Grupa zawiązana została 15 lutego 1991 r., wtedy przez Polskę i Węgry z Czechosłowacją, zaś od 1 stycznia 1993 r. przyjęła kształt i uproszczoną nazwę V4 po aksamitnym rozdzieleniu się Czech i Słowacji. Ubiegłoroczne optymistyczne obchody 30-lecia, notabene zorganizowane w Polsce, nie zapowiadały, że już wkrótce nabierze sensu egzystencjalne pytanie „Jaka będzie przyszłość Grupy Wyszehradzkiej?”.
Właśnie taki tytuł nosił jeden z paneli XXXI Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Słowację, która obecnie sprawuje roczne przewodnictwo V4, reprezentował Michal Vašečka, socjolog z Bratysławskiego Instytutu Polityki. Opinie z Węgier przekazał András Volom, twórca organizacji pozarządowej V4SDG. Czechy wystawiły dwóch panelistów – Cyrila Svobodę, byłego ministra spraw zagranicznych, oraz Vita Dostála ze Stowarzyszenia Spraw Międzynarodowych. Polskę reprezentowali: moderator dyskusji Piotr Bajda, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, oraz Adam Eberhardt, przewodniczący Forum Polsko-Czeskiego przy MSZ.

Rozszerzanie bez rozszerzenia
Generalny wniosek z panelu brzmi – V4 doczeka do jubileuszu 40-lecia i kolejnych. Stąd w tytule tego tekstu przetworzona została słynna maksyma Marka Twaina, ale z zastrzeżeniem „nieco”. Nie ukazał się przedwczesny nekrolog grupy, zebrały się jednak chmury, najciemniejsze w jej historii. Powodem oczywiście jest zdecydowanie odbiegająca od wyszehradzkiej normy reakcja rządu Węgier, czyli premiera Viktora Orbána, na zbrojną napaść Rosji na Ukrainę. Podobnie jak politycy ze swoich państw, paneliści przedstawiali jednak argumenty umacniające tezę zapisaną w tytule.
Michal Vašečka przypomniał, że wśród klasy politycznej różnych państw od lat istnieje tendencja do powiększenia V4. W różnych konfiguracjach wielokrotnie odbywały się spotkania prezydentów i premierów w formacie V4+, z sąsiadami, m.in. Austrią, Słowenią, Niemcami czy pozaunijną Ukrainą. Nigdy jednak nie skonkretyzowało się formalne rozszerzenie o kolejnych członków.
Cyril Svoboda zaakcentował, że V4 obecnie znajduje się terytorialnie najbliżej wojny wyniszczającej Ukrainę i najlepiej rozumie prawdziwe zagrożenie ze strony Rosji. W związku z tym jej strategicznym zadaniem jest uświadamianie Zachodowi, że to atak na cały wolny świat, a nie jakiś lokalny konflikt wewnątrzsłowiański. Właśnie takie postrzeganie agresji Kremla jest, niestety, bardzo częste. Jego czeski kolega Vit Dostál odniósł się do kwestii rozszerzenia V4, w jego ocenie np. Ukrainy absolutnie nie interesowałoby przystąpienie do jakiegoś bytu niedookreślonego, skoro uzyskała status oficjalnego kandydata do Unii Europejskiej.
András Volom reprezentował stanowisko nie rządu Węgier, lecz swojej organizacji pozarządowej. Z perspektywy czasu ocenił, że V4 zbyt mało inwestowała i pracowała nad wewnętrzną spójnością, koncentrując się na kontaktach polityków. Jedyną realnie funkcjonującą wspólną instytucją jest Fundusz Wyszehradzki na poziomie zaledwie 10 mln EUR rocznie. To zdecydowanie zbyt mało dla budowania regionalnej tożsamości.
Według Adama Eberhardta platforma V4 niewątpliwie służy Polsce do promowania wśród pozostałych partnerów europejskich dążeń Ukrainy oraz Białorusi – oczywiście mowa o tamtejszym społeczeństwie, a nie o dyktaturze. W odwrotną stronę, za sprawą aktywności Węgier, nam V4 przybliża temat rozszerzania UE w kierunku Bałkanów Zachodnich. Mimo wszystkich ułomności Grupy Wyszehradzkiej pozostałe państwa regionu istnienia takiego formatu już od 31 lat nam jednak zazdroszczą.
