Pogrom chińskich byków dopiero się zaczyna

  • Jagoda Fryc
opublikowano: 29-06-2015, 00:00

Korekta na giełdzie w Szanghaju zbiera żniwa. Na razie spadki sięgnęły 8 proc., ale na tym nie koniec — przestrzegają eksperci.

To było jak piękny sen o niekończącej się hossie. Indeks Shanghai Composite zyskał w rok ponad 120 proc. Mediana wskaźnika cena do zysku dla spółek z Chin kontynentalnych sięgnęła 85, ale nikomu to nie przeszkadzało. Na giełdzie panował tak duży optymizm, że każda oferta publiczna sprzedawała się na pniu i przynosiła zarobek nieosiągalny w innych częściach świata.

Padło też kilka rekordów. Rynek byka trwał nieprzerwanie 935 dni — najdłużej od uruchomienia giełd w Państwie Środka w 1990 r. Niestety z każdego, nawet najpiękniejszego snu, trzeba się kiedyś obudzić. Inwestorów wyrwała z niego gwałtowna i silna korekta. W piątek, 26 czerwca, Shanghai Composite obsunął się o prawie 8 proc., a najmocniej taniały walory chińskich maluchów oraz spółek technologicznych.

— Na korektę zanosiło się od pewnego czasu, tym bardziej że notowania akcji rosły nieprzerwanie od lipca 2014 r. i to mimo spadającej dynamikiwzrostu gospodarczego. Na rynku powstała bańka — mówi Marek Buczak, dyrektor ds. rynków zagranicznych w Quercus TFI.

Pompowanie balona

Ekspert z Quercusa przypomina, że hossa w Państwie Środka wspierana była nie tylko działaniami władz państwowych oraz banku centralnego, starających się stymulować gospodarkę. Część inwestorów spekulowała także o ewentualnej reklasyfikacji akcji chińskich przez MSCI, która przyczyniłaby się do bardzo dużego wzrostu udziału tego kraju w indeksie MSCI Emerging Markets.

— To wygenerowałoby dodatkowy popyt na akcjeze strony funduszy ETF. Ostatecznie jednak MSCI nie zrobił tego ruchu, co stało się mocnym impulsem do obecnej korekty — uważa Marek Buczak. Dodatkowym czynnikiem napędzającym zwyżki było połączenie w ograniczonym zakresie giełdy w Szanghaju i Hongkongu, dzięki czemu zagraniczni inwestorzy uzyskali szerszy niż dotychczas dostęp do wewnętrznego rynku chińskiego.

— Sytuację tę wykorzystywali także lokalni inwestorzy indywidualni, którzy istotnie zwiększyli swoje inwestycje, w tym także z wykorzystaniem lewarowanych rachunków, co wywindowało kursy akcji w Szanghaju — przypomina Mikołaj Stępniewski, zarządzający z Investors TFI.

Powrót do normalności

To właśnie ci zlewarowani inwestorzy, jako pierwsi wcisnęli przycisk „ewakuacja”. Liczyć zaczęły się też czynniki fundamentalne.

— Po pierwsze, mamy do czynienia ze spowolnieniem chińskiej gospodarki, co z pewnością nie zachęca do kupowania już i tak drogich akcji. Po drugie, perspektywa podwyżek stóp procentowych w USA nie zachęca do inwestowania na rynkach wschodzących obarczonym wyższym ryzykiem — wyjaśnia dr Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI.

Zdaniem eksperta z Opti TFI, nawet 20-procentowe spadki nie stworzą okazji do zakupów. Gospodarka chińska znajduje się w fazie stopniowego schładzania, a konieczność zamykania zajętych na kredyt pozycji w akcjach może tylko nakręcać dalszą przecenę. Morgan Stanley szacuje, że indeks Shanghai Composite może stracić nawet 30 proc. do połowy 2016 r.

Co ma zrobić Polak

Mikołaj Stępniewski zwraca jednak uwagę, że giełda w Szanghaju nadal jest jeszcze rynkiem lokalnym i jedynie parkiet w Hongkongu, który jest częścią globalnych benchmarków MSCI, daje ekspozycję międzynarodowym funduszom, w tym również tym dostępnym w Polsce. A cena do zysku dla indeksu w Hong Kongu to 11-13, czyli relatywnie nisko.

— Perspektywy chińskiego rynku akcji, postrzeganego w pierwszej kolejności jako giełda w Hongkongu, ze względu na dyskonto nie tylko do Szanghaju, ale szerzej do rynków wschodzących, można oceniać stosunkowo pozytywnie — dodaje Mikołaj Stępniewski. Fundusze akcji chińskich oferuje Pioneer Pekao TFI, Metlife i Investors.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu