Podążaj za swoją ciekawością

Zaufaj drodze. Nie musisz znać jej dokładnie. Wystarczy, że zrobisz pierwszy krok, potem następny i kolejny. A ona cię poprowadzi

Swoją książkę „Potęga irracjonalności” Dan Ariely zaczyna historią z roku 2010 p.n.e. Chiński dowódca Xiang Yu przeprawił się ze swoją armią przez rzekę Jangcy, by zaatakować wojska dynastii Qin. Nazajutrz jego żołnierze zamarli z przerażenia. Ich statki płonęły. Byli pewni, że to sprawka wroga. Tymczasem sam Xiang Yu podpalił okręty i kazał stłuc wszystkie garnki. Bez drogi odwrotu — możliwości zrobienia sobie jedzenia — jego podkomendni musieli walczyć na śmierć i życie. Uzbrojeni w kopie i łuki z furią ruszyli na nieprzyjaciół. Wygrali dziewięć z rzędu bitew, roznosząc w pył oddziały dynastii Qin. Sprytna zagrywka nie przyniosła Xiang Yu sympatii wśród jego żołnierzy, ale najważniejszy był rezultat: rozgromienie wroga. Wybitny psycholog przypomniał tę historię, bo — jak uważa — kłóci się ona z typowym ludzkim myśleniem. Gdybyśmy byli na miejscu chińskiego dowódcy, większość z nas jedną grupę wysłałaby do pilnowania floty, inną — do przygotowywania posiłków. I nie ruszyłaby na wyprawę wojenną bez opracowania procedur ewakuacyjnych.

Zobacz więcej

EWOLUCYJNE WARUNKOWANIE: W świecie sztucznej inteligencji posługujemy się mózgami z epoki kamienia łupanego. Przez to rzucamy się na każdą rzecz domagającą się naszej uwagi, zamiast oddzielić sprawy ważne od mniej istotnych — mówi Julia Kołodko, psycholog i ekonomistka behawioralna. Fot. ARC

Mniej znaczy lepiej

Dla współczesnych lepszy jest nadmiar niż brak możliwości — podkreśla prof. Dan Ariely. Swoje dzieci posyłamy na wszystkie zajęcia, bo a nuż przyda im się kiedyś nie tylko gra na pianinie, taekwondo i język francuski, ale także ekologiczne ogrodnictwo. Kupujemy samochód terenowy nie dlatego, że codziennie jeździmy po wertepach, ale na wypadek, gdyby zaproszono nas na wieś.

Jakie są następstwa? Męczymy dzieci, nie dając im szansy, że staną się naprawdę w czymś dobre. Wydając pieniądze na niepotrzebną terenówkę, możemy doprowadzić do tego, że zabraknie ich na jakiś konieczny zakup.

„Miotając się między rzeczami, które mogą być ważne, nie poświęcamy wystarczającej ilości czasu temu, co naprawdę ważne. Jesteśmy mistrzami tej bezowocnej gry” — pisze Dan Ariely.

No więc jak: budować alternatywy czy palić za sobą mosty (albo statki)? Ostrożność i odwaga to dwie strony tej samej monety — nie ma wątpliwości Julia Kołodko, psycholog, ekonomistka behawioralna i ekspertka od procesów decyzyjnych. W „Potędze irracjonalności” i innych książkach prof. Ariely’ego nie widzi zachęty do stawiania wszystkiego na jedną kartę. A przywołaną przez niego historię sprzed 22 wieków traktuje jako ostrzeżenie, by nie rozmieniać się na drobne.

— Często myślimy zero-jedynkowo. Albo bezpieczeństwo, albo wolność. Albo państwo opiekuńcze, albo krwiożerczy kapitalizm. Nie lepiej pogodzić te skrajności? — pyta retorycznie specjalistka.

Druga ścieżka

Na budowanie alternatyw wielu trenerów biznesu radzi przeznaczać 10-20 proc. swoich zasobów: czasu, pieniędzy i energii. Julia Kołodko słucha w tej sprawie Chalene Johnson, byłej trenerki fitness, która została coachem rozwoju osobistego. Amerykanka zaleca posiadanie dwóch źródeł dochodu — na wypadek zwolnienia z pracy, ale też po to, by zająć się tym, co nas pociąga. Drugiej ścieżce kariery powinniśmy poświęcać godzinę dziennie, podczas której zrobimy jakieś trzy rzeczy zbliżające nas do życiowego celu.

