Dla wielu osób wtorkowe słowa premiera Donalda Tuska mogły być szokiem. Powiedział: To jest właściwy moment, żeby powiedzieć, że kończy się era naiwnej globalizacji. Czas na odbudowę narodowej gospodarki. Czas na repolonizację rynku i kapitału. Niektórzy nazwą to nacjonalizmem gospodarczym. Nie mam nic przeciwko temu.
Kiedy odsiejemy ferwor kampanii wyborczej i typową dla współczesnej polityki egzaltację, zostaniemy z czymś, co nazywa się polityką przemysłową i co współcześnie nabiera znaczenia w lawinowym tempie. Polityka przemysłowa to działalność państwa nakierowana na rozwój określonych firm i sektorów oraz stymulowanie zmiany struktury gospodarki.
Ostatni raport Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) pt. „Navigating industrial policy” dokumentuje, jak szybko rośnie liczba wdrażanych polityk tego typu w największych państwach. Pokazałem to na wykresie. W Chinach liczba takich interwencji wzrosła w ciągu dekady z 300 do 4500 (w zaokrągleniu), w USA z 1200 do ponad 5000, w Niemczech z 300 do 2000. Są to interwencje polegające m.in. na subsydiach, grantach, udzielaniu preferencyjnego finansowania określonym branżom, gwarancjach kredytowych, cłach, wymogach lokalnego wkładu w produkcję itd. Część z tych interwencji ma charakter łagodnie wpływający na rynek (np. gwarancje kredytowe), a część bardzo silnie zaburza konkurencję (np. cła).
Polska akurat jest bardzo aktywna we wdrażaniu polityk tego typu, o czym większość obywateli zapewne nie wie. Wśród 30 krajów w transformacji wspieranych przez EBOR Polska i Turcja mają najwyższą liczbę polityk przemysłowych. Kłopot polega na tym, że słabo mierzymy efektywność tego typu działań. Kiedy niecały miesiąc temu prowadziłem debatę nad raportem EBOR-u, w której uczestniczyli jego autorzy oraz ekonomiści i przedstawiciele biznesu, jeden z najważniejszych postulatów zgłaszanych wobec rządu był taki, by zaczął lepiej mierzyć to, co robi.
I tu dochodzimy do pierwszego ważnego wniosku. Po raz kolejny w tym roku Donald Tusk zapowiada coś, co już de facto istnieje, tworząc wokół swoich zapowiedzi atmosferę rewolucyjnej zmiany. W lutym na Giełdzie Papierów Wartościowych zapowiadał wielkie inwestycje, podając kwoty, które nie odbiegają od standardowej wielkości nakładów rozwojowych realizowanych w Polsce. Teraz zapowiada wielki zwrot w kierunku wsparcia polskiego biznesu bez odniesienia do setek instrumentów, które już istnieją i są wykorzystywane.
Ponieważ wiele krajów na świecie aktywnie prowadzi politykę przemysłową, warto skorzystać z ich doświadczeń i wspierać lokalny biznes w najbardziej efektywny sposób. Jak? EBOR podzielił się w raporcie listą rekomendacji. Oto kilka najważniejszych z moim krótkim komentarzem.
- Trzeba jasno określać cele, które chce się osiągać. Wspieranie lokalnego biznesu to za mało konkretny cel. Przypomniałbym tutaj, że Chińczycy zbudowali wielki przemysł elektromobilny, zaczynając od celu, jakim była walka z zanieczyszczeniem miast. Innym celem tej polityki było osiągnięcie pozycji światowego lidera w dziedzinie technologii bateryjnych. Określenie konkretnego celu ułatwia monitorowanie, czy polityka jest udana.
- Wsparcie państwa powinno stymulować konkurencję między firmami. Ważne jest nie tylko to, by wspierać najlepszych, ale też to, by pozwolić najsłabszym odpaść z gry. Należy unikać sytuacji, w których zlecenia publiczne w jakimś obszarze realizuje jedna firma — to jest najprostszy sposób, by kupować drogo i nieefektywnie.
- Polityka przemysłowa powinna być realizowana przez kompetentną i doinwestowaną administrację. Państwo nie powinno outsourcować swoich strategicznych zdolności analitycznych i ewaluacyjnych do sektora prywatnego. Jeżeli jest to konieczne, warto zakładać jednostki poza administracją, w których reguły wynagradzania umożliwią szybsze zatrudnianie specjalistów.
- Warto grać na szybkie zwycięstwa, czyli wybierać takie dziedziny, w których można osiągnąć wymierny sukces w niedługiej perspektywie czasowej i dzięki temu zbudować zaufanie wśród firm i obywateli.
- W warunkach silosowości należy koncentrować się na działaniach, które mogą być implementowane na poziomie pojedynczej instytucji, np. ministerstwa. Jest to wbrew pozorom ważna rekomendacja, ponieważ często trudność koordynacji działań między ministerstwami zabija ciekawe inicjatywy.
Najważniejsze w tym wszystkim jest połączenie państwa i konkurencji — państwo tworzy duży rynek zamówień, konkurencja umożliwia wybór najlepszych firm.
Państwo bez konkurencji skończy się monopolizacją gospodarki i zastojem technologicznym. Konkurencja bez państwa sprawi, że utkniemy w roli wykonawców dla dużych firm zagranicznych.
