Pol-Inowex chce urosnąć dzięki współpracy

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2015-08-10 22:00

Kryzys zmienił europejskich prezesów, a to sprzyja przenoszeniu fabryk. Branża firm, które się tym zajmują, jednoczy siły

Przed kryzysem Pol-Inowex, lubelska spółka rodzinna, obsługiwała kilka małych i średnich kontraktów delokalizacji fabryk rocznie, miała kilkanaście milionów złotych obrotów, kilkudziesięciu pracowników i pretendowała do wejścia do pierwszej dziesiątki europejskich firm z tej branży. Trwający kilka lat kryzys wiele zmienił.

EKONOMIA GÓRĄ:
EKONOMIA GÓRĄ:
Kryzys zmienił prezesów europejskich spółek. Dawniej 30 proc. projektów, które realizowaliśmy, nie miało racji bytu. Fabryki przenoszono, bo takie było czyjeś widzimisię. W ubiegłym roku nie mieliśmy ani jednego projektu, który nie miałby ekonomicznego uzasadnienia — mówi Bartosz Świderek, wiceprezes Pol-Inoweksu.
Marek Wiśniewski

— Mamy pięć razy więcej kontraktów niż przed 2008 r. Obsługujemy tylko średnie i duże projekty. Zatrudniamy ponad 200 swoich pracowników i 100 dodatkowych. Jesteśmy jedną z największych w Europie firm w branży delokalizacyjno- -montażowej, w tym roku obroty przekroczą 50 mln zł — mówi Bartosz Świderek, wiceprezes Pol-Inoweksu.

Za największego konkurenta uważa brytyjski Beck & Pollitzer, który ma ponad 500 pracowników i kilkadziesiąt milionów funtów przychodów, a w Polsce jest obecna od 2001 r. Spółka zajmuje się jednak także montażem, a delokalizacja fabryk to tylko część jej działalności.

Boje o Pol-Inowex

Pol-Inowex został założony przez ojca obecnego wiceprezesa. W 2014 r., w procesie przekształceń ze spółki akcyjnej w komandytowo- -akcyjną, akcje spółki trafiły do United Properties and Construction Polska (UPCP), której prezesem jest Wojciech Rutowicz — dawny przyjaciel rodziny Świderków. Po kilku miesiącach, w czerwcu 2014 r., akcje Pol-Inoweksu wróciły do założycieli firmy. Rodzina Świderków, będąc komplementariuszem, nigdy nie oddała władzy w spółce. Wojciech Rutowicz złożył do sądów wnioski mające zablokować ten proces. W marcu 2015 r. sąd w Lublinie oddalił pozew złożony przez UPCP.

Pogawędki przy piłce

Pol-Inowex zaczął jednoczyć branżę.

— Podczas Lublin Cup, piłkarskiej imprezy, postanowiliśmy zaprosić do naszej loży współpracujące z nami firmy i konkurencję.Myśleliśmy, że będziemy rozmawiać o piłce, a skończyło się na decyzji, by powołać Stowarzyszenie Polskich Firm Demontażowo-Delokalizacyjnych. Razem możemy więcej — mówi Bartosz Świderek. Przy dużych projektach klienci sprawdzają liczbę pracowników i połączenie sił zwiększy szanse polskich spółek. A na brak zleceń nie można narzekać.

— Trwający kilka lat kryzys spowodował trwałą zmianę w mentalności menedżerów, którzy cały czas liczą, co się najbardziej opłaca — uważa Bartosz Świderek. Bywa, że oznacza to przeniesienie fabryki z Polski do Włoch, by znaleźć się bliżej klienta. Na ogół jednak z Polski wyjeżdżają zakłady z prostą, niewymagającą myślenia produkcją i trafiają tam, gdzie koszty są niższe.

Gdzie jest ruch

— Polska to dziś tylko kilka procent naszych przychodów i poza przeniesieniem dwóch zakładów do Lublina nie mamy tu dużo kontraktów. Zdecydowanie najwięcej prac realizujemy w Azji. Mamy kilku klientów w Afryce, w której potrzeba elektrowni. Jednak często nasi klienci z tego kontynentu zbyt długo zwlekają z podjęciem decyzji i elektrownie kupują szybsi — opowiada Bartosz Świderek.

Energetycznych inwestycji potrzebuje także Ukraina, ale ze względu na wojnę nie ma wielu chętnych do inwestycji.

— Mamy jeden kontrakt na przeniesienie elektrowni na biomasę z Wielkiej Brytanii. To nowa instalacja, ale ponieważ znikły dotacje na takie instalacje, przestała się opłacać. Teraz trafi na Ukrainę — mówi wiceprezes Pol-Inoweksu.

Przyznaje, że wschodnia część Ukrainy trafiła na listę miejsc, do których Pol-Inowex niechętnie wysyła pracowników, obok Libii, Iraku i Afganistanu.