Politycy widzą krótki horyzont

Jacek Zalewski
opublikowano: 21-12-2009, 00:00

ONZ-owska konwencja klimatyczna COP15 w Kopenhadze zapisze się w historii polityki i dyplomacji jako przedsięwzięcie, które zakończyło się rekordowym blamażem w stosunku do celów, oczekiwań i kosztów. Fachową ocenę cytujemy powyżej, a kilka próbek opinii — poniżej. Symbolem zakłamania stał się uradowany dorobkiem szczytu prezydent Barack Obama. W tej sytuacji całe szczęście, że COP14 w Poznaniu (konwencja klimatyczna zbiera się corocznie) był zaledwie etapem i klęska pozostanie przy stolicy Danii.

Dla polityków niewyobrażalne jest wydłużenie horyzontów decyzyjnych chociażby o trzydzieści lat, ponieważ wtedy ich samych nie będzie nie tylko u władzy, ale w ogóle na świecie. Rozumują wyłącznie kategoriami potrzeb bieżących. Zjawisko to łączy przywódców demokratycznych, żyjących sondażami wyborczymi, z zabetonowanymi na stołkach. W Kopenhadze nieprzypadkowo o pseudodokumencie końcowym zdecydowali wspólnie wspomniany Barack Obama i chiński prezydent Hu Jintao.

Ten dwubiegunowy układ decyzyjny Ameryki z Azją potwierdził marginalizację Unii Europejskiej. To prestiżowa porażka naszej wspólnoty w obszarze wyjątkowo czułym, w którym chcemy być globalnym liderem. To znaczy — chce być unijne twarde jądro, które przy niechęci biedniejszych państw członkowskich rzuciło ambitne hasło zredukowania emisji gazów cieplarnianych aż o 30 proc. Dlatego premier Donald Tusk odetchnął w Kopenhadze, że prawny i realny dorobek szczytu jest zbiorem pustym. Mając XX-wieczną gospodarkę węglową, w XXI wieku wspólnie z USA, Chinami, Indiami i Brazylią jeszcze potrujemy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane