Pokrzywdzeni czy pieniacze?

Jacek Konikowski, Monika Sobkiewicz
opublikowano: 2004-10-08 00:00

Sposób, w jaki Edmund Borawski buduje potęgę Mlekpolu, budzi kontrowersje i emocje u setek rolników. Mówią dosadnie, że ta potęga powstała na ich krzywdzie i za ich pieniądze.

Niektórzy twierdzą, że stracili na interesach z Mlekpolem nawet 60 tys zł. Czy rzeczywiście „drugi Komorowski”, jak nazywają Edmunda Borawskiego partyjni koledzy z Polskiego Stronnictwa Ludowego, jest dobrym menedżerem czy tylko sprytnym przedsiębiorcą, wykorzystującym swą pozycję, prestiż i siłę pieniądza?

Dziesiątki ochroniarzy, radiowozy i patrole policyjne. W bocznych ulicach „suki” czekające na sygnał do akcji. Nerwowa atmosfera, gadające megafony, tłumy gapiów.

To nie plan filmu o stanie wojennym czy kolejna część „Psów”. Tak wyglądały ulice Grajewa 29 czerwca 2004 roku — na kilka godzin przed walnym zebraniem Mlekpolu.

Nerwy i frustracja towarzyszą poczynaniom Edmunda Borawskiego, prezesa Mlekpolu, odkąd zaczął przejmować lokalne spółdzielnie mleczarskie. Ich członkowie twierdzą, że robił to z naruszeniem prawa.

Jaćwing z Grajewa?

„Mlekpol to największa polska spółdzielnia mleczarska, w której skład wchodzi 6 zakładów przetwórczych w: Grajewie, Kolnie, Mrągowie, Sejnach, Augustowie i Zambrowie. Jest producentem popularnej i cenionej na rynku marki »łaciate« oraz liderem w produkcji mleka UHT, posiadając około 40 proc. udziału rynku tego mleka w kraju” — to właśnie można przeczytać na internetowych stronach firmy.

W opinii Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich „rozwój Mlekpolu jest modelowy dla branży. Włącza w swoje struktury dostawców i pracowników zakładów mleczarskich. Mlekpol mógłby przejąć tylko najlepszych dostawców. Słabsze spółdzielnie padłyby, a pracownicy zostaliby na lodzie”.

— Modelowy? Zależy dla kogo... Mlekpol chełpi się sukcesami, ale nikt nie pyta, czyim kosztem je osiągnął i ile krzywdy ludzkiej kryje się za nimi! Borawski po prostu łupi chłopów, jak jaćwieski najeźdźca — Andrzeja Długoborskiego — rolnika ze wsi Ćwikły--Krajewo koło Białegostoku, właściciela kilkunastu hektarów i 20 krów — denerwuje taka charakterystyka Mlekpolu.

— Kilka tysięcy rolników „ostrzy kosy” na Borawskiego — opowiada.

— Biznes można robić uczciwie i nieuczciwie. Prezes Borawski — tak uważamy — biznes robi nieuczciwie, bo kosztem rolników zwiększa dochody swej firmy. Nie przestrzega prawa spółdzielczego, robi partyzantkę... Wykorzystuje rolników — bo nieprawnie zabrał im 20 mln zł udziałów, wykorzystując swe stanowisko posła i układy — mówi wójt Andrzejewa, Antoni Cymbalak.

Ciężkie zarzuty...

Do raju!

W chałupie Długoborskiego jest wójt Cymbalak i kilku rolników, mających na pieńku z Mlekpolem. Widać, że zmęczeni, bo cały dzień pracowali w polu. Długoborski przed momentem krowy wydoił. 30 lat był członkiem Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Zambrowie. Podobnie jak zebrani i 2,6 tys. innych rolników, którzy latami powiększali swe udziały, płacąc 5 gr od każdego litra dostarczonego mleka. Do niedawna mieli ich od 4 do 60 tys. złotych.

