W sierpniu minie dziewięć lat, od kiedy Polska po raz ostatni miała swojego przedstawiciela w zarządzie Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Ostatnim wiceprezesem EBI z ramienia Warszawy była Marta Gajęcka, która objęła posadę w 2007 r., za czasów poprzedniego rządu PiS, a straciła w 2010 r. Odbyło się to w dość nieprzyjemnej atmosferze oskarżeń pod adresem Jacka Rostowskiego, ówczesnego ministra finansów, że nie dość mocno wspierał panią prezes i w konsekwencji musiała zrzec się fotela w połowie urzędowania. Faktycznie kadencja członków zarządu EBI trwa sześć lat, ale w praktyce kończy się po trzech. Wynika to z dość złożonej struktury akcjonariatu banku i zasad wybierania władz. Zarząd składa się z prezesa i dziewięciu wiceprezesów. Czterech członków obsadzają najwięksi akcjonariusze: Francja, Niemcy, Włochy i Wielka Brytania. Kandydatury pięciu uzgadniają między sobą pozostałe kraje UE, mniejszościowi akcjonariusze, podzielone na tzw. konstytuanty. Każda ma do obsadzenia jedno stanowisko. Gdyby wiceprezesi urzędowali po sześć lat, statystycznie każdy kraj czekałby na swoją kolej do delegowania przedstawiciela ponad 100 lat.
Dwóch ministrów do zarządu
Zgodnie z zasadą rotacji jesienią upływa połowa sześcioletniej kadencja Vazila Hudáka, przedstawiciela konstytuanty, do której należy Polska. Warszawa bardzo liczy, że to Polak zastąpi w zarządzie EBI odchodzącego byłego ministra gospodarki Słowacji. Giełda nazwisk potencjalnych kandydatów już ruszyła. Według naszych informacji zainteresowanych jest kilku menedżerów i urzędników. Wśród możliwych nominatów wymienia się Jerzego Kwiecińskiego, ministra inwestycji i rozwoju, człowieka obytego z procedurami i rozliczaniem inwestycji. Gdyby wybór padł na niego, oznaczałoby to prawdopodobnie likwidację resortu, którym kieruje, utworzonego zresztą w sztuczny sposób poprzez podział dawnego Ministerstwa Rozwoju.
Nasi rozmówcy twierdzą jednak, że większe szanse na wyjazd do Luksemburga, gdzie jest siedziba EBI, mają urzędnicy innego resortu — finansów. Marta Gajęcka przed transferem do EBI pracowała właśnie w ministerstwie przy ul. Świętokrzyskiej. Tu wśród kandydatów wskazuje się na Piotra Nowaka, wiceministra finansów z niemałym doświadczeniem rynkowym zdobytym w TFI PKO BP. Dobrze zna sprawy EBI, gdyż w randze dyrektora reprezentuje w nim Polskę.
Byłaby to mocna kandydatura, gdyby nie fakt, że w kadrowych roszadach poważnie brana jest pod uwagę szefowa Piotra Nowaka — Teresa Czerwińska. Nasi rozmówcy twierdzą, że delegowanie ministra finansów do EBI byłoby najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich, czyli dla premiera Mateusza Morawieckiego i samej zainteresowanej. Po awanturze medialnej z początku kwietnia, kiedy Teresa Czerwińska zagroziła rezygnacją, nie godząc się na firmowanie „piątki Kaczyńskiego”, nie ma już dla niej miejsca w rządzie. Wyjazd do Luksemburga można byłoby sprzedać nie jako dymisję, ale swoisty awans.
Kuszące akcje Londynu
Posada w EBI nie jest zwykłą synekurą, w każdym razie rząd nie chce jej tak traktować, gdyż ma wobec banku poważne plany. Wszystko zaczęło się od brexitu. Kiedy Brytyjczycy postanowili rozstać się z Unią, w całej wspólnocie zaczął się wyścig, kto ściągnie do siebie więcej banków z londyńskiego City. Polska też brała w nim udział z żadnym właściwie efektem. Mało kto zwracał uwagę na konsekwencje eurorozwodu dla EBI. Udziałowcami banku są wszystkie kraje wspólnoty, ale karty rozdaje wspomniana czwórka krajów: Francja, Niemcy, Włochy i Wielka Brytania, z których każdy ma 16 proc. akcji (w przeliczeniu na kapitał — po około 3,5 mld EUR). Razem z Hiszpanią, której pakiet to blisko 10 proc., kontrolują 75 proc. kapitałów banku. Zgodnie ze statutem akcjonariuszem EBI może być tylko kraj członkowski UE. W ramach porozumienia o brexicie przyjęto więc zasadę, że Londyn zostanie spłacony w ratach przez 11 lat do 2030 r. Brakowało takich szczegółów, jak rozliczyć niewypłaconą nigdy dywidendę (kolejne 3,5 mld EUR przypadające na Wielką Brytanię) oraz kto ma Brytyjczyków spłacić.
— Kiedy kwestia uzupełnienia kapitałów stanęła na agendzie, nikt nie był zainteresowany. Wtedy Polska podniosła rękę, że przejmie akcje Brytyjczyków. Wówczas nagle okazało się, że zainteresowanych jest więcej — mówi anonimowo osoba znająca kulisy sprawy.
Próba dyplomacji
Dyskusja na ten temat okazała się jednak dzieleniem skóry na niedźwiedziu, gdyż do brexitu w ustalonym terminie, czyli 30 marca 2019 r., nie doszło. Temat jednak wcale nie jest zamknięty. Dla Brytyjczyków EBI jest niezwykle ważną instytucją, w której uzyskali 53 mld EUR finansowania od wybuchu kryzysu. W 2015 r. co trzecia inwestycja infrastrukturalna na Wyspach była finansowana z portfela europejskiego banku. Wartość 47 projektów wyniosła wtedy 7,8 mld EUR. Rok później było ich 54 za 7 mld EUR. W 2017 r. strumień finansowania raptownie spadł do 1,8 mld EUR, w 2018 r. EBI przeznaczył na 10 projektów na wyspach 932 mln EUR. Niepewność co do losów brexitu odcięła Wielką Brytanię od bardzo ważnego źródła finansowania. Dlatego w Londynie kilka miesięcy temu zaczęły się prace nad powołaniem British Investment Banku, wzorowanego na niemieckim KfW. Miałby on rozpocząć działalność w 2021 r.
Według naszych rozmówców z punktu widzenia Brytyjczyków mrożenie kapitału w EBI nie ma większego sensu, jeśli możliwości finansowania w związku z brexitem są ograniczone. Możliwe więc, że będą chcieli sprzedać swoje udziały — jeśli nie wszystkie, to chociaż część. Dla Polski EBI jest bankiem równie ważnym (jeśli nie ważniejszym) jak dla Londynu. Od 1990 r. sfinansował lub współfinansował nad Wisłą 460 projektów, a wartość finansowania wyniosła 53 mld EUR. Wzmocnienie pozycji w akcjonariacie i, w scenariuszu maksymalistycznym, możliwość wyboru własnego przedstawiciela w zarządzie mogłoby znacząco poprawić finansową przepustowość.
EBI jest potężną instytucją z aktywami wynoszącymi 548 mld EUR, czyli większymi, niż ma cały sektor bankowy w Polsce. Ma też większościowy pakiet w Europejskim Funduszu Inwestycyjnym, realizującym wiele inwestycji na rynku venture capital. Wszystkie te plany są na razie pisane patykiem po Wiśle. Karty w EBI rozdają Niemcy i Francuzi, którzy nie muszą być zainteresowani umocnieniem pozycji Polski. Wiele zależy od umiejętności negocjacyjnych Warszawy. Pierwszym testem dyplomatycznych talentów będzie doprowadzenie do wyboru przedstawiciela Polski w ramach rotacyjnej wymiany w naszej konstytuancie.
29 lat Tyle potrzebowała Polska, żeby uzyskać 53 mld EUR finansowania z EBI...
11 lat …a tyle wystarczyło Wielkiej Brytanii, żeby otrzymać identyczną kwotę.


