Po niespodziewanym zwycięstwie Greków w finale Mistrzostw Europy w Lizbonie zdarzyły się jeszcze dwie wielkie niespodzianki. Pierwsza była pokłosiem spotkania ministrów finansów Trójkąta Weimarskiego. Otóż nasz minister Raczko, w zgodnym chórze z ministrami Niemiec i Francji, opowiedział się za harmonizacją podatków w UE. I kolejna niespodzianka: dzień później minister Raczko był już przeciwny harmonizacji. Tak więc lipiec obfituje w niespodzianki. Dotąd byłem przekonany, że oskarżenie Europy Środkowej i Wschodniej o dumping podatkowy przeminie wraz z kanclerzem Schroederem. Bowiem oczywistym interesem Polski jest konkurencja podatkowa. Ujednolicenie, w towarzystwie Francji i Niemiec, musi oznaczać równanie w górę. Od naszych i słowackich 19 proc. CIT w kierunku ponad 30 proc., którymi dławią gospodarkę kraje, uważające się za motory Unii. Pierwszym krokiem w tym kierunku może być ujednolicenie zasad naliczania podatków. Niewinny krok metodologiczny może okazać się wstępem do eksportu niemiecko-francusko-skandynawskiego fiskalizmu. Tym samym do zabicia naszej konkurencyjności, która kryje się nie w kapitale i technologii, lecz w taniości właśnie!
W gruncie rzeczy, broniąc podatkowej wolności, bronimy Unię Europejską przed sklerotycznym wpływem państw, które perwersyjnie łączą rolę politycznego motoru integracji z rolą hamulcowego, gdy idzie o gospodarcze ożywienie Starego Kontynentu...
Janusz Lewandowski europoseł PO