— Kuzyn tworzył tę spółdzielnię — jeszcze przed wojną. Wielu młodych rolników dziedziczyło udziały od rodziców, wraz z gospodarstwami. Kiedyś ta spółdzielnia była w pierwszej piątce najlepszych w Polsce — wspomina Długoborski.

Tyle tylko, że spółdzielnią źle zarządzano, o czym chłopi nie wiedzieli — bo się nie znali. Jej prezes, Tadeusz W. (prokurator postawił mu zarzuty), który się znał, miał lekką rączkę do pieniędzy i kiepską głowę do rachunków. Kasa Zambrowa pustoszała w miarę jego kolejnych fatalnych decyzji. Wielu. Dobrze poinformowna osoba wskazuje, że prokurator wypomniał prezesowi przerosty zatrudnienia, nierynkowe podejście do biznesu (trzygwiazdkowy hotel dla pracowników spółdzielni w Głubczycach oddalonych od Zambrowa o… 700 km), nietrafione inwestycje.

— Kiedy ceny mleka w proszku leciały na łeb na szyję, prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej Zambrów podjął decyzję o budowie proszkowni. Mówi się, że za namową Borawskiego, który argumentował: podniesiecie swoją wartość, to was włączę do Mlekpolu. No i mamy proszkownię, ale nie mamy już spółdzielni, bo przez nią kasa wyschła na wiór — mówi wójt Cymbalak.

— Sam Kalinowski był na jej otwarciu — dorzuca jeden z rolników.

— A zarząd kupił na kreskę samochody Volvo — dodaje Eugeniusz Łuszewski.

— I ludzi w spółdzielni pracowało więcej niż było pracy do wykonania — dorzuca inny rolnik.

Im kasa bardziej pustoszała, tym chętniej rozglądano się za kimś, kto wyciągnie spółdzielnię z finansowego grajdołka. W końcu — udało się.

Inny pomoże

Prezes Tadeusz W. zaczął przekonywać chłopów, że jedyne wyjście to przyłączyć się do grajewskiego Mlekpolu. Uwierzyli — na jego i swoje nieszczęście. Gdy jesienią 2003 roku rozpoczęto procedurę połączenia i Mlekpol zaczął badać finanse Zambrowa — wybuchła afera!

Zambrów był w większym dołku, niż ktokolwiek myślał! Rewident, badający bilanse spółdzielni, wykazał — zatajone wcześniej przez zarząd — prawie 6 mln złotych strat! Zarząd po prostu zaniżał wielkość strat rzeczywistych, by przekonać banki do odraczania niespłaconych długów.

Edward Borawski uważa, że o tym, iż w byłej OSM w Mrągowie i OSM Zambrów dzieje się źle członkowie obu spółdzielni wiedzieli na co najmniej 3 lata przed podjęciem rozmów o połączeniu — wskazywał na to m.in. brak regularnej zapłaty za mleko i stosunkowo niskie ceny płacone za surowiec. Według niego, trudną sytuację finansową obu spółdzielni znały i lokalne władze samorządowe.

— O trudnej sytuacji finansowej wiedzieli delegaci na Zebranie Przedstawicieli oraz członkowie Rady Nadzorczej OSM Zambrów. Oni to bowiem na Zebraniu Przedstawicieli podejmowali decyzję, by w 2002 roku straty finansowe spółdzielni w Zambrowie (6 mln zł) pokryć funduszem zasobowym i funduszem udziałowym. Kwotę 3 mln zł potrącono wszystkim członkom ówczesnej OSM Zambrów w roku 2003 — podkreśla Edward Borawski.

Czy Edmund Borawski, włączając Zambrów do Mlekpolu, dokładnie wiedział o tej sytuacji — nie wiadomo. Fakt, że po połączeniu złożył na Tadeusza W. doniesienie do prokuratury, zarzucając mu kreatywną księgowość. W swoim czasie pisała o tym „Rzeczpospolita”.

— Trzem osobom z kierownictwa byłej OSM Zambrów postawiliśmy zarzuty sporządzenia nierzetelnego bilansu w celu wyłudzenia kredytu — mówi zastępca prokuratora okręgowego w Łomży, Sławomir Kołakowski.

— O tym, że spółdzielnia z Zambrowa — jak i wcześniej spółdzielnia z Mrągowa — są zadłużone wiedzieliśmy (Zarząd, Rada Nadzorcza, Zebranie Przedstawicieli). Ale dopiero po połączeniu okazało się, przy sporządzaniu niezależnego bilansu, że spółdzielnia zambrowska ukrywała rzeczywiste straty poprzez nierzetelne zapisy finansowo-księgowe: gdyby rzetelnie prowadzono księgi finansowo-księgowe — spółdzielnia ta już w 2002 roku powinna ogłosić upadłość. Do połączenia doszło „w ostatniej chwili” i było to bardzo „kosztowne” połączenie dla wszystkich zainteresowanych. Z dniem połączenia na SM Mlekpol jako spółdzielnię przejmującą przeszły wielomilionowe zobowiązania OSM w Zambrowie zarówno wobec dostawców mleka i innych kontrahentów. Mimo tych wszystkich obciążeń członkowie OSM w Zambrowie jako już członkowie SM Mlekpol otrzymali cenę wyższą średnio o 20 gr za litr mleka i na równych prawach zostali dopuszczeni do ogromnego majątku — wieloletniego dorobku wszystkich członków jak i załogi — mówi Edmund Borawski.

Sprawa w toku

Pojawił się jednak inny problem: kto do końca pokryje straty Zambrowa? Nadciągnęły czarne chmury... Z nagrania:

— W czerwcu 2003 r. na walnym w Zambrowie Tadeusz W. spotkał się z Borawskim. Na tym walnym przekonywano, by połączyć obie spółdzielnie — naszą z grajewską. Bilans za 2002 rok wykazywał zysk 28 tys. zł. W pewnym momencie, poza protokołem, wstała nasza księgowa i wali prosto z mostu: „Słuchajcie, to nie jest tak. Nie mamy zysku, lecz stratę 6 mln złotych!”. Wszyscy zdziwieni, nawet członkowie rady nadzorczej Zambrowa, że nikt ich wcześniej o tym nie powiadomił, nie mówiąc już o delegatach. Tego nie było nawet w porządku obrad... Ale zaraz wstaje pan prezes W. i tłumaczy, że to nie tak, że to małe straty, że mamy przecież fundusz udziałowy i 3 mln pokryjemy z niego i 3 mln z zasobowego, więc nie ma o czym mówić, i że przecież to i tak dla nas dobrze, bo po połączeniu będzie droższe mleko i wyjdziemy na swoje, będzie raj dla rolników. Wniosek, mimo że nie było go w programie, przeszedł w głosowaniu i podjęto uchwałę, że do połączenie Zambrowa z Mlekpolem dojdzie 1 listopada 2003 roku — mówi Cymbalak.

Jak twierdzi, przed połączeniem — w październiku — nie zrobiono niezależnego bilansu zamknięcia, więc wszyscy myśleli, że sprawa jest załatwiona i „tematu nie ma”. Już po przejęciu okazało się jednak, że „temat jest”, bo nagle straty okazały się jeszcze większe: 12 mln zł!!!

— Chcieliśmy się dowiedzieć, skąd się wzięły, więc zapytaliśmy o to byłego prezesa W. Tłumaczył, że ich nie ma, bo po przejęciu majątku spółdzielni pan Borawski, robiąc jej bilans, zaniżył jej wycenę. Zwróciliśmy się do prokuratury, by to wyjaśniła — dodaje Cymbalak.

Szydło wyszło z worka kilka tygodni później. W kwietniu 2004 roku była rada z Zambrowa spotkała się z prezesem Borawskim, który powiadomił ją, że według jego rewidenta, straty Zambrowa wynoszą nie 6, lecz 12 mln zł. Mówiono wtedy o wielu nieprawidłowościach dawnego kierownictwa.

— Wiemy o nich, bo znalazł się odważny radny, który potajemnie nagrał przebieg tego spotkania. Z nagrania jasno wynika, że pan Borawski od początku wiedział o stratach naszej spółdzielni, tylko celowo to zataił — w obawie, że rolnicy będą protestowali. Przećwiczył to już na wcześniej przejmowanych spółdzielniach: przejmował je, a dopiero potem wyceniał majątek, wykazywał straty i — by je pokryć — zabierał wkłady członkowskie rolnikom — mówi Cymbalak.

Tekst nagrania trafił do prokuratury. Odtąd sytuacja zagęściła się jeszcze bardziej. Rolnicy wiedzieli już, jaki los może ich spotkać. Zaczęli stawać okoniem.

— Straty zawsze wychodziły po pewnym czasie, nie w momencie połączenia spółdzielni. Bilansu nie sporządzano w chwili fuzji — choć powinno się to robić wtedy — lecz później — i to w Grajewie. W naszym wypadku był po 4 miesiącach, a Mrągowa — dopiero po roku! I dopiero po roku w Mrągowie dowiedzieli się, że muszą z własnej kieszeni zapłacić za straty Borawskiemu! — dodaje Długoborski.

Bomba wybuchła, gdy na początku 2004 roku Borawski zapowiedział, że straty Zambrowa pokryje udziałami tylko jego członków. Dla Długoborskiego i 2600 pozostałych rolników to był szok, bo taka decyzja oznaczało utratę — bywało — i kilkudziesięciu tysięcy złotych.

— To był dzwonek alarmowy, żeby coś robić — i nie dać sobie odebrać udziałów. Dzięki panu wójtowi zorganizowaliśmy się. Zawiązaliśmy komitet obrony udziałów członkowskich OSM Zambrów — mówi Długoborski, jego przewodniczący.

Komitet wsparł poseł Andrzej Fedorowicz z Białegostoku. Odtąd jedynym zadaniem komitetu było niedopuszczenie, aby na najbliższym walnym zebraniu delegaci „przyklepali” pokrycie strat ich udziałami. Długoborski powiadomił prokuraturę, że Mlekpol chce im zabrać udziały.

— Prawo spółdzielcze, dokładnie art. 101, mówi, że w spółdzielni wszyscy jej członkowie są solidarni, i kiedy są straty, to wszyscy je pokrywają — a nie tylko wybrani. Kiedy są zyski, też je dzielimy solidarnie. Na tym polega spółdzielnia... Borawski tymczasem podburzył delegatów na walne z pozostałych spółdzielni, które przejął — z Mrągowa, Kolna, Augustowa, mówiąc im, że skoro straty powstały w Zambrowie i skoro to my nie dopilnowaliśmy finansów, to my powinniśmy za to zapłacić. Inaczej oni też będą się musieli dorzucić — mówi wzburzony Cymbalak.

— Art. 90 prawa spółdzielczego mówi, że „straty bilansowe spółdzielni pokrywa się z funduszu zasobowego, a w części przekraczającej fundusz zasobowy — z funduszu udziałowego i innych funduszów własnych spółdzielni według kolejności ustalonej przez statut”. Spółdzielnia w Zambrowie, rok 2002 zamknęła stratami i nie dysponowała już funduszem zasobowym i innymi funduszami, którymi pokryła wcześniejsze straty. O tej sytuacji wiedzieli członkowie spółdzielni, gdyż to właśnie oni musieli wyrazić w tym czasie zgodę na pokrycie strat funduszem zasobowym. W tej sytuacji jedynym możliwym funduszem, który mógłby pokryć straty po połączeniu, był fundusz udziałowy. Te działania są zgodne z prawem spółdzielczym. A zatem nie doszło do naruszenia art. 101 tego prawa, ponieważ po połączeniu Mlekpol spłacił długi byłej OSM Zambrów — opowiada Edmund Borawski.

