Jerzy Buzek stał się twarzą walki Polski o dobry pakiet klimatyczny i system handlu emisjami. Powiedzieliśmy: sprawdzam.
zerwiec. Jerzy Buzek jest jedynym europosłem w swoich komisjach, który przy okazji omawiania pakietu klimatycznego widzi problem krajów z największym udziałem węgla w energetyce. Pakiet leży na stole w Parlamencie Europejskim od stycznia. Do 2020 r. z 8,5 do 20 proc. wzrośnie udział energii odnawialnej w UE, a emisja dwutlenku węgla ma spaść o 20 proc. w porównaniu z 1990 r. (w Polsce o 15). Darmowe jej limity dostaną tylko najbardziej energochłonne branże przemysłu. Komisja Europejska zapowiada, że katalog branż ogłosi w 2010 r. Producenci energii mają kupować 100 proc. emisji CO2 na wolnym rynku. Drogie emisje oznaczają mniej konkurencyjną gospodarkę i droższy prąd.
Buzek jest przygnębiony, ale się zapiera i montuje koalicję niezadowolonych, według zasady, że na każdą górę można wejść kilkoma sposobami. Stromo w górę, łagodnie serpentynami, a nawet wjechać na ośle.
— Chcemy zdobyć górę, ale bez krzywdy dla polskiej gospodarki — zapewnia były premier.
Dlatego, jego zdaniem, lepiej by było dla energetyki stopniowo wprowadzać obowiązek zakupu uprawnień do emisji na aukcjach: począwszy od 20 proc. w pierwszym roku, aż do 2020 r. A najlepiej dla energetyki zastosować taką metodę jak dla przemysłów energochłonnych (cementowni czy hut). W tym ostatnim przypadku polska propozycja jest taka, że ci, którzy emitują więcej, muszą kupić różnicę między swoim poziomem emisji a emisją tego, który jest w kraju najczystszym zakładem. System taki gwarantowałby najlepszym rozwiązaniom technologicznym całkowicie darmowe zezwolenia na emisje. Tylko "maruderzy technologiczni" musieliby kupować "nadprogramowe" emisje CO2. To zachęca do stosowania nowoczesnych technologii.
Mijają miesiące. Pojawia się pierwszy sukces. Ktoś nas rozumie.
Pierwszy etap
Na początku października w głosowaniu Komisji Ochrony Środowiska nad pakietem klimatyczno-energetycznym polskie co prawda nie jest wierzchu, ale z Buzkiem głosuje 20 innych europosłów. Czesi, Niemcy, Grecy, Rumuni, Bułgarzy, Włosi. Jak się buduje taką mniejszość? Trzeba było sprawdzić, kto ma największy udział węgla w mieszance energetycznej.
Dalej wszystko rozgrywa się w tempie, w jakim podróżuje się TGV. Do akcji mocniej włącza się rząd Donalda Tuska. Przywódca Francji, sprawującej prezydencję Unii Europejskiej, Nicolas Sarkozy zapowiada, że grudzień będzie co prawda ostatecznym terminem na przyjęcie pakietu klimatycznego przez kraje Wspólnoty, ale niemiecka kanclerz Angela Merkel podkreśla, że dokument musi wziąć pod uwagę specyfikę gospodarek każdego kraju członkowskiego. Polski rząd tymczasem oszacował, że grozi nam wzrost cen energii elektrycznej o co najmniej 70 proc., jeśli przyjęta zostanie propozycja, aby od 2013 r. elektrownie musiały kupować 100 proc. pozwoleń na emisje CO2 na unijnym rynku handlu emisjami.
16 października premier Tusk przyznaje, że udało się przekonać przywódców ośmiu państw, aby decyzja w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego zapadła w grudniu jednomyślnie. Zdaniem Donalda Tuska, udało się zapobiec sytuacji, w której niektóre państwa UE bardzo ucierpiałyby przez dyrektywy pakietu.
22 października Jerzy Buzek namawia Brytyjczyków. Występuje w Izbie Lordów, przedstawiając stanowisko Polski w sprawie pakietu. Zaznacza konieczność międzynarodowych zabiegów prowadzących do redukcji zanieczyszczeń atmosferycznych i zmian klimatycznych.
— UE wytwarza 14 proc. globalnej emisji dwutlenku węgla. Nawet jeśli do 2020 r. uda się zmniejszyć poziom unijnej emisji o 20 proc., to w skali globalnej będzie to równało się redukcji tylko o 3 proc. — zaznacza europoseł.
15 listopada. Podczas rady krajowej Platformy Obywatelskiej to Jerzy Buzek — nie Donald Tusk — podkreśla oficjalnie, że dotychczasowe negocjacje w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego zakończyły się sukcesem Polski, choć batalia wciąż się toczy.
