Podobno bliżej, ale wciąż daleko

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-02-06 00:00

Przewodniczący Herman Van Rompuy ostateczną wersję propozycji ram finansowych 2014-20 przekaże Radzie Europejskiej dopiero w czwartek, gdy szefowie państw i rządów zjadą się do gmachu Justus Lipsius przy rondzie Schumana.

Ciekawe, czy poprawi coś w tym projekcie po wczorajszym strajku 90 proc. spośród 3 tys. pracowników Rady UE. Sprzeciwiający się redukcjom urzędnicy sformułowali własną wersję siedmiolatki 2014-20: zaakceptują cięcia „rozsądne”, czyli nieprzekraczające 5 mld EUR w stosunku do propozycji Komisji Europejskiej (KE). Na szczycie decydentami są jednak nie oni, lecz m.in. premier David Cameron, który domaga się ostrego ograniczenia eurokracji.

Unijna klasa urzędnicza w Brukseli, Strasburgu i Luksemburgu liczy aż 55 tys. osób. Wobec tej liczby wycinkowy protest jednej instytucji może dziwić, zwłaszcza że z sąsiedniego gmachu KE w odruchu solidarności wyszło może 300 osób, i to na chwilę w porze lunchu. Parlament Europejski zaś w ogóle nie protestował, bo jego kosztowna karawana akurat pojechała na cztery dni, jak co miesiąc, do Strasburga. Strajk został jednak punktowo skierowany bardzo celnie, bo to właśnie Herman Van Rompuy w kwestii wieloletniego budżetu 2014-20 jest absolutnym liderem, który zmarginalizował Jose Manuela Barroso. To spod jego ręki wyszła propozycja listopadowa, przycinająca o 75 mld EUR wyjściowy bilionowy projekt KE.

Nastroje rządu polskiego na ostatnim posiedzeniu przed szczytem były ambiwalentne. Premier Donald Tusk zarządził optymizm i publiczne okazywanie nastroju lepszego niż przed szczytem w listopadzie. Ciekawe, na jakiejż to merytorycznej podstawie? Między wierszami propagandy wyłazi jednak na wierzch obawa, że i to drugie podejście do unijnego budżetu 2014-20 może nie zakończyć się udanym lądowaniem.