Odprawa w wysokości dziewięciu miesięcznych pensji plus dziewięciomiesięczny okres wypowiedzenia - tak zabezpieczyli się przed zwolnieniem przez rząd Kazimierza Marcinkiewicza dyrektorzy Poczty Polskiej, informuje "Nowy Dzień".
Dyrektor generalny Tadeusz Bartkowiak, powołany na to stanowisko przez poprzedni rząd SLD, podpisał nowe umowy z blisko 50 menedżerami we wrześniu, gdy nie było już cienia wątpliwości, że wybory wygra prawica i że przeprowadzi w Poczcie wymianę ludzi. W przypadku zwolnienia każdy z nich dostanie od 60 do 100 tys. zł samej odprawy. Gdyby zwolnieni zostali wszyscy, kosztowałoby to Pocztę ok. 3-4 mln zł.
- Nie mam wątpliwości, że kontrakty podpisano ze szkodą dla publicznej instytucji, podkreśla Jerzy Polaczek, nowy minister transportu i budownictwa, któremu podlega Poczta Polska. Na razie nie wiadomo, czy będzie możliwe unieważnienie umów.
- Ta sprawa musi trafić do prokuratury. Trzeba wreszcie skończyć z praktyką, że wysocy urzędnicy zabezpieczają swoich kolesiów sowitymi odprawami i innymi przywilejami, szastając publicznym groszem - uważa Tomasz Markowski, poseł PiS i wiceprzewodniczący sejmowej komisji skarbu.