Choć ekonomiści prognozują, że rok 2013 będzie najtrudniejszym od czasu transformacji, nie będzie tego widać w wydatkach Polaków na kosmetyki. Według prognoz firmy badawczej PMR, rynek kosmetyczny będzie rósł w ciągu najbliższych trzech lat średnio o ponad 4 proc. rocznie. Tylko w 2012 r. kremy i żele kosztowały ich 19 mld zł.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez PMR, 40 proc. badanych wydało w 2012 r. na kosmetyki więcej niż rok wcześniej, ponad połowa tyle samo, a tylko 8 proc. zaczęło zaciskać pasa.
— Trzy czwarte kupujących przeznacza na preparaty upiększające średnio 100 zł miesięcznie — czytamy w raporcie.
Zdaniem Dominiki Kubackiej, autorki raportu, na wzroście rynku kosmetycznego zyskują jednak nieliczni dystrybutorzy. — Przede wszystkim Rossmann i nowi gracze — twierdzi Dominika Kubacka.
Niemiecka sieć jest w Polsce prawdziwym potentatem. Według szacunków PMR, ma już niemal 22 proc. całego rynku kosmetyków, a w samym segmencie drogeryjnym — ponad połowę. A będzie jeszcze mocniejsza, bo sieć licząca obecnie 700 sklepów ma się co roku powiększać o 150.
Oprócz Niemców beneficjentami zwyżek są Portugalczycy, czyli Jeronimo Martins. Właściciel spożywczej sieci Biedronka i drogeryjnej Hebe będzie deptać po piętach Rossmannowi, bo choć na razie ma tylko 30 drogerii, docelowo chce otworzyć 600.
Gorzej od sieciówek radzą sobie indywidualne drogerie. Wiele sklepów jest zamykanych, o czym „PB” pisał w tym tygodniu. Producenci kosmetyków mimo optymistycznych prognoz są bardzo ostrożni.
Najwięksi — Dr Irena Eris czy Oceanic — planują wprawdzie w tym roku dwucyfrowy wzrost, jednak ich mniejsi rywale, np. Torf Corporation, sprzedający kosmetyki pod marką Tołpa, nie przewiduje wysokiej dynamiki sprzedaży. — Zakres inwestycji, z uwagi na kryzys, również jest niewielki — mówi Ryszard Gumiński, dyrektor generalny Torf Corporation.