Jeszcze kilka lat temu zamawianie jedzenia przez internet brzmiało jak żart dla snobów. Jednak dziś, według najnowszych badań, przyznaje się do tego już 25 proc. Polaków. Co ciekawe, badania zamawia i płaci za nie Foodpanda, jeden z liderów polskiego rynku, który jeszcze niedawno traktowany był przez branżę gastronomiczną jako internetowa efemeryda. Dziś biznes finansowany przez braci Samwerów, twórców podwalin polskiego Groupona czy inwestorów w Naszej-Klasie, ma się coraz lepiej, podobnie jak cały peleton serwisów mu podobnych.

— Czołówka, czyli niemieckie Delivery Hero i Foodpanda oraz szwedzki PizzaPortal.pl, walczą w Polsce o jak największy udział rynkowy. Zasięg jest tym, co najlepiej się sprzedaje potencjalnym inwestorom. Na zyski jeszcze przyjdzie czas — ocenia Rafał Agnieszczak, inwestor internetowy, który nie zdecydował się wejść w ten segment.
Rafał Agnieszczak miał gotowy serwis panpizza.pl, ale widząc zmasowany atak bogatej konkurencji z Zachodu postanowił wycofać się jeszcze przed startem. Inaczej do sprawy podszedł Marek Skubacz, twórca serwisu Skubacz.pl. On znalazł polskich inwestorów, m.in. fundusz Xevin i od grudnia jego spółka przeszła na rentowną stronę biznesu.
— Nie jest to łatwy rynek, ale z drugiej strony popularność zamawiania online rośnie lawinowo. Jeszcze 3 lata temu żaden z restauratorów nie chciał o tym rozmawiać. Teraz wszyscy są za — mówi Marek Skubacz, który w połowie 2013 r. postanowił pójść pod prąd zachodniej konkurencji. Zamiast trzymać się modelu marży (5-15 proc.) od każdego zrealizowanego zamówienia, Skubacz.pl zaczął oferować restauracjom dostęp do technologii zamawiania online i budowania własnej marki w sieci.
Za stałą opłatą, oczywiście. Obecnie w ten sposób ze Skubaczem współpracuje ponad 80 restauracji, głównie serwujących trzy rodzaje kuchni, bo według badań, 29 proc. zamówień w sieci przypada na kuchnię azjatycką, pizza przyciąga 26 proc. a burgery 22 proc. osób. Kuchnia polska? Jest tuż za podium.