Pozostaje do wyjaśnienia, jak rolnicy mogli pilnować finansów swej spółdzielni, skoro jej bilans był fałszowany, księgowy „kreatywny”, a członkowie zarządu dowiedzieli się o manku dopiero na walnym zgromadzeniu — i to przypadkiem (nie było tego w porządku obrad). Zagadkowym wątkiem jest również i to, że straty wyszły na jaw dopiero po włączeniu Zambrowa do Mlekpolu, a nie przed. Komitet złożył zatem wniosek o wycofanie z porządku obrad najbliższego WZ Mlekpolu punktu o zabraniu udziałów, do momentu wyjaśnienia sprawy przez prokuraturę.

Dalej sprawy potoczyły się zaskakującym trybem.

Wojna w Grajewie

Walne odbyło się 29 czerwca w Grajewie. Jego mieszkańcy na długo zapamiętają ten dzień, bo nigdy dotychczas nie było tu takiego tumultu i wrzawy. Po mieście krążyły policyjne patrole, legitymowano ludzi. Przed godziną 10.00 wokół budynku przy ulicy Robotniczej, w którym miało się odbyć walne, ustawił się szpaler ochroniarzy. Bramę pilnowało kilkunastu uzbrojonych, postawnych ludzi.

— Wpuszczali tylko delegatów — i to za okazaniem dowodu osobistego — wspomina jeden z rolników.

— Po cholerę kazali nam przyjeżdżać, skoro nie chcieli nas wpuścić? Dotychczas na walne mógł wejść każdy członek spółdzielni — dziwi się inny.

— W statucie stoi jak byk, że każdy członek może brać udział w walnym i przysłuchiwać się obradom — dodaje kolejny.

— Chciałem wejść na salę, ale ochroniarze mnie nie wpuścili, mówiąc, że nie mam tu nic do roboty. To naruszenie ustawy o wykonywaniu mandatu przez posła. Złożyłem w tej sprawie doniesienie do prokuratury — mówi poseł Andrzej Fedorowicz.

— Prosiliśmy, żeby przynajmniej wystawili głośniki, z których ludzie mogliby na zewnątrz słuchać obrad, ale na próżno — mówi Długoborski.

— Tym bardziej że budynek jest tak zbudowany, że na I piętrze jest sala obrad, a na parterze — sala z nagłośnieniem. Ale i tam nie pozwolono nam wejść... — dodaje rolnik z Andrzejewa.

A zdanie Edmunda Borawskiego? Udział w walnym wzięli wszyscy delegaci, dodatkowo zaproszono grupę osób nie posiadających mandatu delegata, by mogli przysłuchać się dyskusjom. Niewielka grupa, kierowana przez wójta Andrzejewa i posła Andrzeja Fedorowicza, to osoby, które nie są i nie były członkami spółdzielni.

Około 11.00 przed budynek, przed którym kłębił się już tłum poirytowanych rolników, zajechały trzy autokary z ponad setką rolników z Zambrowa.

— Tuż przed Grajewem zatrzymała nas policja, legitymowali nas, a funkcjonariusz spisywał nazwiska wszystkich, którzy byli w autobusie — mówi zdenerwowany Zygmunt Tymiński ze wsi Ożary Wielkie.

— Nie chcieli nas przepuścić, mówili, że autokary są w złym stanie technicznym. Zagroziłem, że jak nie przepuszczą, to pójdziemy na piechotę. Przestali nas legitymować i puścili dalej, ale całą drogę eskortowały nas policyjne radiowozy — dodaje Cymbalak (jechał w drugim autokarze).

Gdy dojechali przed siedzibę Mlekpolu, ktoś rozwiesił transparent „Bronimy swojej własności”. Doszli do bramy, gdzie ochroniarze zagrodzili im drogę. Mało brakowało, a rozsierdzeni rolnicy rzuciliby się na nich z pięściami. Wtedy z budynku wyszedł Długoborski i przez siatkę relacjonował, co działo się na sali obrad.

— Stwierdzili, że nie złożyliśmy wniosku o zmianę porządku obrad tydzień wcześniej, tylko skąd mieliśmy o tym wiedzieć? — mówi.

Dwie godziny bezradnie stali pod bramą. W końcu odśpiewali rotę — i wrócili do domów.

Uchwałę podjęto. Delegaci, przy sprzeciwie delegatów z Zambrowa, przyklepali decyzje o zabraniu 19 mln złotych z funduszu udziałowego i pokryciu nimi strat spółdzielni.

Edmund Borawski dobitnie przypomina, że ta decyzja była wolą Zebrania Przedstawicieli — najwyższego organu spółdzielni: zarząd jest wykonawcą decyzji i uchwał Rady Nadzorczej i Zebrania Przedstawicieli. Edmund Borawski jest członkiem trzyosobowego zarządu SM Mlekpol. Spółdzielnia nie jest własnością żadnego z członków zarządu, lecz własnością członków Mlekpolu (czyli ponad 13 tys. osób).

Nazajutrz kilku rolników, w tym Długoborski, złożyło wnioski do sądu w Suwałkach, by uchwałę uchylić. Ponoć — mówią — Borawski jeździ teraz po nich i przekonuje, w różny sposób, by te wnioski wycofali.

— Ciekawe, dlaczego tak przesunął się termin rozprawy? Wpierw miała się odbyć 5 października, ale z sądu przyszło pismo, że będzie 2 listopada — w Zaduszki! Może po to, by dać sobie więcej czasu na ich przekonywanie... W piśmie nie podano przyczyn takiej decyzji — mówi Długoborski.

Jeżeli decyzja władz Mlekpolu uprawomocni się, rolnicy z Zambrowa stracą od 4 do 60 tys zł. Z własnej winy?

„Pieniacze” z Mrągowa

Wcześniej podobne problemy mieli członkowie innych przejętych przez Grajewo spółdzielni mleczarskich — m.in. w Mrągowie i Kolnie. Scenariusz — jakby ten sam. W 1999 roku nowoczesna spółdzielnia w Mrągowie, do której należy 3 tys. rolników (sama wcześniej przejęła kilka mniejszych) popadła w finansowe tarapaty. Chłopi narzekali, że na pieniądze za mleko trzeba czekać i po 3 miesiące. Pojawił się w końcu prezes Borawski — i namówił rolników do połączenia obu spółdzielni.

— Udziały członkowskie w Mrągowie były niskie, w Grajewie — wysokie, dlatego rolnicy z Mrągowa dogadali się z Borawskim, że będą je stopniowo uzupełniać, a cena mleka będzie taka sama dla wszystkich — twierdzi Adam Gmaj, rolnik ze wsi Borowe, w gminie Sorkwity, były członek rady nadzorczej OSM Mrągowo.

Obie spółdzielnie się połączyły. Wtedy wybuchła bomba!

— Po podjęciu przez nas uchwały połączeniowej, Mlekpol — wbrew wcześniejszym ustaleniom — naliczył każdemu z rolników udziały według własnych zasad i zażądał ich wykupienia od zaraz. Ja miałem wykupić 5 po 2100 zł każdy! — mówi Gmaj.

Rolnicy się zbuntowali, założyli komitet protestacyjny, odwołali stary zarząd i powołali nowy, który unieważnił połączenie. I nagle wszystko wróciło do normy — wypłaty za mleko stały się punktualne, a spółdzielnia zamknęła 1999 rok 4-milionowym zyskiem. Cud?

— Jaki tam cud! Po prostu stary zarząd celowo nie ściągał od hurtowników prawie 20 mln zł, bo kiepska sytuacja finansowa sprzyjała fuzji z Mlekpolem — tłumaczy Gmaj.

