Polska umacnia status bezpiecznej przystani

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 12-09-2012, 00:00

Rynki coraz wyżej wyceniają wiarygodność naszego kraju. Znowu zaskakujemy odpornością na kryzys.

Kolejny udany przetarg polskich obligacji. Ministerstwo Finansów sprzedało 10-letnie papiery denominowane w dolarze za 2 mld USD, przy popycie sięgającym 8 mld USD. Rentowność wyniosła 3,175 proc., czyli była tylko o 150 pkt baz. wyższa niż papiery amerykańskie.

— Popyt na nasz dług jest duży. Rentowność jest najniższa w historii, a różnica między rentownością polskich i amerykańskich papierów o połowę niższa niż na poprzednim, styczniowym, przetargu — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.

To już kolejna udana aukcja obligacji. W ostatnich miesiącach rentowności i zgłaszany popyt już kilkakrotnie biły historyczne rekordy. Kontrakty CDS, obrazujące ryzyko bankructwa kraju, są dla Polski najniższe od ponad roku. Wyceniane na tej podstawie prawdopodobieństwo niewypłacalności spadło do 8 z ponad 20 proc. w listopadzie 2011 r. Napływ zagranicznego kapitału do Polski to skutek dwóch zjawisk. Po pierwsze, na rynkach finansowych od kilku miesięcy wyraźnie poprawiają się nastroje.

— Po ostatniej zapowiedzi Europejskiego Banku Centralnego o uruchomieniu skupu obligacji państw strefy euro znacząco spadło ryzyko, że Euroland się rozpadnie, a więc też, że zagraniczni inwestorzy zaczną wyprzedawać polskie obligacje — zaznacza Jakub Borowski.

Ale dobre wyceny naszych papierów to też zasługa polskiej gospodarki. Inwestorzy pamiętają efekt „zielonej wyspy” z 2009 r., a teraz widzą, że odporność się utrzymuje. Mimo słabych danych makro z Polski za II kw. 2012 r. (wzrost gospodarczy spadł z 3,5 do 2,4 proc.), nadal mamy jedne z najlepszych prognoz gospodarczych z krajów UE.

— Z jednej strony Polska zyskała wśród inwestorów status regionalnej bezpiecznej przystani, a z drugiej — oferuje wciąż stosunkowo wysokie stopy zwrotu z inwestycji — tłumaczy Aleksandra Bluj, analityk PKO BP.

Polska gospodarka wciąż potrafi pozytywnie zaskakiwać. Wczoraj dane NBP pokazały, że nasz eksport mocno przyspiesza. W lipcu dynamika rok do roku wzrosła z 0,5 do 12,7 proc. Obroty naszych eksporterów rosną najszybciej od sierpnia 2011 r. Jednocześnie stosunkowo słaby jest import (w lipcu dynamika wyniosła 4,2 proc.). Choć pokazuje to, że nasz popyt wewnętrzny jest słaby, to jednak przewaga eksportu nad importem jest dla gospodarki pozytywna (import ustępuje, czyli robi miejsce rodzimej produkcji).

Ekonomiści nieco jednak studzą optymizm. Twierdzą, że nasi eksporterzy nie będą w stanie na dłuższą metę utrzymać takiej dynamiki. — Obecne wybicie eksportu w lipcu to po części skutek czynników sezonowych i jednorazowych, np. odreagowanie po słabym czerwcu. W perspektywie kilku miesięcy dynamika będzie się obniżać — twierdzi Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu