Rozkręcają się dostawy polskiej wołowiny do Japonii. Po zniesieniu latem embarga nałożonego 13 lat wcześniej nasi producenci zaczęli budować kontakty handlowe. Wynik za zeszły rok nie jest imponujący — zaledwie 54 tys. EUR według Ministerstwa Gospodarki, ale widać, że z miesiąca na miesiąc rośnie. W październiku było to 534 EUR, w listopadzie — 2,4 tys. EUR, a w grudniu — 51,6 tys. EUR.
— To oczywiście początki. Niewiele zakładów jest dopuszczonych na tamten rynek, a do tego jest on od lat opanowany już przez innych dostawców, m.in. z USA. Wypracowanie relacji handlowych zajmie nam więc trochę czasu. Z wieprzowinąteż wchodziliśmy do Japonii długo, aby ostatecznie sprzedawać za kilkadziesiąt milionów złotych rocznie [teraz rynek jest zamknięty z powodu pojawienia się wirusa afrykańskiego pomoru świń — red.] — mówi Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.
Rynek japoński zamknął się na naszą wołowinę w 2001 r. po wykryciu w Europie BSE, czyli choroby szalonych krów. Od 1 sierpnia jako jeden z czterech europejskich krajów — poza Irlandią, Holandią i Francją — Polska może ponownie eksportować wołowinę do Japonii.
— Bardzo ciekawie wyglądają Chiny, ale nie uznały one jeszcze Polski za kraj wolny od BSE. Uzgodnienia trwają, ale wejście, w perspektywie nie krótszej niż dwa lata, jest realne — twierdzi Witold Choiński. Większość, bo około 350 tys. z około 400 tys. ton produkowanej w Polsce wołowiny, wyjeżdża z kraju, głównie do UE. Na krajowych konsumentów producenci nie liczą już od dawna. W 2014 r. Kowalski zjadł 1,6 kg wołowiny, czyli o 10 dag więcej niż rok wcześniej (a np. drobiu 27 kg). W przyszłym roku spożycie ma drgnąć także o 10 dag. © Ⓟ
2proc. O tyle więcej wywieźliśmy w 2014 r. z kraju żywca, mięsa oraz przetworów wołowych i cielęcych.
20 proc. O tyle tańsza była nasza wołowina (żywiec wołowy) w zeszłym roku od przeciętnych cen w UE.