— Po prawomocnej decyzji sądu mówiącej o tym, że uchwała połączeniowa była zgodna z prawem, ówczesny „samozwańczy” zarząd z Mrągowa dobrowolnie wydał majątek zakładu. Dodać należy, że osoby mieniące się zarządem OSM Mrągowo, zgodnie z orzeczeniem sądu, nigdy takim zarządem nie były, zatem nie miały prawa do zaciągania zobowiązań w imieniu spółdzielni. Osoby te naraziły spółdzielnię na duże straty finansowe — uważa prezes Borawski.

W Mrągowie za rok 2000 (okres działania „samozwańczego” zarządu i Rady Nadzorczej) systematycznie występowały straty wysokości od 0,5 do 1 mln. zł. Straty te — według Edmunda Borawskiego — doskonale znali członkowie Rady Nadzorczej (powołanej, jak mówi wyrok sądu, niezgodnie z prawem). W jej skład wchodzili m.in. panowie Gmaj, Drząszcz i Tabaka.

— Ale nie mieli ani wówczas, ani teraz odwagi, by powiedzieć rolnikom — swoim sąsiadom, że wskutek błędnego zarządzania doprowadzili spółdzielnię w Mrągowie na skraj przepaści finansowej. Dziś stroją się w piórka obrońców „pokrzywdzonych” rolników. A to właśnie oni narazili rolników na ogromne straty. Dodać trzeba, że straty finansowe obu spółdzielni były ukrywane poprzez nierzetelne zapisy księgowe. SM Mlekpol dopiero po połączeniu odkryła rzeczywiste stany zadłużenia obu spółdzielni i ujawnił ten fakt — opowiada prezes Borawski.

Prezes Edmund Borawski zaskarżył decyzję o anulowaniu połączenia w sądzie gospodarczym w Łomży — i wygrał. Wówczas spółdzielcy ponownie zadecydowali, że nie chcą się łączyć z Mlekpolem. Cisza trwała do jesieni 2001 roku — wtedy w siedzibie OSM w Mrągowie pojawił się Borawski i — powołując się na zarejestrowaną w sądzie gospodarczym umowę połączeniową — przejął kontrolę nad firmą. Wkrótce walne Mlekpolu oficjalnie stwierdziło, że w przejętej spółdzielni było 11 mln zł strat i że rolnicy muszą je pokryć z własnych udziałów. Jak w Zambrowie.

Rolnicy zaskarżyli tę decyzję do sądu. Sprawa od 2 lat jest jednak zawieszona w sądzie okręgowym w Suwałkach. Teraz szykują pismo do prokuratora generalnego, a gdy i to nie pomoże, zapowiadają, że pójdą bronić swego nawet i do Strasburga.

Scenariusz — ten sam, co w Zambrowie. Tanio przejmuje się spółdzielnie, potem wykazuje, że miały straty i zmusza rolników do ich zapłacenia własnymi udziałami. Czy tak powstała potęga Mlekpolu? Zastanawia, dlaczego wymiar sprawiedliwości reaguje tak ospale w sprawie tak społecznie ważnej, nie rozstrzygając sporu bez nadmiernej zwłoki.

Edmund Borawski wyjaśnia, że na dzień zakończenia działalności byłej OSM w Mrągowie (29.10.2000), a także byłej OSM w Zambrowie (30.10.2003) zinwentaryzowano majątek każdej z tych spółdzielni. Na podstawie inwentaryzacji działy finansowo-księgowe OSM Zambrów i OSM w Mrągowie w trzy miesiące sporządziły bilanse za okres samodzielnego działania tych spółdzielni, a więc OSM Mrągowo w 2000 roku i OSM Zambrów w 2003 roku. Bilanse te zbadał niezależny biegły rewident. Okazało się wówczas, że strata OSM Mrągowo za 10 miesięcy 2001 roku wyniosła 11 052 111, 54 zł, zaś strata OSM Zambrów za 10 miesięcy 2003 roku — 12 447 158,35 zł. Dodatkowo strata z lat ubiegłych (2002 roku) sięgnęła 9 986 965,30 co łącznie dało kwotę 22 434 123,65 zł (sprawozdanie przekazano do publikacji w Monitorze Samorządowym).

