Polacy kupują animacje w reklamie

Spersonalizowane filmiki podbijają skuteczność kampanii reklamowych. Za ich produkcję wziął się m.in. jeden z polskich multimilionerów.

Współczesny marketing często zmierza w jednym kierunku — namówienia konsumentów do załatwiania zakupów w internecie. Tak jest dla reklamującego się najtaniej i najszybciej. Problem w tym, że reklam w sieci jest więcej niż billboardów na ulicach miast. Jakie zatem narzędzie biorą teraz w ręce spece od sprzedawania wszystkiego? Po spersonalizowanych e-mailach i kartkach pocztowych czas na spersonalizowane animacje, w czym brylują i polskie firmy.

Dumb Ways to Die, jedna z najbardziej popularnych animacja wykorzystana do reklamy
Zobacz więcej

Dumb Ways to Die, jedna z najbardziej popularnych animacja wykorzystana do reklamy

— Zdaniem wielu to jest ta „nowa wielka rzecz” w marketingu. Zagraniczne firmy podobne do naszej cieszą się dużym zainteresowaniem inwestorów — przekonuje Jan Biłyk, szef i współtwórca Laurens Coster, spółki wyspecjalizowanej w spersonalizowanych działaniach marketingowych. W animacjach Laurens Coster, tworzonych m.in. dla Orange, wykorzystywane jest nie tylko imię odbiorcy, ale również np. wysokość jego ostatniego rachunku.

Zanim potężne serwery wygenerują tysiące animacji, lektor nagrywa tysiące wyrazów, z których potem sklejany jest przekaz animacji. Ta zaś z roku na rok jest coraz bardziej zautomatyzowana, a zatem i tańsza. Efekt? Nie ma jeszcze twardych badań, ale zwykle 30-50 proc. osób, które obejrzały film, przechodzi na formularz zamówienia. W przypadku standardowej reklamy ten odsetek liczony jest zazwyczaj w ułamkach procent.

— Wszyscy do niedawna uważali, że nie ma nic lepszego niż masowa wysyłka e-maili. Jednak e-maile straciły moc, konsumenci są zalewani spamem. Dlatego stworzonej zintegrowanej usłudze marketingowej powinny się znaleźć nie tylko listy wysyłane tradycyjną pocztą ale również spersonalizowanewideo — mówi Michael Banaszczyk, jeden z menedżerów w Emersonie, należącym do jego ojca Adama Banaszczyka („Wprost” wycenia jego majątek na ponad 400 mln zł). Emerson, tworząc sojusz z jednym ze studiów animacji, wierzył w siłę spersonalizowanych, krótkich filmików.

Jednak Banaszczykowie wiedzieli też, że całą sztuką jest nie produkcja filmu, ale zdobycie widza. Stąd ślą listy pocztą.

— To kanał marketingowy, którego nie zabił e-mail. Owszem — jest droższy — ale ludzie nie chcą otwierać e-maili, dlatego wysyłka pocztowa obecnie przeżywa renesans — zaznacza Michael Banaszczyk.

Tradycyjna poczta to jedynie element całej układanki. Wisienką na torcie są właśnie animacje. Według doświadczeń Emersona kampanie spersonalizowane, wspierane e-mailingiem, tworzeniem unikatowych linków do stron, esemesami i pocztą dają 20-30-procentowy wskaźnik skuteczności. Dołączenie do tego zestawu najdroższego elementu — filmu — podnosi znacząco cenę usługi, ale również jej efektywność. Tu już jest mowa o wpływie na decyzje 50 proc. Polaków objętych marketingiem.

— Cały proces produkcji animacji zajmuje zwykle 3-4 miesiące, z czego miesiąc to faktyczna produkcja, a reszta — komunikacja z często bardzo drobiazgowymklientem. Jednak gdy baza słów, kreacja i sposób ich łączenia są już dopracowane, renderowanie minuty filmu zajmuje 30 sekund. Na szczęście dzięki usługom w chmurze można mnożyć w nieskończoność komputery generujące filmy — opisuje Jan Biłyk z Laurens Coster, który realizował już kampanie z animacjami poza granicami Polski. Wygląda więc na to, że najbliższe kilka lat będzie stało pod znakiem rozwoju personalizacji filmów.

— To nowy komunikat, którego odbiorcy nie ignorują. I tę świeżość reklamodawcy będą wykorzystywać — mówi Michael Banaszczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Polacy kupują animacje w reklamie