Polska animacja chce iść w świat

Film „Twój Vincent” otwiera nowy rozdział — uważa branża. Polacy mają więcej asów w rękawie

Jeśli porównać branżę animacji z ubraniową, odpowiednikiem haute couture, czyli produkcji z „najwyższej półki”, byłyby filmy artystyczne. Polacy od lat piszą tu swoją historię — wystarczy wspomnieć Tomasza Bagińskiego, twórcę nominowanej do Oscara krótkometrażowej „Katedry”. Co innego animacja komercyjna — ten segment rynku można by przyrównać do ubraniowej klasy pret-a-porter. To np. telewizyjne dziecięce seriale animowane, ale także animowane hity kinowe, z których na świecie słyną tacy giganci, jak Disney czy Hasbro. W latach 60. i 70. także my mieliśmy tu zasługi. Takie seriale dla dzieci, jak „Muminki”, „Miś Uszatek” czy „Reksio”, chętnie kupowały telewizje na całym świecie. Dzisiaj już mało kto je pamięta, poza wycieczkami szkolnymi, które odwiedzają muzeum słynnego Studia Filmów Rysunkowych z Bielska-Białej (tu powstawał m.in. serial „Bolek i Lolek”).

JAK FENIKS Z POPIOŁÓW:
Zobacz więcej

JAK FENIKS Z POPIOŁÓW:

Polska branża animacji znów marzy o komercyjnych sukcesach. Takie filmy jak „Twój Vincent”, w którym zastosowano nowatorską technikę malowanych kadrów, dowodzą, że rodzima produkcja znów może zarabiać na całym świecie — tak jak kiedyś „Bolek i Lolek”. Fot. CENTRUM TECHNOLOGII AUDIOWIZUALNYCH

Zobacz także

— Polska animacja jest marką, która na całym świecie kojarzy się z jakością. Mamy duże zasługi na polu krótkometrażowych animacji artystycznych. Jest jednak dużo do nadrobienia na rynku komercyjnym — uważa Robert Jaszczurowski, szef Stowarzyszenia Producentów Polskiej Animacji.

Jego zdaniem, ten rok był dla branży intensywny, a — w pewnym sensie — też przełomowy.

— W tym roku [a jest to rok jubileuszowy, bo obchodziliśmy 70-lecie premiery bajki pt. „Za króla Krakusa”, uważanej za symboliczny moment narodzin polskiej animacji — red.] mamy na koncie duży sukces. Chodzi mi oczywiście o film „Twój Vincent”, pierwszy polski pełnometrażowy film animowany, który w dodatku okazał się hitem na całym świecie. To świadczy o tym, że zaczęliśmy szukać swojego miejsca na globalnym rynku — mówi ekspert.

„Twój Vincent” jest produkcją polsko-brytyjską, ale za realizację niemal w całości odpowiada studio BreakThru Films z Trójmiasta. Choć film należy do gatunku animacji artystycznej, jego komercyjny sukces jest niezaprzeczalny. Był wyświetlany w kinach na całym świecie, w tym w USA. Dystrybutor (Next Film) informuje, że na polskim rynku obraz ma już na koncie ponad 5,7 mln zł ze sprzedaży biletów. Portal „Variety” doniósł natomiast, że na świecie zgarnął 20 mln USD. Widzów przyciągnęła zapewne nowatorska technika animacji. Film powstał z połączenia gry aktorskiej i komputerowych efektów specjalnych, m.in. z sześciu tysięcy klatek złożonych z obrazów namalowanych na podstawie oryginałów Vincenta van Gogha. Film wymieniany jest jako pewny kandydat do Oscara.

W przyszłym roku polscy twórcy animacji mają więcej asów w rękawie. Szykuje się np. premiera filmu kinowego — „Jeszcze jeden dzień z życia” („Another Day of Life”) na podstawie książki Ryszarda Kapuścińskiego. Producentem jest Platige Image (słynne studio, z którym współpracuje m.in. Tomasz Bagiński). W planach jest też wiele serii animowanych poświęconych dzieciom.

— W animacji proces produkcji jest bardzo długi, film albo seria powstają kilka lat. Jednak to, co dzisiaj jest w trakcie produkcji, świadczy o tym, że polska animacja ma duży potencjał komercyjny. Choć z Disneyem jeszcze pewnie długo konkurować nie będziemy, to już teraz mamy czym się pochwalić. A na całym świecie animacja to bardzo dochodowa gałąź filmowa. Oczywiście tam, gdzie na starcie zapewnione jest odpowiednie finansowanie, którego u nas niestety brakuje — mówi Robert Jaszczurowski.

O międzynarodowym potencjale polskiej animacji świadczą m.in. obecne na rynku dziecięce seriale, takie jak „Agi Bagi”, „Pamiętniki Florki” i „Mami Fatale”, a także te, które nie miały jeszcze premiery. Prawo do emisji pierwszej z tych bajek kupiły już telewizje w kilkudziesięciu krajach. Polacy szykują też rewelację technologiczną. Animoon, jedno ze studiów filmowych, obok nowych bajek w przyszłym roku zaprezentuje światu technologię SMODO. Jak twierdzi jej pomysłodawca Grzegorz Wacławek, producent i reżyser filmów animowanych, nowe narzędzie zrewolucjonizuje produkcję i pozwoli obniżyć koszty. To pierwsza technologia, która łączy klasyczną animację lalkową (filmy powstające w tej technologii są bardzo drogie, produkcja wymaga więcej czasu) z innowacyjną techniką przechwytywania ruchu (tzw. motion capture). Otrzymała dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju i była już promowana na targach w kilku krajach. Jej potencjał jest tym większy, że pozwala tworzyć profesjonalne filmy amatorom.

— Finalna wersja produktu powinna trafić na rynek już w 2018 r. — informuje Iwona Buchcic, która reprezentuje studio Animoon. 22 grudnia odbędzie się kinowa premiera filmu „Magiczna gwiazdka Muminków”, którego koproducentem jest studio Animoon.

— Jeśli chodzi o animację, coraz częściej powstają u nas produkcje uniwersalne, które mają szansę podobać się w innych krajach. Drzemie w nas ogromny potencjał — mówi Tomasz Dąbrowski, dyrektor Polskiej Komisji Filmowej, podkreślając jednak, że problemem wciąż są pieniądze.

— To jest bolączka całego rynku filmowego. Brakuje nam rządowych zachęt do produkcji audiowizualnej. W związku z tym nie mieliśmy dotychczas dużych produkcji, z którymi moglibyśmy wyjść w świat — mówi Tomasz Dąbrowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Polska animacja chce iść w świat