Premier zebrała w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów krewnych i znajomych rządowego królika na wielkanocnym jajeczku, które poprzedziła krótkim zagajeniem. Ze względu na przekaz telewizyjny skupiło ono uwagę, na którą nie zasłużyło. Półrocznica sejmowego exposé z 1 października 2014 r. sama w sobie nie ma przecież dla Polski jakiegokolwiek znaczenia. Ta dęta okazja podnieca wyłącznie ekipę rządzącą, bo nawet nie jej elektorat.

Wstęp do rządowego jajeczka treściowo wyszedł zupełnie bezbarwnie. Sama prelegentka oceniła, że na razie udało się jej zrealizować ponad połowę zapowiedzi z exposé. Teoretycznie mielibyśmy zatem do czynienia ze szklanką do połowy pełną/pustą, w której koalicja rządowa oraz opozycja widzą tylko część dla siebie wygodną.
Trudno jednak uniknąć wniosku, że połówkę pozytywną pani premier mocno naciąga. Na przykład przyjęcie dopiero projektu ustawy zwiększającej wydatki obronne do 2 proc. PKB — równa się już właściwemu zagospodarowaniu tych pieniędzy. Podobnie samo uchwalenie programu senioralnego uznawane jest od razu za jego zrealizowanie, a przecież obciążone finansowo z zaskoczenia gminy nie chcą o nim słyszeć.
Prawdziwym sensem wystąpienia była oczywiście kampania wyborcza. Jeszcze nie ta parlamentarna na jesieni, lecz prezydencka. Na konwentyklu Platformy Obywatelskiej 6 lutego ubiegający się o reelekcję Bronisław Komorowski oraz przewodząca partii Ewa Kopacz złożyli sobie przecież obietnice świadczenia wzajemnych usług politycznych i wspomagania w wyborach na krzyż. Dlatego informowaniem wyborców, że sprawy kraju idą ku dobremu, pani premier udziela przed 10 maja pożyczki prezydentowi, a po jego zwycięstwie odbierze ją sobie jesienią. Z procentem.