— Godzina dziennie — to brzmi konkretniej niż 10-20 proc. W psychologii mówi się o ramowaniu: im prościej sformułujemy cel, tym łatwiej go osiągniemy — mówi Julia Kołodko.

Jej zdaniem, na godzinne odcięcie się od głównego nurtu swojej pracy może sobie pozwolić każdy, a nie tylko przedstawiciele kadry zarządzającej i zawodów kreatywnych.

— Osoba pracująca fizycznie w wolnej chwili może zająć się czymś wymagającym wyobraźni, ruszenia głową. Taka odmiana jest dobra z uwagi na higienę psychiczną — przekonuje ekspertka.

Gorączka czy działanie

Niekiedy boczna ścieżka zamienia się w drogę główną. Julii Kołodko nie jest obca praca w korporacjach. Zawsze lubiła się jednak dokształcać, uczestniczyła w wielu kursach. Aż zaświtała jej myśl, by zrobić doktorat. W szkoleniach i studiach chodzi o to samo: poszerzanie horyzontów, rozwój — tyle że w drugim przypadku program trwa nie rok, ale cztery lata.

— Zaczęłam w Polsce. Ale ponieważ nie ma u nas ekonomistów behawioralnych, zaczęłam szukać uczelni za granicą. Kiedyś mój chłopak zapytał: a dlaczego nie Anglia? Tak trafiłam do Warwick Business School — opowiada specjalistka.

Edukacja nie zahamowała jej kariery zawodowej. Wcześniej pracowała w marketingu, teraz robi doktorat z ekonomii behawioralnej. To połączenie sprawia, że firmy proszą specjalistkę o opinie i rady. Została konsultantką. Przyznaje, że nie zakładała nawet 5 proc. z tego, co ją spotkało. A wszystko to zawdzięcza wskazówce Chalene Johnson: „Podążaj za swoją ciekawością”.

— Zaufaj drodze. Nie musisz znać jej dokładnie. Wystarczy, że zrobisz pierwszy krok, następny i kolejny, a ona cię poprowadzi — wykłada swoją życiową filozofię konsultantka. Wielu ludzi wie, czego nie chce, ale nie wie czego chce. Stąd bierze się u nich — kontynuuje ekonomistka behawioralna — ciągłe rozproszenie, miotanie się między różnymi rzeczami, możliwościami, o czym mówi autor „Potęgi irracjonalności”. Czyżby swoją nadpobudliwością próbowali zakryć brak pomysłu na siebie? — Dan Ariely uważa poranek za najbardziej produktywną część dnia. Gdy pojawia się więc w pracy, nie zaczyna od spotkań, czytania e-maili, choć jest to kuszące. Wtedy robi to, co absolutnie najważniejsze — opisuje Julia Kołodko.

Priorytety, głupcze!

Podobną metodę stosuje Adam Bodziak, dyrektor zarządzający Green Light PR — najpierw zabiera się za najtrudniejsze i najbardziej eksploatujące zadania, bo gdy już je wykona, reszta idzie z górki. Doskonale zna pokusę robienia natychmiast tego, co akurat w tej chwili pojawiło się w polu uwagi. Zamiast jednak reagować, woli odpowiadać na sytuacje, co wymaga zatrzymania się i zastanowienia. Kiedy bieżące sprawy zaczynają go przytłaczać, układa je w jakąś hierarchię. Inny patent na produktywność?

— Skomplikowane sprawy dzielę na małe i dopiero po ich załatwieniu łączę poszczególne części w całość. Nie zapominam również o drobnym nagradzaniu siebie za pokonanie kolejnych etapów, szczebli. Niekiedy gratyfikacja sprowadza się do wysłuchania ulubionej muzyki — tłumaczy Adam Bodziak.

Natomiast Julia Kołodko dodaje, że każdy powinien znaleźć swój sposób na motywowanie się. Nakładanie na siebie presji sprawdziło się w przypadku chińskiego dowódcy Xiang Yu i jego wojska, ale zupełnie nie zdało egzaminu w przypadku Davida Camerona. Na unijnym szczycie brytyjski premier celowo przemawiał z pełnym pęcherzem. Chciał przez to wyjść na polityka bardziej zdecydowanego. Tymczasem jego wypowiedź odebrano jako zbyt nerwową. Zdjęcie, które zrobiono mu podczas występu, pokazuje raczej człowieka umęczonego niż emanującego charyzmą i siłą.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Podążaj za swoją ciekawością