Pół roku bez ubezpieczenia od ognia

Skończyły się czasy, gdy na ochronę na wypadek pożaru mogła liczyć każda firma. Ubezpieczyciele wycofują się z ryzykownych branż

Wysokie, często absurdalne wymagania odnośnie do zabezpieczeń, wyższe stawki i franszyzy, ograniczone limity odpowiedzialności — tak wyglądają oferty ubezpieczycieli dla firm działających w branżach szczególnie narażonych na pożar. Zdarzają się także propozycje ubezpieczenia od ognia i innych żywiołów z wyłączeniem podstawowego ryzyka, jakim jest pożar. Problem dla firm może być poważniejszy niż kilka lat temu, kiedy też mieliśmy do czynienia z zaostrzaniem warunków takich polis.

Zobacz więcej

BEZ WYJŚCIA: Działamy na rynku prawie 30 lat i do tej pory nie mieliśmy żadnej szkody ani problemu z pozyskaniem ochrony ubezpieczeniowej. A od ponad pół roku żaden ubezpieczyciel nie chce nam nawet przedstawić oferty — mówi Janusz Kraszek, prezes firmy GoDan. Fot. Marek Wiśniewski

Żadnej oferty

GoDan, średnia firma spod Warszawy, działa na rynku od niemal 30 lat, sprzedając artykuły imprezowe, takiej jak stroje, dekoracje, balony i inne gadżety. Przez ten czas nie miała żadnych problemów z ubezpieczeniem majątku na wypadek skutków działania żywiołów. Aż do stycznia tego roku. W październiku 2017 r. zbliżał się czas odnowienia umowy. Wieloletni ubezpieczyciel GoDanu przedłużył ją na dotychczasowych warunkach. Jednak pod koniec roku zlecił audyt. W jego efekcie pojawił się szereg zaleceń, mających poprawić bezpieczeństwo majątku firmy.

— Skrupulatnie zastosowaliśmy się do wszystkich, z wyjątkiem wdrożenia instalacji tryskaczowej w magazynie wysokiego składowania. Oznaczałoby to dla nas koszt rzędu nawet 1 mln zł i przestój w działalności, a trzeba pamiętać, że nawet przypadkowe uruchomienie tryskaczy doszczętnie zniszczy składowany tam towar, którego spora część jest wykonana z papieru — twierdzi Janusz Kraszek, prezes firmy GoDanu.

Ubezpieczyciel zaproponował aneks do umowy, drastycznie zmieniający jej warunki. Stawka wzrosła o 60 proc., a franszyza redukcyjna z 5 do 15 proc. Ponadto ubezpieczyciel zmniejszył limit odpowiedzialności za ryzyko pożaru, wybuchu, sadzy i dymu do ledwie 3 mln zł. A suma ubezpieczenia wcześniejszej polisy opiewała na prawie 27 mln zł. Sam magazyn wysokiego składowania, oddany do użytku w 2008 r., jest wart ponad 4,5 mln zł, natomiast składowany w nim towar — 6 mln zł.

— Nie zgodziliśmy się na takie warunki, bo to tak, jakbyśmy dostali ochronę z wyłączeniem kluczowego ryzyka, jakim jest pożar — mówi Janusz Kraszek.

Firma postanowiła sprawdzić, co mogą jej zaoferować inni gracze obecni na rynku. Niestety, żaden z ubezpieczycieli nie chciał nawet przedstawić oferty. W efekcie GoDan od ponad pół roku nie ma ubezpieczenia od ognia i innych żywiołów.

Bez tryskaczy ani rusz

Wiesław Kira, właściciel firmy Prime Broker, który zajmował się szukaniem oferty ubezpieczenia dla GoDanu, informuje, że bez instalacji tryskaczowej nie ma mowy o uzyskaniu jakiejkolwiek ochrony. Szczególnie, że mamy do czynienia z trudnym ryzykiem, jakim jest duża koncentracja ognia w magazynie wysokiego składowania.

— Jeszcze niedawno ubezpieczyciele brali wszystkie ryzyka prawie bez wyjątku, ale pod koniec ubiegłego roku ich podejście drastycznie się zmieniło. Dzisiaj nie mogą narzekać na brak pracy, więc nie chcą angażować się w ryzyka gorszej jakości. Do tego dała im się we znaki duża szkodowość z tytułu działania żywiołów — nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, w efekcie czego reasekuratorzy zmienili swoje standardy w naszym kraju — tłumaczy Wiesław Kira.

Dodaje, że zmiana umów reasekuracyjnych zlikwidowała możliwość angażowania się polskich ubezpieczycieli w ryzykowne branże.

— Do tej pory i tak byliśmy niszą w Europie, jeśli chodzi o stawki za ubezpieczenie ogniowe. Nadszedł czas, żeby to urealnić — mówi Wiesław Kira.

Z kolei Tomasz Domański, dyrektor departamentu ubezpieczeń korporacyjnych w InterRisk, tłumaczy, że zmiana podejścia wynika także z coraz większej roli lustracji i wiedzy inżyniersko-technicznej, która jest obecnie nieodłącznym elementem procesu akceptacji ryzyk — zwłaszcza tych o podwyższonej ekspozycji na szkody ogniowe czy wybuchowe. Przy czym ograniczenie możliwości ochrony od ognia dotyczy wszystkich firm działających w branżach szczególnie narażonych na pożar. Ubezpieczyciele obecnie reagują histerycznie na hasła „papier, drewno i plastik”. Wielu firmom mającym do czynienia z podobnymi produktami do tej pory udawało się utrzymać polisę. Ale to tylko kwestia czasu. Prędzej czy później ubezpieczyciele zrewidują poziom ryzyka i zaczną wycofywać się z ryzykownych ofert.

— W przypadku magazynu GoDanu w razie pożaru będziemy mieli dużą koncentrację ognia na małej przestrzeni w wysokim składowaniu. Natomiast od początku pożaru do reakcji na niego może minąć nawet godzina, a wtedy już nie będzie co zbierać. Straż zostanie wezwana dopiero po tym, jak czujki wykryją pożar, pojawi się alarm na portierni i zareaguje na niego portier. Pomoc dojedzie w ciągu pół godziny — mówi Wiesław Kira.

Dodaje, że obecnie każdy nowoczesny magazyn ma w standardowym wyposażeniu tryskacze. W 2008 r., kiedy powstawała hala GoDanu, jeszcze nie było takich wymogów.

— Wydaje się jednak, że po wdrożeniu odpowiedniej instalacji tryskaczowej, GoDan będzie mógł liczyć na jakąś ofertę ubezpieczenia, sądząc po tym, że inne firmy prowadzące podobną działalność się ubezpieczają. Oczywiście będzie drożej i jakość ochrony może okazać się słabsza, ale bez tryskaczy nie ma obecnie szans na odpowiednią polisę — mówi Wiesław Kira.

Parasol na słońce

Zdaniem Janusza Kraszka, podobne podejście mija się z celem, jaki powinna mieć ochrona ubezpieczeniowa. — Zbudowaliśmy magazyn zgodnie ze wszystkimi wytycznymi i ówczesnymi standardami. Teraz wymaga się od nas całkowitej jego zmiany, a to rodzi koszty i przestój w działalności. Nie mamy też pewności, że kiedy zastosujemy się do zaleceń, to będziemy mogli liczyć na rozsądną ofertę ubezpieczenia, albo że za chwilę nie pojawią się jakieś nowe wymogi ze strony ubezpieczycieli, w efekcie których magazyn znów trzeba będzie przerabiać — żali się Janusz Kraszek. Jego zdaniem, podobne podejście ubezpieczycieli można porównać do użyczania parasola w momencie, kiedy świeci słońce.

— Mówią, że nas ubezpieczą, ale dopiero wtedy, gdy wyeliminujemy do zera ryzyko pożaru. Mają prawo, oczywiście — ponieważ to firmy działające na komercyjnych zasadach. Tylko dlaczego w takim razie w przypadku problemów mogą liczyć na preferencje ze strony państwa, a nie działają na ogólnych zasadach, jak inne przedsiębiorstwa? PZU, ciągle państwowy, nie przedstawił nawet oferty! Bo ryzyko jest za duże? Przecież ubezpieczamy się od ryzyka! Przy takim podejściu do polisy ogniowej ogromna liczba firm może zostać bez ubezpieczenia, a to zagraża gospodarce — mówi Janusz Kraszek.

Dodaje, że brak możliwości ubezpieczenia był dla firmy tym bardziej zaskakujący, że od 27 lat nie tylko nie miała z tym problemu, ale także nie zanotowała żadnej szkody.

— A tymczasem od ponad pół roku nie mamy możliwości ubezpieczenia się na wypadek pożaru, ponieważ nawet nasz dotychczasowy ubezpieczyciel wycofał swoją propozycję aneksu. Co mamy zrobić w tej sytuacji? — zastanawia się Janusz Kraszek.

OKIEM EKSPERTA

Firmy pod ścianą

MIŁOSZ OŚMIŃSKI, dyrektor ds. dystrybucji strategicznej w STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi

Opisany przykład jest kolejnym dowodem potwierdzającym wnioski płynące z obserwacji aktualnych tendencji rynkowych: ubezpieczyciele zaostrzają politykę w zakresie akceptacji ryzyk ogniowych, stawiają coraz szersze wymagania odnośnie do zabezpieczeń przeciwpożarowych, często absurdalnych w ocenie zdroworozsądkowej — i starają się maksymalnie ograniczać swoją odpowiedzialność, limitując sumy ubezpieczenia i zwiększając wysokość franszyz. Świadomi przedsiębiorcy, którzy nie mogą zgodzić się na oferowane warunki, muszą mierzyć się z istotnym problemem zabezpieczenia swojego majątku. Nierzadko są stawiani pod ścianą przez instytucje finansujące, wymagające zabezpieczenia dla udzielanych kredytów — nie mają wyboru i godzą się na dyktat zakładów ubezpieczeniowych.

Nasi klienci bardzo często nie rozumieją zaistniałych sytuacji, pytają o powody wzrostów w wycenie i trudności dla akceptacji ryzyk ogniowych. Odpowiedź jest wbrew pozorom dosyć prosta — to pokłosie coraz częstszych i intensywniejszych zjawisk atmosferycznych, i to nie tylko w kontekście pojawiających się anomalii pogodowych. Niekiedy remedium okazuje się być instalacja zabezpieczeń, takich jak chociażby automatyczne systemy tryskaczowe — niemniej nie zawsze takie działanie, z punktu widzenia przedsiębiorcy, jest uzasadnione ekonomicznie lub możliwe do realizacji — biorąc pod uwagę konstrukcję hal czy budynków.

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Pół roku bez ubezpieczenia od ognia