Podwyżka cen gazu ma poślizg

ABT
opublikowano: 2011-05-18 00:00

PGNiG i URE nie dogadały się. Postępowanie taryfowe trwa. Spółka musi więc obniżyć oczekiwania.

PGNiG i URE nie dogadały się. Postępowanie taryfowe trwa. Spółka musi więc obniżyć oczekiwania.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) nie podwyższy ceny gazu od 1 czerwca. Wczoraj minął ostatni termin, w którym Urząd Regulacji Energetyki (URE) mógł wydać decyzję zatwierdzającą wyższą cenę, co umożliwiłoby jej wejście w życie od 1 czerwca. Spółka i regulator nie osiągnęły kompromisu.

— Postępowanie trwa, nie zakończyło się 17 maja — mówi Agnieszka Głośniewska, rzecznik prasowy URE.

13 maja PGNiG złożyło w URE odpowiedź na ostanie wezwanie regulatora do korekty wniosku. Można przypuszczać, że spółka nie zgodziła się na zmiany obniżające proponowany przez nią poziom taryfy. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że regulator uważa oczekiwania PGNiG jako nieuzasadnione. Sama spółka przedstawia dane, które pokazują, że przy obecnych cenach gazu w kraju rentowność jego sprzedaży po I kw. 2011 r. spadła do zera, podczas gdy w I kw. 2010 r. wynosiła 7 proc. Z drugiej strony PGNiG po I kw. może pochwalić się gigantycznym zyskiem netto 1,02 mld zł. I to mimo wprowadzenia od 1 stycznia obniżki taryfy średnio o ponad 3 proc. Zamieszki w Afryce Północnej wywindowały notowania ropy do wysokiego poziomu, a cena gazu kupowanego przez PGNiG od Gazpromu indeksowana jest od nich uzalezniona.

— Rozmowy z URE trwają i będą trwały. Będziemy dążyć do kompromisu. Nie komentuję wpływu obecnej sytuacji na kondycję finansową spółki — mówi Sławomir Hinc, wiceprezes PGNiG.

— Może taryfa nie wejdzie w życie od 1 czerwca, ale np. od 5 czerwca. Tak już bywało. To nie termin wejścia w życie będzie miał tu znaczenie, ale jej wysokość. II i III kwartał roku to nie jest kluczowy okres dla sprzedaży gazu w związku z mniejszym jego zużyciem. Najważniejszy będzie ostatni kwartał i taryfa, jaka będzie wtedy obowiązywała. Wówczas sprzedaż wzrasta, a wraz nią rosnąć mogą ewentualne straty. Tym bardziej że w sezonie import paliwa jest droższy — mówi Kamil Kliszcz, analityk DI BRE.