Do 15 stycznia, czyli do dziś, Ministerstwo Energii zbiera opinie w ramach konsultacji projektu Polityki Energetycznej Państwa do 2040 r. (PEP 2040). Wczoraj swoje opinie zaprezentowały think tanki i branżowe organizacje.

Niespójność i brak ambicji
Na skalę wyzwania, polegającego na zaplanowaniu strategii energetycznej, zwrócił uwagę Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO).
„To kluczowe zadanie Ministerstwa Energii, które powinno przedstawić do konsultacji dokument wymagany prawem, kompletny, obiektywny i spójny. Tymczasem opinia publiczna dostała w grudniu dokument, który nie spełnia wymogów Prawa energetycznego, wymagającego m.in. ochrony środowiska, ograniczania kosztów energii i poprawy konkurencyjności” — stwierdzają eksperci IEO.
Zarzucają ministerstwu koncentrację na interesach największych dostawców energii, przy jednoczesnym minimalizowaniu roli odbiorców.
„Projekt PEP 2040 cechują też liczne niespójności wewnętrzne pomiędzy rozdziałami. Najpoważniejszy mankament propozycji w zakresie rozwoju OZE to mało ambitne cele ilościowe” — dodają eksperci IEO.
Skąd weźmiemy węgiel?
Na formalne braki PEP 2040 zwróciło uwagę również Forum Energii. We wnioskach z prezentacji poświęconej temu projektowi Aleksandra Gawlikowska-Fyk, ekspertka Forum Energii, wspomniała m.in. o niedostatecznym odniesieniu do regulacji UE.
— Zwracamy uwagę również na brak optymalizacji kosztowej. Przecież 400 mld zł, o których mówi projekt PEP 2040, to są jedynie nakłady kapitałowe. Ponadto prognozę zapotrzebowania uważamy za nieuzasadnioną. Brakuje też strategii wobec importu energii elektrycznej oraz rzetelnego bilansu paliw. W jaki sposób będziemy zaspokajać zapotrzebowanie np. na węgiel? Zbyt mało jest też w dokumencie na temat ciepłownictwa — uważa Aleksandra Gawlikowska-Fyk.
Forum Energii wskazuje też poważne ryzyka, które wiążą się z realizacją PEP 2040.
— Widzimy ryzyko związane z opóźnieniami w uruchamianiu elektrowni jądrowych. W takim wypadku będziemy mieć do czynienia z luką po węglu brunatnym — mówi Aleksandra Gawlikowska-Fyk.
Poważne ryzyko wiąże się też z poziomem importu energii elektrycznej, o którym PEP 2040 nie mówi nic. Na roli wiatru skupiło się w swoich analizach Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej. Organizacja prognozuje, że rola elektrowni wiatrowych będzie rosnąć najszybciej do 2030 r., gdy osiągną moc 18,3 GW, z czego jedną trzecią stanowić będą farmy morskie. Dziś moc zainstalowana wiatru na lądzie to ok. 6 GW. Rosnącej mocy wiatraków towarzyszyć miałbyrozwój, również w charakterze rezerwy, mocy gazowych oraz fotowoltaicznych.
Transformacja za 400 mld zł
Projekt PEP 2040 został zaprezentowany przez Ministerstwo Energii pod koniec listopada. Zakłada m.in., że w 2030 r. 60 proc. produkowanej w Polsce energii nadal będzie pochodziło z węgla. Zakłada też inwestycje w energię jądrową, fotowoltaikę i wiatr na morzu. Dwie ostatnie technologie, jak wynika z prognoz, mają docelowo zastąpić wiatraki lądowe, które w 2040 r. będą mieć w miksie szczątkowy udział. Za darmo się tego wszystkiego nie da zrobić — z projektu wynika, że polska transformacja będzie kosztować 400 mld zł. Opinie na temat projektu PEP 2040 możny wysyłać jeszcze dziś.