Czytasz dzięki

Polacy, nic się nie stało

opublikowano: 13-07-2020, 22:00

Komentarz w przedwyborczy czwartek zakończyłem słowami: „Czy 12 lipca Rafał Trzaskowski ma szanse na przejęcie strumienia nowych głosów znacząco większego niż Andrzej Duda i nadrobienie dużej straty z 28 czerwca?

Pytanie raczej retoryczne, trzy dekady wyborów prezydenckich III RP stawiają tezę zapisaną w tytule”. Ów tytuł przypominany został poniżej. Pozbawiona emocji analiza historyczno-socjologiczno-arytmetyczna wykluczała nadrobienie dystansu 13,04 pkt proc., przy czym jeszcze bardziej dawała po oczach przewaga w liczbie głosów — aż 2 533 173. Pogoń Rafała Trzaskowskiego była i tak nadzwyczaj efektywna, końcowa różnica okazała się najmniejsza w całej historii naszych bezpośrednich wyborów prezydenckich.

Zastępczy kandydat
PO/KO osiągnął wynik nadspodziewany, ale urzędującego władcy nie dogonił.
Zobacz więcej

Zastępczy kandydat PO/KO osiągnął wynik nadspodziewany, ale urzędującego władcy nie dogonił. Forum

Przywołany w tytule kibicowski zaśpiew jest najbardziej uczciwym komentarzem do niedzielnego głosowania. Oto najwyższy konstytucyjnie urzędnik RP uzyskał w powszechnym plebiscycie przedłużenie umowy o pracę na czas określony od 6 sierpnia 2020 r. do 6 sierpnia 2025 r. Takie przedłużenie zdarzyło się drugi raz w III RP, poprzednio w 2000 r. Pozostając w konwencji sportowej i odnosząc wynik do skoku wzwyż — zwycięzca konkursu potrącił poprzeczkę, która się zakołysała, ale utrzymała, zatem w drugiej próbie zaliczył. Konkurs sprzed dwóch dekad wygrany został przez Aleksandra Kwaśniewskiego od razu w pierwszej próbie, i to z dużym zapasem.

Wynik wyborów arytmetycznie i prawnie jest absolutnie niepodważalny. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego uzna jednostkowe protesty za w pełni zasadne, ale zarazem niemające wpływu na końcowy wynik. Będą dotyczyły głównie pozbawienia uprawnionych konstytucyjnego czynnego prawa wyborczego, przede wszystkim w procedurze korespondencyjnej. Grzechem było także dopisywanie pacjentów do spisów wyborców przez szpitale (co wykreślało ich w miejscu zamieszkania), o czym wielu ozdrowieńców… nie miało pojęcia! Poznałem takie przypadki w niedzielę, przewodnicząc komisji obwodowej na macierzystym osiedlu tuż za rogatkami stolicy. W moim obwodzie wygrał 893:715 Rafał Trzaskowski, zatem elektorat można uznać za reprezentatywny. Urna przezroczysta, miałem kodeksowy nakaz jej pilnowania, wielu wyborców wrzucało kartki A5 luzem, krzyżyki dobrze widoczne — zatem trafiła się naturalna okazja do prowadzenia obserwacji socjologicznych (oczywiście tylko uogólnionych). Na próbce kilkuset głosów potwierdziłem prawidłowość kosztownych badań, kto głosował na którego kandydata. Nawet urządziłem sobie cichą zabawę w typowanie — na podstawie nie tylko wieku, lecz tzw. ogólnego wizerunku wyborcy — jaki krzyżyk za chwilę ujrzę spadający w urnie. Rosnąca sterta kartek była zbiorową fotografią społeczeństwa, żadne polityczne chciejstwo tej bariery nie przeskoczy. U mnie więcej krzyżyków trafiło się w kratce drugiej, ale we wszystkich obwodach zsumowanych nieznacznie wygrała pierwsza. Reszta jest milczeniem…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane