Europejski Mechanizm Stabilizacyjny (EMS) wygląda nieźle, ale trzeba pamiętać, że umacniający się dolar uderzy w gospodarkę USA (zmniejszy się jej konkurencyjność). W Europie ograniczenie wydatków zaszkodzi ożywieniu gospodarki. W Chinach rynek akcji jest już znowu w bessie. Inflacja wzrosła tam w kwietniu do 2,8 proc. (najwięcej od 18 miesięcy). Mimo prób chłodzenia ceny nieruchomości skoczyły w kwietniu o 12,8 procent (w marcu o 11,7 proc.), a wartość nowych kredytów była wyższa od prognoz (113 mld USD). Chiny będą musiały zastosować ostrzejsze środki do wyhamowania zbyt szybkiego rozwoju, a to zaszkodzi gospodarce światowej. Jeśli kłopoty będą miały Chiny, USA i Europa, to kto będzie bronił globalnej gospodarki?
Polska gospodarka wszystkie te perturbacje też odczuje, bo przecież budżet Unii na lata 2014-20 będzie z pewnością bardzo okrojony. Nie da się bez przerwy zwiększać zadłużenia, a przecież Polska, dzięki dopłatom unijnym, jest największym beneficjentem tego programu. Ostrzeżeniem dla złotego i obligacji jest także to, co twierdzi w swoim raporcie Morgan Stanley. Analitycy uważają, że wynikiem pakietu pomocowego EMS będzie zmiana charakteru ryzyka kredytowego. Podobno ryzyko to przesunie się z państw PIIGS do jądra strefy euro, a potem może się przenieść na państwa Europy Środkowej. Wnioski dla inwestorów i przedsiębiorców nie są zbyt optymistyczne — czekają nas jeszcze długie lata niepokojów, a koniec rozpoczętego w 2007 roku kryzysu odsunął się w siną dal. l
