Polityczne strachy zajrzały w oczy inwestorom

Sebastian Gawłowski, Maciej Zbiejcik
opublikowano: 2005-10-28 00:00

Polityka znów dyktuje warunki na giełdzie. Czy zachodnim inwestorom puszczą nerwy i ruszy wyprzedaż? Początek listopada będzie gorący.

W trakcie ostatnich sesji wartość indeksów stopniała już o blisko 4 proc. Zdaniem maklerów, inwestorzy zagraniczni są zawiedzeni sytuacją po wyborach, ale wciąż przyglądają się rozwojowi wypadków. Początek listopada pokaże, jakie decyzje podjęli. Jeśli zdecydują się realizować zyski, WIG20 może spaść nawet w okolice 2000 pkt. A jakie są szanse na powrót hossy? Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.

To tylko korekta...

Wiara rynków finansowych w korzystny scenariusz polityczny po wyborach, która przyniosła rekordy na giełdzie, zamieniła się w szarą rzeczywistość.

— Tąpnięcie na giełdzie to oczekiwana korekta długotrwałych wzrostów. Na rynku panował wcześniej wielki optymizm, więc teraz reaguje on silnie na niekorzystne informacje — mówi Wojciech Szymon Kowalski, niezależny analityk.

— Spadkom towarzyszą niezbyt wysokie obroty, co świadczy o tym, że zachodni inwestorzy nie sprzedają. Myślę, że wykorzystają dłuższy weekend na podjęcie decyzji i prawdziwy obraz sytuacji poznamy na początku listopada — mówi Mirosław Saj, makler DM BISE.

Zdaniem specjalistów jest prawdopodobne, że ze względu na ryzyko polityczne zdecydują się na opuszczenie polskiego rynku.

— Wtedy czeka nas wyprzedaż. Bardzo ważnym poziomem WIG20 jest 2150 pkt. Jeśli indeks spadnie poniżej, trzeba będzie rozstać się z nadziejami na powrót wzrostów — dodaje makler DM BISE.

...a może bessa

Czy może rozpocząć się bessa?

— Prawdopodobnie obserwowane spadki są zapowiedzią odwrócenia trendu i początku bessy. Do końca roku WIG20 może spaść nawet do 1980 pkt — uważa Rafał Salwa, niezależny analityk.

Jego zdaniem, rozpad koalicji przyczynił się do kompletnego paraliżu rynków finansowych.

— Powstanie rządu mniejszościowego PiS spowoduje, że inwestorzy zagraniczni stracą zaufanie do naszej giełdy. To wszystko może zapoczątkować trend spadkowy, trwający aż do wiosny 2007 r. — dodaje Rafał Salwa.

Chyba że PO i PiS dojdą do porozumienia. Zdaniem Wojciecha Szymona Kowalskiego skomplikowanej sytuacji politycznej nie powinno się demonizować.

— Gospodarka się rozwija i w poprzednich latach udowodniła, że jest odporna na układy polityczne. Uważam, że ta sfera ma w dłuższym terminie ograniczony wpływ na rynek akcji. Hossa i napływ inwestorów zagranicznych będą trwały nadal — dodaje specjalista.