Grup i grupek ci u nas dostatek
W nawiązaniu do tego wątku przypomniano, jak wiele funkcjonuje w Europie Środkowej i Wschodniej rozmaitych porozumień, bardziej czy mniej sformalizowanych i mających różne cele. Ich lista systematycznie się wydłuża. Założony niedawno Trójkąt Lubelski skupia Polskę, Litwę i Ukrainę. Trójkąt Sławkowski to Czechy, Słowacja i Austria. Większa od niego jest Centralna Piątka, czyli C5: Czechy, Słowacja, Węgry, Austria i Słowenia. Grupa Craiova skupia Rumunię, Bułgarię, Grecję i Serbię. Oczywiście należy uwzględnić dwie wielkie platformy – Bukaresztańską Dziewiątkę wewnątrz NATO oraz Inicjatywę Trójmorza wewnątrz Unii Europejskiej. To jeszcze nie wszystko, wciąż funkcjonuje w uśpieniu np. Inicjatywa Środkowoeuropejska, zakładana w 1989 r. m.in. przez Jugosławię. Podstawowym kryterium tworzenia takich grup jest ich zwartość terytorialna, nie ma więc państwa należącego do wszystkich. Przy tak licznej ofercie naturalne staje się współzawodnictwo, nakręcane ambicjami polityków. Dla V4 największą realną konkurencją, czyli także perspektywicznym zagrożeniem dla sensu jej istnienia, jest oczywiście C5, do której zapisało się aż trzech udziałowców wyszehradzkich, ale bez Polski.
Za wielką zaletę V4 paneliści zgodnie uznali… brak stałego sekretariatu z nieuchronnie rozrastającą się biurokracją. Przechodnie przewodnictwo trwa rok i rząd państwa przejmującego pałeczkę organizuje w ramach swojej kancelarii jakąś komórkę koordynacyjną, która całkowicie wystarcza. Z drugiej strony taka ulotność strukturalna sprawia, że poza skromnym Funduszem Wyszehradzkim grupa nie może pochwalić się dorobkiem infrastrukturalnym. Nigdy jednak nie stawiała sobie takich zadań, sensem jej założenia było przystąpienie państw członkowskich w pakiecie do Unii Europejskiej oraz Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego.
Ten pierwszy cel osiągnięty został zgodnie przez wszystkich członków w 2004 r., natomiast drugi na raty. Do NATO przystąpiły w 1999 r. tylko Polska, Czechy i Węgry, natomiast Słowacja znalazła się wtedy na aucie w konsekwencji nacjonalistycznych rządów Vladimíra Mečiara. Przełamywanie skutków epoki izolacjonizmu kilka lat potrwało, Słowacja dołączyła do sojuszu militarnego dopiero w 2004 r., tuż przed akcesją do UE. W tamtym procesie wsparcie ze strony pozostałych partnerów z V4 okazało się bardzo efektywne.
Stosunek do agresji Rosji różnicuje
Obecnie symboliczną czarną owcą w wyszehradzkiej zagrodzie stały się Węgry. Rząd Viktora Orbána nie tylko odmawia jakiejkolwiek pomocy militarnej Ukrainie, lecz nawet wyklucza tranzyt o takim charakterze przez swoje terytorium. Wzoruje się na sąsiedniej Austrii, czyli bliskim partnerze z C5, która jednak neutralność ma zapisaną w konstytucji, natomiast Węgry to członek NATO. Ze względu na poziom uzależnienia surowcowego od Rosji rząd Orbána demonstracyjnie odrzuca także obecną unijną i zarazem wyszehradzką politykę energetyczną.
Podczas panelu wyszedł jeszcze jeden wątek dezintegracyjny. Otóż Czechy realnie pozostają całkowicie poza Inicjatywą Trójmorza. Oczywiście uczestniczą w corocznych szczytach politycznych, ale nic poza tym. Kolejne rządy zgodnie oceniają, że z ich punktu widzenia infrastrukturalne umacnianie Europy Środkowej i Wschodniej wzdłuż południków, a nie tylko równoleżników, to temat obcy. I patrząc na mapę – trudno odmówić im racji.
Zasygnalizowane w Karpaczu problemy to tylko przykłady niespójności V4. Paneliści w ogóle nie tknęli takich jak stosunek do waluty euro czy zajmowanie często przeciwstawnych stanowisk podczas przyjmowania przez UE dyrektyw i rozporządzeń. W tych okolicznościach końcowy komunikat z panelu, zapisany w tytule tego tekstu, ma wydźwięk i tak optymistyczny.
