Polacy coraz więcej odkładają

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2014-05-27 00:00

Dziesięć lat temu konsumenci wydawali prawie wszystko, co zarabiali. Obecnie do skarbonki trafia już prawie co piąty złoty

Obchodzony na początku maja jubileusz 10 lat Polski w Unii Europejskiej obfitował w różnego rodzaju podsumowania dotyczące tego, jak w tym czasie zmieniła się polska gospodarka. Sporo ciekawych wniosków na ten temat dorzuca właśnie Główny Urząd Statystyczny (GUS). W opublikowanym w poniedziałek raporcie pokazuje, jak statystycznej polskiej rodzinie żyło się dekadę temu, a jak żyje się jej teraz. Jeśli wierzyć statystyce, zmiana jest ogromna.

Lekcja ekonomii

Według GUS, gospodarstwom domowym przede wszystkim poprawiła się kondycja finansowa. W 2003 r. na jednego mieszkańca przypadało 712 zł miesięcznego dochodu do dyspozycji, tymczasem obecnie jest to 1299 zł, czyli o 82 proc. więcej. Jeśli uwzględnić inflację, dochody Polaków wzrosły o 49 proc. Mimo to Polacy nie dali się ponieść konsumpcji. Wydatki gospodarstw domowych rosły bowiem o połowę wolniej niż dochody — przez 10 lat poszły w górę realnie o 21 proc. W 2003 r. średnie miesięczne wydatki na osobę wynosiły 678 zł, a obecnie jest to 1062 zł.

— Teoretycznie moglibyśmy przeznaczyć cały wzrost dochodów na konsumpcję, a jednak tego nie robimy. To pokazuje, że jako społeczeństwo przestajemy żyć z dnia na dzień, a coraz poważniej myślimy o przyszłości. Pewnie w dużej mierze nauczyły nas tego ostatnie okresy kryzysu na świecie. Uświadomiły Polakom, że warto odkładać pieniądze na czarną godzinę — mówi prof. Marian Noga, ekonomista Wyższej Szkoły Ekonomicznej we Wrocławiu.

Szybszy wzrost dochodów niż wydatków oznacza, że Polacy z roku na rok zwiększają swoje oszczędności — tzw. stopa oszczędzania wzrosła przez dekadę prawie czterokrotnie: w 2003 r. statystyczny Polak był w stanie odłożyć 4,8 proc. swoich dochodów, a obecnie 18,3 proc. Tę pozytywną tendencję potwierdzają dane płynące z banków. Obecnie gospodarstwa domowe mają odłożone na depozytach 559,6 mld zł, tymczasem na początku 2004 r. było to zaledwie 197 mld zł. Przez sam ostatni rok, mimo bardzo niskiego oprocentowania depozytów, Polacy odłożyli w bankach dodatkowe 30,1 mld zł.

Się powodzi

Rosnąca w społeczeństwie skłonność do oszczędzania, choć ogranicza wzrost bieżącej konsumpcji, na dłuższą metę jest dobra dla gospodarki, bo dzięki niej powiększają się krajowe zasoby kapitału, a tych w Polsce w ostatnich 25 latach bardzo brakowało.

— Te pieniądze, które oszczędzimy, i tak pracują w gospodarce. Pamiętajmy, że nasze oszczędności to jednocześnie czyjeś wydatki, tzn. pieniądze, które odłożymy w banku na lokacie, służą w dużej części sfinansowaniu kredytów inwestycyjnych dla firm. Czyli gospodarka ma z tych pieniędzy znacznie lepszy użytek, niż gdybyśmy je przejedli. Lepiej, kiedy koniunkturę nakręcają inwestycje niż konsumpcja — tłumaczy Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus.

Ponadto z polską konsumpcją przez ostatnią dekadę i tak było nieźle. Jeśli wyposażenie mieszkań jest jakimś miernikiem poziomu życia obywateli, to Polacy przez 10 lat odnotowali spory cywilizacyjny skok. W 2003 r. pralkę automatyczną miało 77 proc. rodzin, obecnie ma ją 93 proc. W zmywarce zmywa obecnie naczynia 22 proc. Polaków, dekadę temu — tylko 3 proc. Odsetek rodzin, które nie mają dostępu do ciepłej wody, skurczył się natomiast z 17 do 5 proc.

— Poprawa jakości życia, jaka zaszła w Polsce w ostatniej dekadzie, jest niezaprzeczalna. Dobra, które 10 lat temu uchodziły za luksusowe, obecnie są właściwie powszechnie dostępne. Częściowo to skutek postępu technologicznego, dzięki któremu ceny dóbr spadają, ale głównym czynnikiem jest jednak silny wzrost dochodów Polaków — mówi Marcin Mróz.

Ostatnie kilka kwartałów pod względem konsumpcji nie były najlepsze dla polskiej gospodarki. Wydatki gospodarstw domowych rosły, ale dynamika dość mocno spowolniła. Ostatnio jednak znowu przyspieszają — według danych GUS, w kwietniu sprzedaż detaliczna była o 8,4 proc. wyższa niż przed rokiem.

— Częściowo tak wysoka dynamika to skutek kalendarza [tym razem wydatki wielkanocne przypadły na kwiecień — red.], ale w dużej mierze to także zasługa ożywienia. Pojawia się coraz więcej sygnałów, że konsumpcja się odblokowuje — twierdzi Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku.