Polscy filantropi gonią Buffetta, chociaż boją się złych języków

Alina Treptow
20-10-2011, 00:00

Milionerzy mają problem z wydawaniem pieniędzy na cele dobroczynne. – Wszyscy myślą, że chcemy na tym zrobić interes – uważają

Choć namowy Warrena Buffetta i Billa Gatesa nie przekonały polskich milionerów do oddania połowy majątku, pomagają chętnie i coraz częściej. Mają nadzieję, że ich pomoc nie będzie postrzegana jako fanaberie ludzi, którzy wszystko mają, więc bawią się w filantropów. To jeden ze stereotypów, który każe im trzymać w tajemnicy, kwoty wydawane na cele dobroczynne.

Według szacunków Fundacji dla Polski, krajowy „rynek filantropijny” ma potencjał, by w ciągu kilku lat osiągnąć 250 mln USD. Na razie jednak biznesmeni milczą jak zaklęci.

— W Polsce w dobrym tonie nadal jest niemówienie o tych sprawach. Zresztą filantropi uważają, że to przynosi więcej szkody niż pożytku — mówi Agnieszka Sawczuk, prezes Fundacji dla Polski.

Potwierdza to badanie przeprowadzone na zlecenie fundacji przez firmę Homo Homini. Wzięło w nim udział kilkunastu milionerów z pierwszej setki.

— Zniechęca ich rozgłos towarzyszący działalności filantropijnej. Ich zdaniem, przyciąga to tylko nadmierną uwagę do prowadzonych przez nich biznesów, a nie działalności społecznej. Szuka się sensacji, co kończy się krzywdzącymi opiniami — mówi Marcin Duma, prezes Instytutu Badania Opinii Homo Homini.

Nieistniejące drugie dno

Marek Stefański, założyciel Pol- Aquy, w ciągu roku na pomoc innym przeznacza około 1 mln zł. Uważa, że wydawanie tych pieniędzy nie jest takie proste.

— Ludzie są bardzo podejrzliwi. I albo uważają, że chce zrobić interes na ich nieszczęściu, albo zastanawiają się, co to za idiota, który daje się tak naciągnąć – mówi Marek Stefański. Z podobnym nastawieniem spotyka się Ryszard Krauze.

— Opinia społeczna doszukuje się drugiego dna, które pokaże jak to znany biznesmen robi kolejny interes. Samo słowo filantropia kojarzy się im raczej źle — mówi Ryszard Krauze, który w tym roku na działania charytatywne planuje wydać ponad 3 mln zł. Według Marcina Dumy, milionerzy mają też problem ze znalezieniem osoby, która profesjonalnie zarządzałaby ich pieniędzmi.

— Na Zachodzie jest to bardziej rozwinięte. Zajmują się tym m. in. banki – mówi Agnieszka Sawczuk. Milionerzy szukają więc zdolnych menedżerów z sercem. Mają też nadzieję na bardziej przyjazne regulacje prawnopodatkowe. Choć nie wszyscy…

— Jeśli ktoś pomaga potrzebującym, nie powinien żądać korzyści i liczyć na kolejne zera na koncie — mówi Marek Stefański.

Miliony na tacę

Polscy milionerzy często wydają pieniądze poprzez fundacje, ale też pomagają spontanicznie. Wsparcie najczęściej trafia do dzieci i młodzieży, choć spore kwoty dostaje też… Kościół. I tak Ryszard Krauze kupił w 2006 r. za 1,6 mln zł dom Jana Pawła II w Wadowicach i przekazał go kurii arcybiskupiej w Krakowie. Jan Kulczyk był sponsorem sanktuarium na Jasnej Górze. Kwoty nie ujawniono, ale wsparcie musiało być znaczne, ponieważ opiekujący się klasztorem paulini nadali mu tytuł konfratra. Wśród wspierających Kościół znalazł się też Roman Karkosik, który sfinansował kaplicę w świątyni, do której uczęszcza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Polscy filantropi gonią Buffetta, chociaż boją się złych języków