Pocztowcy walczą o rynek

Katarzyna Latek
opublikowano: 2010-08-20 00:00

Sąd może rozstrzygnąć, czy przerzucanie obciążania listów na nadawcę to omijanie prawa — twierdzi prezes UKE.

Integer.pl jeszcze nie dostał wezwania do zapłaty od Poczty Polskiej, ale już odpiera jej zarzuty

Sąd może rozstrzygnąć, czy przerzucanie obciążania listów na nadawcę to omijanie prawa — twierdzi prezes UKE.

Poczta Polska (PP) domaga się od alternatywnego operatora kilkudziesięciu milionów złotych. Państwowa firma twierdzi, że ucierpiała z powodu działań konkurenta, któremu przepisy zabraniają obsługi przesyłek ważących poniżej 50 gr. Przesyłki są obsługiwane przez Integera, ale z doklejonym obciążeniem.

— Poczta Polska potwierdza, że podjęła kroki prawne przeciwko jednemu z operatorów pocztowych działających na polskim rynku — mówi Zbigniew Baranowski, rzecznik PP.

Klucz w dociążeniu

Integer, który prowadzi usługi przez spółkę zależną InPost, zapewnia, że działa zgodnie z prawem, ponieważ listy są dociążane przez nadawców, on zaś tylko je doręcza.

"Świadczenie usług pocztowych przez niezależnego operatora pocztowego InPost oparte było na obowiązującej w latach 2006-08 interpretacji Prawa pocztowego, zgodnie z którą przyjęcie, przemieszczenie i doręczenie przez operatora przesyłki obciążonej przez jej nadawcę nie stanowi naruszenia stosownych przepisów" — napisał w oświadczeniu Rafał Brzoska, prezes spółki Integer.pl.

Wtedy Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) nie zgłosił zastrzeżeń ani uwag.

W październiku 2008 r. UKE wydał decyzję, w której nakazał Integerowi, by zaprzestał dociążania swoich przesyłek. To właśnie ta decyzja jest dla Poczty argumentem w żądaniu odszkodowania.

"Integer.pl — po opublikowaniu przez UKE nowej wykładni ustawy — Prawo pocztowe w sierpniu i październiku 2008 — mając na względzie prawidłowe funkcjonowanie na rynku usług pocztowych, skonstruował proces logistyczny w taki sposób, by spełniał on wymogi określone stosownymi przepisami" — zapewnia giełdowa spółka.

Co do jednego nie ma wątpliwości: prawo pocztowe faktycznie gwarantuje PP możliwość doręczania korespondencji do 50 g bez pobierania dodatkowej opłaty od klientów. A ten właśnie segment usług przynosi operatorom największe profity, bo korzystają z niego wielkie firmy, które mają miliony klientów.

Alternatywni operatorzy mogą obsługiwać takie przesyłki, ale muszą za to żądać ceny 2,5 razy wyższej niż Poczta Polska za list priorytetowy w najniższej kategorii wagowej.

Monopol za obowiązki

Państwowa firma podkreśla, że jej monopol ma uzasadnienie.

— Poczta Polska opowiada się za pełną konkurencją, ale opierającą się na równych prawach i obowiązkach na polskim rynku pocztowym. Naszym zdaniem, obecnie nie ma równych zasad działania na rynku. Poczta ma obowiązki wobec państwa i obywateli, w znacznej części swoich usług i podlega regulacjom oraz ograniczeniom, którym nie podlegają konkurenci (ceny, sieć, regulaminy usług powszechnych, parametry jakościowe) —wyjaśnia Zbigniew Baranowski, rzecznik PP.

Dodaje, że Poczta musi świadczyć usługi pocztowe w całym kraju i utrzymywać wiele nierentownych placówek.

— Pełne uwolnienie rynku musi przynieść odpowiedź także na to, w jaki sposób w przyszłości finansować powszechne usługi pocztowe. Obecnie finansowanie to odbywa się właśnie poprzez obszar zastrzeżony — mówi rzecznik PP.

Zdaniem regulatora

Anna Streżyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, uważa, że tylko sąd może ostatecznie rozstrzygnąć, czy przerzucanie obciążania listów na nadawcę jest czy też nie omijaniem prawa.

— To zabawa w kotka i myszkę. Teraz niektórzy operatorzy stosują wkładanie do listów notatników. My nie możemy sprawdzać zawartości listów, z naszej perspektywy wszystko więc działa prawidłowo. Jeśli PP czuje się pokrzywdzona, to pójście do sądu jest dobrym wyjściem. Prawo zezwala jej na monopol — mówi prezes UKE.

Nie ukrywa jednak, że ma wątpliwości co do obowiązywania monopolu.

— Klienci głosują nogami. Powinniśmy więc zastanowić się, czy słuszne jest skazywanie ich na usługi jednego operatora — mówi Anna Streżyńska.