Po ostatniej emisji papierów za miliard euro i historycznie niskiej 1 proc. rentowności, eksperci zaczęli spekulować, że resort finansów może chcieć wykorzystać dobre warunki rynkowe i sprzedać więcej długu poza Polską. Szef Ministerstwa Finansów jednak studzi te oczekiwania.

- Obecnie udział długu zagranicznego w całości zadłużenia Skarbu Państwa wynosi około 35 proc. Chcemy ten udział stopniowo obniżać, dlatego będziemy w tym roku emitowali mniej obligacji zagranicznych. Nie wykluczamy jednak, w tym półroczu, kolejnych emisji na rynkach zagranicznych, ale nie będą one duże – mówi Mateusz Szczurek, minister finansów.
Jego powściągliwość tłumaczy to, że sfinansowano już 57 proc. potrzeb pożyczkowych w wysokości 155 mld zł, a dodatkowo na rachunkach budżetowych znajduje się około 55 mld zł płynnych rezerw złotowych i walutowych.
Emisje walutowe będą miały więc charakter marketingowy.
- Chcemy raczej podtrzymywać relacje i zainteresowanie naszymi papierami dłużnymi wśród inwestorów zagranicznych oraz wykorzystać rekordowo niskie stopy procentowe – zapowiada Mateusz Szczurek.
Wśród potencjalnych walut, które ma na oku MF jest dolar, chociaż tutaj nie sprzyja ministrowi oczekiwanie na podwyżki stóp procentowych w USA. Resort musi też zrolować dług we franku szwajcarskim, bo w tym roku zapadają obligacje o wartości prawie 2 mld CHF. Tradycyjnie w ostatnich trzech miesiącach roku możliwa jest też emisja w Japonii.
Na razie jednak ministerstwo skupia się na rynku krajowym i w kwietniu chce zaoferować inwestorom największą w najbliższych miesiącach ofertę podaży obligacji złotowych, która może sięgnąć nawet 14 mld zł, a w całym drugim kwartale będzie to 20-28 mld zł.
MF nie jest jednak pod presją inwestorów i raczej samo dyktuje warunki rynkowe. Tym bardziej, że po tym jak w kwietniu musi wykupić obligacje za 19 mld zł, kolejna duża pula papierów do refinansowania przypada dopiero na październik.