Podwójne znaczenie

Urszula Zalewska
opublikowano: 2006-04-03 00:00

SIMIK dla jednych oznacza System Informatyczny Monitoringu i Kontroli Finansowej Funduszy. My rozszyfrowujemy go inaczej...

S — jak „solidność”. Niezbędna przy pracy nad skomplikowanymi narzędziami, dzięki którym wydatkowanie niemałych środków ma przebiegać sprawnie i efektywnie. Komu zabrakło solidności? Wykonawcy — firmie Comarch? Czy administracji publicznej, która zamiast przygotować dobre akty prawne, w nieskończoność „produkowała” ich nowelizacje? A to przecież na ich podstawie działa system — narzędzie wspomagające jedynie realizację prawnych rozwiązań.

I — jak „informatyzacja” urzędów publicznych, która w Polsce napotyka wciąż nieprzewidywalne przeszkody: unieważniony przetarg, niedotrzymywanie terminów...

M — jak „marnotrawstwo”. Takie słowo pada w dyskusjach nad systemem, który kosztował podatników blisko 13 mln zł. Ci, którzy za niego zapłacili, są jednocześnie jego użytkownikami. Pracownicy urzędów, zamiast korzystać z szybkiego dostępu do danych, zmuszeni są drukować setki papierowych dokumentów. Z kolei na tych, którzy startują w wyścigu o dotację, czeka walka z niesprawnym generatorem wniosków.

I — jak „i co dalej?” Urzędnicy zabierają się właśnie do mozolnej pracy nad testowaniem i wdrażaniem finansowej części systemu.

K – jak „kłopoty”, które być może czekają Polskę, jeśli w końcu nie przygotuje i nie wdroży sprawnego systemu do obsługi funduszy strukturalnych. W latach 2007-13 warunkiem przekazania miliardów euro dla państw członkowskich jest właśnie sprawnie działający system.