Polska nie stoi budownictwem

Roman Nowicki
opublikowano: 2004-11-23 00:00

To się może tylko przyśnić. Budownictwo, a szczególnie budownictwo mieszkaniowe, jest uznawane w Europie i na świecie za lokomotywę gospodarek. W Polsce odwrotnie. Wbrew doświadczeniom sąsiadów, wbrew powszechnym i jednoznacznym opiniom ekspertów, wbrew stanowisku Polskiej Akademii Nauk podpisanemu przez 40 wybitnych profesorów — politycy i rząd robią wszystko, żeby umocnić nasze ostatnie miejsce w Europie.

Mieszkania są tak drogim towarem (ale towarem!), że trzeba uruchamiać różnego typu instrumenty finansowe, wspierające popyt — jednak z takim wyrachowaniem, żeby do budżetu wpływało kilka razy więcej z ożywienia w tym dziale gospodarki, niż wydaje się na pomoc dla rodzin. Przykład? W Europie działa jednocześnie po kilkanaście różnych instrumentów finansowego wspierania popytu: ulgi budowlane, ulgi remontowe, subsydia, tańsze kredyty, kasy budowlane, tanie kredyty na uzbrajanie terenów, niskie, a nawet zerowe, podatki VAT na niektóre rodzaje budownictwa mieszkaniowego itp., itd. Krajom o długiej historii gospodarki kapitalistycznej to się opłaca, Polsce — nie.

Nie mamy żadnej sensownej polityki mieszkaniowej i żadnych liczących się instrumentów finansowego wspierania popytu. Nieliczne ustawy mają wmontowane przez fiskusa wirusy, które wykluczają ich szersze stosowanie (przypadek kredytów o stałej stopie procentowej). Efekt jest taki, że Polska ma najmniej w Europie mieszkań na 1000 mieszkańców — i najmniej relatywnie buduje. Zamiast gonić świat — dalej cofamy się, budujemy rocznie około 100 tys. mieszkań, a ze względu na śmierć techniczną wypada z użytkowania blisko 80 tys. lokali rocznie. Ostatni spis powszechny wykazał, że 1,5 miliona rodzin nie ma odrębnych mieszkań. W ciągu 12 lat, dzielących spisy powszechne, przybyło 400 tys. gospodarstw domowych bez mieszkań.

Wbrew deklaracjom parlamentu i rządu na 2005 r. przyjęto najgorszy po wojnie budżet dla budownictwa mieszkaniowego (mniej niż 0,1 proc. PKB, a jeszcze w 1992 r. przeznaczaliśmy 2 proc. PKB). Budownictwu i bezdomnym zabrano w krótkim czasie kilka miliardów złotych. Trudno się więc dziwić, że wyprzedziły nas — i zwiększają dystans — Węgry, Czechy, Słowenia oraz Słowacja i Rumunia. Ostatnie, skandaliczne decyzje w sprawie podatku VAT są gwoździem do trumny — brak ustawy o zwrocie inwestorom indywidualnym nadpłaconego podatku VAT.

I z ostatniej chwili: według danych GUS w ciągu dziesięciu miesięcy 2004 r. oddano do użytku o 40 proc. mieszkań mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, w tym w budownictwie indywidualnym o ponad 50 proc. mniej.

Roman Nowicki

przewodniczący Kongresu Budownictwa