Udało się nam
w pierwszym etapie
kryzysu, uda się także
w drugim. Ale trzeba już
myśleć, co będzie za 10 lat.
W ubiegłym roku napływ inwestycji zagranicznych do Polski spadł tylko o 14 proc., podczas gdy w Czechach, krajach nadbałtyckich czy na Słowacji spadek sięgnął 50-90 proc. Teraz też sytuacja wygląda nieźle: Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ) prowadzi 131 projektów.
— Są powody do optymizmu. Ten kryzys Polska przetrwała bardzo dobrze. Mamy potężną przewagę konkurencyjną i jeszcze kilka lat będziemy mieć. Ważne, by osoby odpowiedzialne w rządzie za politykę gospodarczą oraz szefowie firm potrafili wyciągnąć wnioski i nie popełniać błędów, które popełnili inni — uważa Witold Orłowski z PricewaterhouseCoopers (PwC).
Jego zdaniem, kryzys się jeszcze nie skończył: skończyła się faza, gdy bankructwa groziły bankom, teraz nadszedł etap, gdy istnieje groźba bankructw krajów. Jednak, jego zdaniem, i tym razem Polska wyjdzie z zawirowań obronną ręką. Ale dobra passa nie będzie trwać wiecznie.
— Dla inwestorów liczą się dwie rzeczy: ryzyko i zysk. Szukaliśmy ostatnio miejsca dla dużego inwestora. Sprawdzaliśmy lokalizacje: od Niemiec Wschodnich po Ural. Ze względu na ryzyko ograniczyliśmy poszukiwania do Unii Europejskiej. Ze względu na koszty ograniczyliśmy je do Polski, Czech i Słowacji. Ale okazało się, że działki w Polsce są bardzo drogie — mówi Adam Żołnowski z PwC.
Gdy Polska przestanie być atrakcyjna ze względu na niskie koszty, powinna postawić na coś innego.
— Powinniśmy przyciągać inwestycje w wysokie technologie. Jednak dziś system wspierania współpracy między jednostkami naukowymi a przemysłem jest mocno anachroniczny — podkreśla Krzysztof Krystowski, prezes firmy lotniczej Avio Polska.
Za dwa dni jego firma podpisuje z ministerstwem nauki umowę o grant na budowę laboratorium za 50 mln EUR. Z 70 projektów, które zostały wsparte w tym samym programie, będzie to pierwszy, w którym liderem jest przedsiębiorca, a nie ośrodek badawczy.