Pół miliarda w polskiej piłce

opublikowano: 26-07-2016, 22:00

Ekstraklasa finansowo stoi najlepiej w historii. Przybywa tych, którzy mają na nią chrapkę, jak choćby milioner z Bytowa

Czasem słońce, czasem deszcz — chciałoby się rzec, patrząc na naszą rodzimą piłkarską Ekstraklasę przez pryzmat raportu EY. Z jednej strony do klubów trafiła dodatkowa kasa z racji przychodów ze sprzedaży praw medialnych. W sezonie 2015/2016 to było 15 mln zł do podziału. Łącznie przychody polskich klubów wzrosły o 61 mln zł (13,5 proc.), do rekordowych 511,2 mln zł. Pesymiści powiedzą, że wciąż liga to Legia, Lech i długo nic. Połowa klubów przynosi straty, a bilans całej ligi to niemal 27 mln zł na minusie. Ciąży tu kilka klubów, których finanse jakością przypominają obronę Podbeskidzia Bielsko-Biała w zeszłym sezonie.

— Na Łazienkowskiej jest dobrze, będzie jeszcze lepiej — deklaruje Bogusław Leśnodorski, jeden z szefów warszawskiej Legii, stawianej za wzór piłkarskiego porządku nad Wisłą. Legia, podobnie jak m.in. Lech Poznań i Cracovia — trzy kluby z żadnym lub śladowym wsparciem publicznych pieniędzy, zakładają, że co roku ich budżety muszą się równoważyć. Co to oznacza? Że nie ma mowy o szaleńczych zakupach i walce o Ligę Mistrzów za wszelką cenę, jak to dawniej bywało.

— Na piłce w Polsce nikt na dobrą sprawę nie zarobił. To jest bagnisty teren. Że Bayern zarabia? Zanim dojdziemy do tego poziomu profesjonalizacji ligi, mnie zapewne nie będzie na tym padole. Robiłem ostatnio rekonesans wokół ewentualnego kupna krakowskiej Wisły i widząc sytuację z bliska, zraziłem się do tego pomysłu. Klubem rządzą kibice, właściciel ma niewiele do powiedzenia. To jest dramat — mówi Józef Wojciechowski, właściciel JW Construction, niegdyś właściciel warszawskiej Polonii. Leszek Gierszewski, multimilioner, właściciel I-ligowej Drutex-Bytovii, wszelkie wyliczenia dotyczące ekwiwalentu medialnego, reklamowego z racji sponsorowania klubu, traktuje z przymrużeniem oka. Bytovia ma ambicje i cele, których „na teraz” nie zrealizuje, opierając się na idei zrównoważonego budżetu.

— Celujemy w ekstraklasę, chcemy tam być, dlatego dokładam do klubu. Teraz w I lidze odczuwam, że piłka to droga zabawa. W Ekstraklasie może być lżej, wpadają pieniądze z praw telewizyjnych, skacze frekwencja na trybunach — mówi Leszek Gierszewski. Zaznacza, że jeśli Bytovia pojawi się w raporcie EY za dwa lata, to z bardziej zbilansowanym budżetem niż obecnie, wzorowanym na czołowych, prywatnych klubach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu