Polityka to jedno, a interesy - drugie

Anna Leder
opublikowano: 2005-09-06 00:00

Ropa jest takim samym towarem jak na przykład chleb i podlega podobnym regułom rynkowym. Handlowi nią nie mogą więc zagrozić stosunki polityczne.

Większość ropy naftowej do Polski płynie z Rosji. A to dlatego, że jest ona tańsza od pochodzącej od innych dostawców. Zaopatrzenie polskich rafinerii z tego kierunku odbywa się głównie drogą lądową. Jeśli jednak zdarzyłaby się wielka awaria i dostawy rurociągiem zostałyby wstrzymane, rafinerie mogą otrzymywać ropę z gdańskiego Naftoportu. Jako alternatywne źródło dostaw ropy ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. W licznych wypowiedziach dotyczących owego bezpieczeństwa przecenia się najczęściej znaczenie powiązań infrastrukturalnych i politycznych kosztem ekonomicznych. Tymczasem fachowcy twierdzą, że niebawem największym problemem transportu ropy drogą morską może być koszt utrzymania infrastruktury w gotowości technicznej.

Decyduje cena

Polska zużywa rocznie 20 mln ton ropy, z czego import z Rosji to 16,5 mln ton, czyli 82 proc. Ta proporcja jest typowa dla Europy Środkowej. Łącznie Polska, Słowacja, Czechy, Węgry i Bułgaria sprowadzają z Rosji rocznie 81 proc. potrzebnej im ropy.

— Import ropy drogą morską w 2004 r. w Polsce wynosił 1,5 proc. w stosunku do całego importu ropy, a w I półroczu 2005 — 2,6 proc. — mówi Aurelia Kuran-Puszkarska, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych (PIPP).

W tej sytuacji o wykorzystaniu portu naftowego decyduje cena ropy z różnych źródeł. Dopóki surowiec z Rosji, który płynie do Polski rurociągiem, jest tańszy od zachodnioeuropejskiego, pełni on rolę strategicznego zabezpieczenia.

— Ropa Urals z Rosji jest w dalszym ciągu tańsza niż ropa Brent wydobywana spod dna Morza Północnego. 31 sierpnia w Londynie cena ropy Brent osiągnęła poziom 70 USD za baryłkę. Obecnie za tę samą ilość rosyjskiego produktu trzeba zapłacić około 6 USD mniej — informuje Aurelia Kuran-Puszkarska.

Przy zużywanych obecnie ilościach to kolosalna różnica dla państw walczących o równowagę budżetową.

— Polskie rafinerie muszą kierować się przede wszystkim ceną surowca, a nie miejscem jego wydobycia, bo inaczej szybko upadną — twierdzi Maciej Janiec, niezależny analityk.

Fobie i racje

Obok racji natury ekonomicznej pojawiają się pytania dotyczące bezpieczeństwa energetycznego państwa, skutków politycznych podjętych bądź zamierzonych decyzji. Zdarzyło się już niegdyś tak, że Gazprom bez uprzedzenia zakręcił kurek z gazem. Poza Białorusią najsilniej decyzję Rosji odczuła Polska, tracąc jedną trzecią potrzebnego co dzień gazu. Niektórzy zadają sobie pytanie, czy obserwowane ostatnio pogorszenie stosunków między Warszawą a Moskwą może mieć jakikolwiek wpływ na dostawy ropy do naszego kraju. Eksperci nie obawiają się jednak czarnego scenariusza.

— Polskie rafinerie zaopatrują się w ropę na podstawie kilkuletnich umów z dostawcami. Kontrakty te określają zarówno ilość ropy, która będzie sprowadzana —zwykle z zachowaniem pewnej elastyczności co do wielkości dostaw w konkretnym okresie, jak i zasady ustalania cen surowca — zazwyczaj oparcie się na cenach rynkowych, z uwzględnieniem stosownych upustów. Umowy te są należycie zabezpieczone, zatem prawdopodobieństwo przeniesienia się napięć politycznych pomiędzy Polską a Rosją na dostawy ropy jest znikome. Rosjanom przy obecnych cenach — co pociąga za sobą wysokie dochody ich budżetu — bardzo zależy na eksportowaniu jak największej ilości ropy i raczej nie należy się spodziewać, by czynniki polityczne przeważyły nad korzyściami ekonomicznymi — tłumaczy Maciej Janiec.

W przypadkach naruszania umów sprawcy płacą słone kary.

— Łączą nas z koncernami rosyjskimi typowe stosunki rynkowe. Obecnie tranzyt ropy naftowej opiera się na umowach gwarancyjnych, a więc takich, w których określony jest roczny minimalny, opłacony przez zleceniodawcę przeładunek poprzez port. Jest to forma zapewnienia bezpieczeństwa ekonomicznego spółki — potwierdza Andrzej Radzikowski, członek zarządu, zastępca dyrektora Naftoportu.

Kluczowe problemy

W kwestii dostaw paliw płynnych drogą morską zwrócić trzeba raczej uwagę na strategię wieloletnią Rosji. Nieraz już politycy rosyjscy wypowiadali kwestie, iż transport ropy rosyjskiej powinien się odbywać przez porty rosyjskie. Obserwujemy niezwykle dynamiczny rozwój portu naftowego w Primorsku, rośnie przeładunek produktów ropopochodnych w Petersburgu, trwa rozbudowa Wyborga, Wysocka i Ust–Jugi — trzech terminali portowych w rejonie Kaliningradu. Ostatnio też pojawiają się wypowiedzi, iż Rosja powinna eksportować produkty zamiast ropy.

— Nie można tych wypowiedzi traktować jako skierowanych przeciw Polsce, a tym bardziej przeciw polskim portom. Każdy powinien dbać o swoje interesy i nie możemy mieć za złe Rosjanom, iż potrafią liczyć, a mają co liczyć, bo dysponują ropą i pieniędzmi pochodzącymi z jej sprzedaży. Dla nas istotne jest przesłanie, iż nawet najlepszy interes nie jest wieczny i cały czas trzeba myśleć, co dalej. Takim właśnie perspektywicznym rozwiązaniem może być rurociąg Odessa—Brody—Gdańsk. Perspektywiczny charakter ma również szukanie opłacalności udziału polskich produktów w obrocie morskim — mówi Andrzej Radzikowski.

Są jeszcze dwa kluczowe elementy bezpieczeństwa dostaw paliw płynnych drogą morską: terminale oraz zbiorniki zapewniające samowystarczalność na ściśle określony czas.

— Jeżeli patrzeć na transport ropy naftowej i paliw płynnych od strony ich bezpieczeństwa, to istotny jest cały ciąg transportowy od zbiornika producenta do zbiornika odbiorcy. Aktualnie w Polsce praktycznie nie ma floty tankowców. To poważny brak, przez który ma się bardzo ograniczony wpływ na takie bardzo istotne koszty łańcucha transportowego jak koszty frachtu czy też ubezpieczenie tankowców. Problemem jest zatem, jak utrzymać gotowość techniczną alternatywnych dla dostaw z Rosji kierunków dostaw — podsumowuje Andrzej Radzikowski.