Kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy sugerowały jednak lekką poprawę nastrojów za oceanem. Dzięki temu nie doszło do gwałtownej wyprzedaży akcji na otwarciu notowań na GPW. Ochłodzenie koniunktury przybrało postać łagodnej korekty w pierwszych minutach handlu. Potem było już tylko lepiej, a Wig20 wyszedł wkrótce na plus, podążając za indeksami największych rynków.
Wskaźnik blue chipów oscylował spokojnie w rejonie 2900 pkt., a tymczasem inwestorzy z niepokojem śledzili wydarzenia na rynku surowcowym, gdzie po kolejnym spadku wartości dolara ropa ustanowiła nowy rekord. Dalszy wzrost ceny surowca groził załamaniem nastrojów i powrotem do wyprzedaży akcji w obawie przed inflacją. Tym bardziej niecierpliwie czekano na dane o amerykańskim bilansie handlowym, mogące jeszcze bardziej osłabić amerykańską walutę.
Dane okazały się dla dolara lepsze niż zakładano. Nie to jednak wydarzenie zdeterminowało przebieg dzisiejszej sesji. Niemal jednocześnie agencje podały komunikat Rezerwy Federalnej dotyczący nowej inicjatywy zmierzającej do zwiększenia dostępności kapitału na rynkach finansowych. Od pewnego czasu banki zaczęły się domagać coraz większych zabezpieczeń gotówkowych od firm finansowych i funduszy, którym udzieliły pożyczek. Te, nie mając dostatecznej ilości gotówki były zmuszone wyprzedawać swoje aktywa, głównie papiery hipoteczne, zbijając jednocześnie ich ceny. Groziło to niebezpieczną reakcją łańcuchową. Spadające ceny obligacji wymuszałyby kolejne wezwania do uzupełnienia zabezpieczeń. Nieskarbowe papiery dłużne wpadłyby w deflacyjną spiralę w wyniku paradoksalnego runu banków na pożyczkobiorców.
Fed, chcąc zapobiec temu scenariuszowi, postanowił przyjmować te papiery dłużne jako zabezpieczenie dla pożyczek udzielanych największym bankom w papierach skarbowych i ustanowił linię pożyczkową wartości 200 mld. USD. Jednocześnie wraz z innymi bankami centralnymi zwiększył środki przeznaczone na poprawę płynności na dolarowym rynku pieniężnym. Przyjął także oferty na warte 50 mld. pożyczki w ramach istniejącego już systemu aukcji. Co istotne, stopa procentowa dla tych pożyczek wyniosła 2,8 proc., a więc poniżej obecnej stopy Fed Funds.
Giełdy zareagowały na ten plan z entuzjazmem, gdyż zmniejszy on presję w pozabankowym systemie finansowym, który borykał się z brakiem kredytu i wzrostem awersji pożyczkodawców do ryzyka. Wspomoże przede wszystkim firmy finansowe działające na rynku kredytów hipotecznych, takie jak choćby Fannie Mae czy Freddie Mac. Pojawiały się ostatnio pogłoski, że Fed zacznie skupować część portfela hipotecznego tych instytucji. Ogłoszony dzisiaj plan nie idzie tak radykalnie daleko, ale stanowi krok w tym kierunku. Jednocześnie zmniejsza szansę na silną obniżkę stóp procentowych za tydzień. W tej chwili bardziej prawdopodobne wydaje się cięcie o 50 pb. Fed wyraźnie wolałby opanować kryzys kredytowy bez nadmiernego ryzyka rozpalenia inflacyjnego pożaru.
Po ogłoszeniu planu Fed indeksy natychmiast poszybowały w górę, a ceny surowców spadły wskutek aprecjacji dolara. Popyt ożywił się także w Warszawie, a po pewnym zawahaniu Wig20 przyspieszył marsz w górę i zakończył dzień zyskując 2,6 proc. Dobrze wypadły banki, a spółki surowcowe pozostały w cieniu. Wyjątkiem był Petrolinvest, który zyskał prawie 10 proc. po udanej emisji akcji, w której udział wzięły tak duże instytucje jak Allianz czy PZU.
Działania Fed po raz kolejny odsunęły groźbę rynkowego załamania. Dziwnym, a raczej niedziwnym trafem plan ten ogłoszono dokładnie w momencie, gdy amerykańskie indeksy znalazły się tuż nad styczniowym minimum. To pokazuje, że Fed nie zamierza zostawić rynku na pastwę losu i póki ma odpowiednie środki, będzie chciał wpływać na kierunek ruchu indeksów. Na razie nie wiadomo, czy kryzys kredytowy osiągnął już swoje apogeum. Banki centralne dwoją się i troją, by go jak najszybciej opanować. Dopóki inwestorzy nie zobaczą światełka w tunelu, rynki będą przedmiotem szczególnej troski władz monetarnych. Najbliższe tygodnie pokażą, czy wszystkie te działania banków centralnych osiągają założone cele. Można jednak założyć, że test styczniowego minimum został przynajmniej odłożony na później.