Polska goni Europę

Alina Treptow
opublikowano: 2010-09-30 15:25

Brak infrastruktury, silna koncentracja, niepewna przyszłość — to główne wady sektora. Ale mimo wszystko jest łakomym kąskiem.

Oparcie energetyki na węglu to jeden z licznych problemów branży w Polsce

Polska branża powoli dogania energetykę krajów Europy Zachodniej. Zapowiada się jednak droga długa, wyboista i nieco inna niż ta, którą szły kraje starej piętnastki. Prof. Wojciech Suwała z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie podkreśla, że nie ma drugiego kraju w UE z tak dużą przewagą węgla. Z tego powodu Polska jest najbardziej narażona na wzrost cen po wprowadzeniu opłat za emisję CO 2 .

— Z drugiej strony nie ma też warunków do rozwoju energetyki odnawialnej na dużą skalę. Dlatego nie można ograniczać się do jednego źródła energii, a dążyć do ich dywersyfikacjii, co już można zaobserwować — dodaje prof. Wojciech Suwała.

Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych
Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych
None
None

Energetyczne autostrady

Kolejną barierą rozwoju energetyki jest brak nowoczesnej infrastruktury przemysłowej.

— Przestarzałą polską infrastrukturę elektroenergetyczną można porównać do naszych dróg. Teoretycznie można po nich jeździć, ale w porównaniu z jakością autostrad w Niemczech czy Holandii różnica jest kolosalna. Podobnie wypada porównanie branży energetycznej — stwierdza Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych.

Zapaść sektora obnażył wzrost gospodarczy, powodujący wzrost zapotrzebowania na energię.

— Okazało się, że część mocy wytwórczych stanowiących potencjalną rezerwę można wykorzystać tylko teoretycznie. Na domiar złego, Urząd Regulacji Energetyki próbował prowadzić politykę wymuszania wzrostu efektywności przez ograniczanie wzrostu cen dla odbiorców. Co przy wzrastających kosztach paliwa pierwotnego miało znaczące skutki — branża nie była w stanie wprowadzić radykalnych programów oszczędnościowych i efektywnościowych, a tym samym wygospodarować wystarczających środków na inwestycje. Wprowadzenie kilka lat temu kontraktów długoterminowych pozwoliło jedynie na modernizację niektórych, w tym najnowszych, bloków, ograniczając ich negatywne oddziaływanie na środowisko — tłumaczy Andrzej Sikora.

Kolejnym hamulcem jest silna koncentracja branży i słaba konkurencja na rynku. Praktycznie wszyscy gracze mają wspólnego właściciela. Dlatego większość ekspertów negatywnie ocenia połączenie PGE z Energą.

— W Polsce w wyniku konsolidacji spadła liczba potencjalnych dostawców. Dokonana przez rząd konsolidacja pionowa i pozioma firm energetycznych doprowadziła lokalnie do znacznej koncentracji na rynku energii, biorąc pod uwagę standardy koncentracji narzucane przez UE. Wskutek tych działań udział trzech największych spółek wytwórczych w sumarycznej mocy zainstalowanej wynosi 60 proc. To o połowę więcej niż na najbardziej konkurencyjnych rynkach europejskich, tj. rynku skandynawskim i brytyjskim, gdzie udział trzech największych producentów nie przekracza 40 proc. Dodatkowo te spółki skupiły się na wewnętrznych restrukturyzacjach i wydaje się, że nie są zainteresowane wzajemną konkurencją o rynek polski oparty w znacznej mierze na węglu. Po prywatyzacji struktura właścicielska raczej nie uległa dużej zmianie i nie dało to wystarczającego impulsu do działalności konkurencyjnej — zaznacza Andrzej Sikora.

Rządowa ręka na pulsie

Istotną rolę odgrywa struktura własności. W tym względzie Polska nie jest jednak osamotniona. W większości krajów UE państwo trzyma rękę na przedsiębiorstwach energetycznych. Powoduje to, że tak zwane bezpieczeństwo energetyczne staje się hasłem w rozgrywkach politycznych. Tylko hasłem, które nie przekłada się na realne korzyści dla odbiorców energii. Mogą oni jednak liczyć na inne korzyści — niestety, nie w Polsce.

— Firmy na zachodzie pod hasłem "energia" zaczynają sprzedawać coś więcej niż samą energię. Na przykład ekologiczny styl życia, który wiązać się może z energią ze źródeł odnawialnych. Jeśli więc klient jest w stanie zapłacić więcej za taką usługę, ma wybór. Niestety, w Polsce nie ma jeszcze takich możliwości. Nie ma nawet opcji zakupu energii z gwarancją dostawy czy usługi zakupu tylko energii "zielonej" — mówi Andrzej Sikora.

Dodaje, że mimo wszystko Polska powinna być łakomym kąskiem. Jako kraj o najmłodszym społeczeństwie w Europie, stale dodatnim PKB, szybko się rozwijający, gwarantuje stabilną i wystarczającą stopę zwrotu. Może mniejszą niż inwestycja w ten sam sektor w Chinach czy Indiach, ale zarazem mniej ryzykowną, nie wymagającą poznawania rynku od podstaw i kultury danego kraju.

Nie należy zapominać o UE, która pracuje nad wspólną polityką energetyczną z jednym rynkiem energii. Na razie szanse na jego powstanie są znikome.

— Sieci przesyłowe mają zbyt małą przepustowość. Uniemożliwia to wymianę energii na większą skalę. UE lobbuje jednak za jej zwiększeniem, ale na efekty trzeba czekać na lata po roku 2020 — szacuje prof. Wojciech Suwała.

Przed branżą energetyczną stoją trudne wyzwania. Jeśli zaśpi po raz kolejny, być może za 20 lat będziemy kupować energię z Francji.

Możesz zainteresować się również: