Merlin.com.pl jest internetową wizytówką. Jak twierdzą sami właściciele e-sklepów, rozpoczynając e-biznes najlepiej bowiem zaczynać od branży, którą się po prostu zna. Mimo iż wirtualny handel nie przysparza na razie krociowych zysków, niektóre firmy chwalą go sobie bardziej niż tradycyjną działalność.

Przykładem może być FF Computers Sklep internetowy firma ta otworzyła w 1997 r. Miała wtedy także pięć tradycyjnych placówek handlowych. Nie wytrzymywały one jednak konkurencji z takimi wielkimi sieciami handlującymi elektroniką, jak np. MediaMarkt, i zaczęto je likwidować. Obecnie nasza firma utrzymuje już tylko jeden tradycyjny sklep. Likwidacja pozostałych nie wpłynęła jednak negatywnie na wyniki finansowe z handlu detalicznego. Andrzej Fryda, dyrektor zarządu FF Computers twierdzi, że gdy jego firma zaczynała działalność w Internecie, obroty pięciu tradycyjnych sklepów wynosiły około 4 mln zł rocznie. Obecnie takie wyniki osiąga sklep wirtualny. Zysk na jego działalności jest jednak wyższy niż w przypadku typowych placówek handlowych.

W sieci pojawiły się także sklepy firm nie związanych z tradycyjnym handlem podobnymi dobrami. Takie wirtualne supermarkety otworzyły m.in. spółka Clic and Buy (buy.pl) i Wirtualna Polska, która dla swojego przedsięwzięcia zarejestrowała oddzielną domenę (ws.pl) i nadała mu odrębną osobowość prawną. Wirtualne supermarkety stanęły jednak przed istotnym problemem, którym stało wzbogacanie oferty.

— Istnieją dostawcy, którzy nie są zainteresowani tym, aby ich wyrobami handlowano w Internecie i odmawiają współpracy w zakresie dystrybucji produktów przez WWW. Na początku działalności zdarzało się też, że firmy nie chciały z nami współpracować, gdyż uważały, iż będziemy bardzo małym kanałem dystrybucji ich produktów — zaznacza Wojciech Grabski, wiceprezes spółki o nazwie Sklep Wirtualnej Polski.

Sposobem na unikanie takich problemów, a jednocześnie na zarabianie na e-handlu stały się wirtualne pasaże handlowe. Prowadzą je Onet.pl, Wirtualna Polska i powiązane z Agorą i jej portalem Centrum Handlu Internetowego (vendi.pl). Idea działania tych przedsięwzięć jest prosta. Za kilkaset złotych miesięcznego abonamentu umożliwiają one wynajęcie rodzaju wirtualnego boksu handlowego w serwisie powiązanym z portalem o oglądalności, o jakiej większość samoistnych e-sklepów może tylko pomarzyć.

Handel elektroniczny to jednak nie tylko przedsięwzięcia business to consumer. Jako ostatnie w tym sektorze pojawiły się platformy typu business to business. Należą do nich m.in. Xtrade, Marketplanet i Web Trade Center. Przedsięwzięcia te działają w oparciu o dwa podstawowe modele kupna-sprzedaży. Model aukcyjny nawiązuje do tradycyjnego przetargu. Model katalogowy pozwala zaś dostawcom oferować klientom różne ceny oraz umożliwia kupującym bieżące sprawdzanie dostępności towarów i usług u potencjalnych dostawców. Ten ostatni nie jest jednak stosowany przez wszystkich operatorów platform b2b. Wymaga bowiem wdrożenia specjalnego oprogramowania, a tym samym może nie być atrakcyjny dla mniejszych firm.

— Aby skorzystać z naszej oferty, trzeba kupić specjalne oprogramowanie. Jego wdrożenie jest procesem bardzo podobnym do instalacji systemów ERP. Składa się z fazy reorganizacji procesów biznesowych ikonfiguracji systemu informatycznego. Kosztuje to od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy USD. W wieloddziałowych firmach robiących zakupy na znaczną skalę, nawet 5-proc. obniżenie związanych z nimi kosztów spowoduje szybki zwrot nakładów na uruchomienie systemu — podkreśla Jan Karasek, dyrekor ds. strategii rozwoju Xtrade.

— Zmuszanie klientów do instalacji dodatkowego oprogramowania jest moźliwe wyłącznie w przypadku dużych firm. Ogranicza to jednak znacznie liczbę potencjalnych klientów — oponuje Andrzej Fryda, dyrektor zarządu firmy Web Trade Center prowadzącej w sieci m.in. obrót artykułami rolnymi.