Podatek korupcyjny stał się powszechny

Jacek Zalewski
opublikowano: 2003-09-08 00:00

„Puls Biznesu” już drugi raz poprowadził na Forum Ekonomicznym w Krynicy Zdroju seminarium poświęcone korupcji.

Rok temu jego hasło brzmiało: „Czy przedsiębiorcy są skazani na dawanie łapówek?”. W tym roku zadaliśmy takie pytanie: „Dlaczego rządy pielęgnują korupcję?”. Moderatorem wielowątkowej dyskusji był redaktor naczelny Jarosław Sroka. Wypowiedziało się pięcioro panelistów oraz kilka osób z publiczności.

W haśle wywoławczym wyraźnie chodziło o „rządy” w aspekcie ogólnym, ale okazało się ono uderzeniem w stół. W roli nożyc wystąpił minister spraw wewnętrznych i administracji Krzysztof Janik, który zjawił się na seminarium jako szeregowy widz. Jednak długo nie wytrzymał i postanowił dać odpór tezom stawianym przez niektórych panelistów. Rozwinął myśl, iż korupcja towarzyszy ludzkości od początku jej rozwoju, zaś pożywką jej był, jest i będzie deficyt jakichś dóbr czy usług.

Szczególną polaryzację dyskutantów wywołała korupcyjna filozofia. Minister zauważył, że w Polsce kierowca zatrzymywany przez policjanta drogówki planuje z góry — nie mając nawet pojęcia, o co może chodzić! — wręczenie funkcjonariuszowi „na odczepne” jakiegoś datku. Potwierdzałoby to, iż przesiąknęliśmy powszechną akceptacją łapownictwa. Tymczasem paneliści uznali, że nawet jeśli kierowcy faktycznie świta taka myśl w głowie, to ze strachu przed wszechwładzą państwa, symbolizowaną właśnie przez osobę policjanta.

Całkowicie różne okazały się też poglądy władzy i społeczeństwa na prawną zasadę domniemania niewinności, którą politycy zawsze bronią partyjnych kolegów uwikłanych w korupcyjne (i wszelkie inne) afery. W rozumieniu procesowym oczywiście dotyczy ona wszystkich bez wyjątku. Jednak w aspekcie moralnym powinno się wobec osób publicznych stosować zasadę dokładnie odwrotną — domniemania winy! Każdy, kto się decyduje na działalność polityczną czy społeczną, automatycznie rezygnuje z prawa do prywatności i niektórych innych praw szarego obywatela.

Większą zgodność poglądów osiągnięto w kwestii bezzasadnego przeciwstawiania skorumpowanej Polsce czystego i nieskażonego Zachodu. Przecież nawet w państwach o najwyższej stopie życiowej wybuchają skandale, w które zamieszani są szanowani mężowie stanu — Helmut Kohl, Francois Mitterrand, cała klasa polityczna we Włoszech, itd. Różnicą o znaczeniu strategicznym jest okoliczność, iż tam obszarami zagrożonymi korupcją są np. finansowanie partii politycznych czy zamówienia publiczne (zwłaszcza miliardowe kontrakty zbrojeniowe), natomiast niewyobrażalne jest przekupywanie pojedynczego funkcjonariusza, np. lekarza czy wspomnianego już policjanta. W Polsce natomiast wdrożyliśmy z powodzeniem unijne standardy w zakresie wielkiej korupcji, nie eliminując tej drobnej.

Głosy panelistów

Alina Hussein Najwyższa Izba Kontroli

- Opinia publiczna jest korupcją zmęczona, czyżbyśmy zatem okazywali się wobec jej skali bezradni?

Henryka Bochniarz Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych

- Styk polityki i biznesu trzeba zinstytucjonalizować, bo zakaz kontaktów tych środowisk jest śmieszny.

Julia Pitera Transparency International

- Wieloletnia blokada wprowadzenia systemów antykorupcyjnych wygląda na działanie świadome.

Marek Grodek Kancelaria Prawnicza Salans

- Dla polityka mało atrakcyjne jest rozwiązanie, którego efekty widać dopiero po zakończeniu kadencji.

Rick Helsby Pricewater- houseCoopers

- Korupcję społeczeństwo uważa za zjawisko występujące częściej, niż ma to w rzeczywistości miejsce.