PODWÓJNE ISO TO POLSKA SŁABOŚĆ
Rodzimym certyfikatorom brakuje zachodnich akredytacji
Polscy certyfikatorzy sporą część świadectw ISO wydają wspólnie z jednostkami zagranicznymi. Początkowo robili to po to, żeby się czegoś od nich nauczyć i zyskać uznanie w Europie Zachodniej. Dzisiaj tłumaczą to zwykłym zapotrzebowaniem rynku. Tymczasem brakuje im po prostu zachodnich akredytacji, których zwykle wymagają krajowi klienci.
Szacuje się, że w Polsce tzw. podwójne certyfikaty stanowią około 15 proc. ogólnej liczby wydanych świadectw ISO. Na pierwszy rzut oka jest to liczba stosunkowo niewielka. Nic bardziej mylnego. Rozmiary tego zjawiska są u nas całkiem spore. Dla porównania, w Anglii — powszechnie uważanej za kraj najlepiej rozwinięty pod względem certyfikacyjnym — podwójne ISO nie przekracza 1 proc. ogólnej liczby wydanych certyfikatów.
Prestiż, nauka i rynek
W naszym kraju podwójne certyfikaty wydaje się z inicjatywy wyłącznie polskich jednostek. Polega to np. na tym, że zapraszają one do współpracy renomowanych zachodnich certyfikatorów i wspólnie z nimi przyznają klientowi świadectwo zgodności z ISO. W branży mówi się, że posiłkują się zachodnimi partnerami po to, by uwiarygodnić się na zagranicznych rynkach.
— BSI certyfikowało wspólnie z Polskim Centrum Badań i Certyfikacji (PCBC) cztery firmy. Z tego co mówili przedstawiciele PCBC wynika, że w ten sposób chcieli się czegoś od nas nauczyć, podnieść swój prestiż i wiarygodność w kraju i za granicą — relacjonuje Krystyna Stephens, Country Manager British Standard Institution Warszawa (BSI).
— Najwięcej podwójnych certyfikacji miało miejsce kilka lat temu, kiedy polskie jednostki rozpoczynały swoją działalność.
Chcieliśmy po prostu zdobyć doświadczenie. Obecnie o współpracy z odmienną jednostką decydują trochę inne czynniki — informuje Bogdan Przybylski, kierownik Inspektoratu Certyfikacji w Polskim Rejestrze Statków (PRS).
Jak wyjaśnia Urszula Pańkowska z Biura Certyfikacji Systemów Jakości PCBC, dzisiejsze przypadki wydania wspólnych świadectw ISO należy tłumaczyć mechanizmem rynkowym. Według niej, firma decydująca się na certyfikat znajduje się najczęściej pod presją swoich kontrahentów. Tak naprawdę to oni decydują o jego formie.
Kwestia akredytacji
Szymon Kamiński, Certification Manager Det Norske Veritas Poland (DNV), zauważa, że polscy certyfikatorzy często decydują się na współpracę z zachodnimi jednostkami, bo nie posiadają zewnętrznych akredytacji. Czyli brakuje im potwierdzenia przez instytucje zachodnie — jakości świadczonych usług.
— W Polsce najpopularniejszą akredytacją jest niemiecka. Wynika to z wiadomych względów. Ten kraj to przecież nasz największy partner handlowy — dodaje.
Żadna z rodzimych jednostek certyfikujących takiej akredytacji nie ma. Mało tego, są one akredytowane tylko w jednej instytucji.
— PCBC jest akredytowane tylko w PCBC — stwierdza Urszula Pańkowska.
— My też jesteśmy tylko tam akredytowani, ale od dłuższego czasu staramy się o akredytację holenderską — wyjaśnia Bogdan Przybylski.
Krystalizacja rynku
Coraz więcej polskich firm decyduje się jednak na certyfikat posiadający jedną akredytację, wydany przez jedną jednostkę. Jest to dużo prostszy układ jeżeli chodzi o planowanie auditów, obniża koszty wdrożenia i utrzymania normy.
— Taka sytuacja jest dla firmy bardzo korzystna, pod jednym warunkiem: akredytacja musi być trafna. Jej wybór w dużej mierze zależy od klienta, ale niebagatelną rolę odgrywa tu certyfikator— dorzuca Szymon Kamiński.
Według Krystyny Stephens, odsetek podwójnych certyfikatów będzie z czasem malał. Coraz więcej polskich firm rezygnuje bowiem z drugiego certyfikatora. Wybierają po prostu tego, który im najbardziej odpowiada. Zwykle decydują się na jednostkę zachodnią.
— Rzeczywiście w naszym kraju odchodzi się już od podwójnych świadectw. I wcale nie jest regułą, że klienci rezygnują akurat z polskich jednostek. Obecnie jesteśmy już naprawdę dobrze zorganizowani i działamy lepiej od niejednego zachodniego certyfikatora — podkreśla Bogdan Przybylski z PRS.
Zdaniem Szymona Kamińskiego, już niedługo naszym rynkiem certyfikacyjnym będą kierować mechanizmy podobne do rozwiązań zachodnich. Czyli: jedna firma, jeden certyfikator, jedna akredytacja. Wynika to z postępującej krystalizacji polskiego rynku jakościowego.
— Polskie firmy rezygnują z podwójnych certyfikatów, zmieniają jednostki. Tak właśnie zyskują jakościową świadomość. Z czasem zaczną wybierać najlepszych. W sposób naturalny wśród certyfikatorów wykształcą się prawdziwi liderzy. I to oni będą dyktować warunki gry — twierdzi Certification Manager DNV.
PRESJA KONTRAHENTA: Oczywiście na Zachodzie zdarza się, że ktoś decyduje się na podwójny certyfikat. Są to jednak sporadyczne przypadki. Jeżeli już do nich dochodzi, to pod naciskiem upartego kontrahenta — informuje Krystyna Stephens, Country Manager British Standard Institution Warszawa. fot. Borys Skrzyński
CECHA PODDSTAWOWA: Dobra jednostka certyfikująca jest w stanie wskazać klientowi odpowiednią akredytację, a w razie potrzeby dostarczyć mu inną. Dlatego powinna ich posiadać co najmniej kilka — twierdzi Szymon Kamiński, Certification Manager Det Norske Veritas Poland. fot. ARC