— To wiarygodne i rzeczywiste straty obu spółdzielni — uważa Edmund Borawski i dodaje:

— Grono niezadowolonych z połączenia OSM w Mrągowie z SM Mlekpol to zaledwie cztery osoby, które nie są członkami spółdzielni. Dodać trzeba, że trzech z nich nie dostarczyło do spółdzielni nawet symbolicznego litra mleka. Osoby te dotychczas przegrywały sprawy w sądach i prokuraturach lub na swój wniosek zawieszały postępowanie sądowe. A zatem działania tych osób są pozbawione jakichkolwiek prawnych przesłanek i nie posiadające żadnego prawnego uwarunkowania.

Pojedynek

— Najgorsze, że nikt nas nie chce wysłuchać, pomóc. Wszyscy nas zbywają, każą czekać, dają wymijające odpowiedzi. Dlaczego? Czy jesteśmy ludźmi gorszymi od posłów i od prezesów? Pracujemy ciężej od nich i nie chcemy prosić o łaskę, ale o wysłuchanie naszych racji i o to, co nam się prawnie należy. Tym bardziej że nie jest nas dwóch czy trzech sąsiadów z jednej wsi. Nas jest kilka tysięcy rolników, którym zabiera się pieniądze w majestacie prawa! — dziwi się Cymbalak.

— Borawski ma nas w garści, bo rolnicy są od niego uzależnieni. Jak nie sprzedadzą mu mleka, to nie będą mieli za co żyć — dorzuca Długoborski.

— Rolnicy z Zambrowa i Mrągowa działają zgodnie z prawem spółdzielczym, które wyraźnie mówi, że straty spółdzielni muszą być pokrywane po równo przez wszystkich. Taka jest idea spółdzielni. Niemożliwa jest sytuacja, gdy tylko część członków ma za nie odpowiadać — twierdzi mecenas z Białegostoku.

Od strony Mlekpolu sprawa wygląda banalnie. Zdaniem Jana Filipowskiego, przewodniczącego rady nadzorczej Mlekpolu, rolnicy z Mrągowa i Zambrowa to garstka pieniaczy, która walczy o jakieś wirtualne pieniądze, które się im nie należą.

— W sądach zakończyły się sprawy dotyczące połączeń z OSM Kolno i OSM Mrągowo. Zawieszona jest jedynie jedna sprawa — z powództwa pana Bogusława Tabaki z terenu byłej OSM Mrągowo w sprawie o uchylenie uchwały, dotyczącej połączenia SM Mlekpol z OSM Zambrów i OSM Augustów — mówi prezes Borawski.

Edmund Borawski przekonywał lokalne media, że to politycy mącą w głowach rolnikom, wykorzystując ich sytuację do celów wyborczych. Jego zdaniem, winę za krzywdę rolników ponoszą wyłącznie oni sami — zarządy i rady nadzorcze ich spółdzielni, które nie potrafiły zapanować nad finansami.

— Nikt mi nic nie mąci. W naszej rodzinie udziały odkładaliśmy od trzech pokoleń. Dzisiaj cały dorobek przepadł. Dzisiaj żyję z renty mojej mamy. Pisałem do pana Borawskiego wiele pism z prośbą, żeby mi pomógł, bo nie wiem, czy zimę przeżyję. Nie odpisał nawet — żali się Eugeniusz Łuszewski, jeden z „pieniaczy”, do niedawna dobrze prosperujący rolnik.

Przez słowa rolników przebija rozgoryczenie. Mają własny scenariusz wydarzeń. I swój też ma prezes Borawski.