Ostatnie tygodnie odkurzyły byłego polskiego premiera, szczególnie w naszych mediach. Dlaczego akurat Jerzy Buzek jest twarzą i spiritus movens walki Polski o przychylny pakiet klimatyczny i system handlu emisjami?
— Podczas premierowania nie potrafił dźwignąć ciężaru reform, był osobą mało komunikatywną, stojącą ponad. Wydaje się, że wyciągnął wnioski — chwali premiera Szymon Sikorski, wiceszef Polskiego Stowarzyszenia Public Relations.
Świetny wizerunek i zdolności PR-owca to jednak tylko mniejsza część tego, co decyduje o tym, że premiera znów widzimy na najważniejszych salonach.
Taki polski Al Gore
Święto miasta. Świętochłowice na Górnym Śląsku. Ścisk. Setki widzów koncertów, gapiów i spacerowiczów. Uczestnicy imprezy wspominają przechadzkę w tłumie Jerzego Buzka, byłego premiera, dziś europosła. Był nieoceniony: "Witam, Jerzy Buzek, niezwykle miło panią poznać. Świetną pogodę mamy dziś, nieprawdaż?". "Witam serdecznie. Czy mogę się przedstawić? Jerzy Buzek. Skąd pan pochodzi? Z dzielnicy Chropaczów? Cudownie".
Politycy Platformy Obywatelskiej (z której list startuje Jerzy Buzek do europarlamentu) przyznają nieoficjalnie, że PO, wystawiając na pierwszy front byłego premiera, przygotowuje mu grunt przed następnymi wyborami do europarlamentu (2009 r.). W poprzednich był lokomotywą Platformy na Górnym Śląsku, zbierając niepobite w całym kraju ponad sto tysięcy głosów.
Eksperci i przyjaciele uważają jednak, że tak naprawdę Donald Tusk nie miał alternatywy dla Buzka w przypadku pakietu klimatycznego.
Profesor Jerzy Buzek najlepiej — spośród znaczących polskich polityków — jednocześnie zna się na zmianach klimatu, ekologii, przemyśle i energetyce. Od lat śledzi trendy wywodzące się ze stosunkowo nowego nurtu tak zwanej ekonomii ekologicznej, która za filary przyjmuje kapitał ekologiczny, jego trwałość i czyste technologie, spychając na dalszy plan kapitał ludzki (im mniej ludzi, tym lepiej dla środowiska) i kapitał wytworzony przez człowieka (przemysł). Właśnie pod wpływem ekologicznych ekonomistów Komisja Europejska gorliwie zabrała się do proekologicznego, ambitnego pakietu klimatyczno-energetycznego. I to mimo że Stany Zjednoczone, Japonia, Chiny czy Indie wcale tak brawurowe nie są.
— Buzek to dziś taki polski Al Gore. Tyle że podchodzi do ekologii mniej rygorystycznie, bardziej zdroworozsądkowo, z uwzględnieniem sytuacji polskiego przemysłu. Wśród polskich 54 europarlamentarzystów właściwie nie ma nikogo równie kompetentnego w sprawach klimatu, energetyki, emisji CO2 . Co tu dużo mówić, choć nie zawsze się zgadzamy, biznes ma w nim wielkiego sojusznika w sprawie dostosowywania się do proekologicznych trendów — uważa Agata Drewniak, ekspert do spraw środowiska Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.
Negocjacyjny werw
Tajemnicą poliszynela jest, że Lewiatan, Business Centre Club czy przedstawiciele przemysłu wrażliwego energetycznie przez wiele miesięcy próbowali namawiać najpierw rząd PiS, a potem także PO do zajęcia stanowiska wobec niekorzystnego dla Polski pakietu zmian klimatycznych.
— Dopiero wtedy, gdy profesor trafił z problemem do Donalda Tuska, zaczęło się coś dziać — dodaje Agata Drewniak.
Krzysztof Luft, były rzecznik prasowy rządu AWS i Unii Wolności (dziś szef biura prasowego kancelarii Sejmu), uważa, że ostatnie zainteresowania i działania Jerzego Buzka mają co najmniej dwa źródła. Po pierwsze, premier zawsze był zaangażowany w sprawy polskiej energetyki. Doprowadził do podpisania kontraktów na dostawę gazu z Danii i Norwegii (premier Miller z nich nie skorzystał). Po drugie, potrafi negocjować i godzić stanowiska wielu stron. W Unii, chcąc coś zrobić, trzeba to umieć.
— Premier ma tę umiejętność we krwi, a będąc szefem rządu jeszcze ją udoskonalił. Baza polityczna rządu Buzka bywała mocno zróżnicowana i pan premier musiał się czasem mocno napracować aby pogodzić ze sobą różne stanowiska — opowiada Krzysztof Luft.
Liczy się również to, że — kogo jak kogo — ale Jerzego Buzka w europarlamencie najzwyczajniej słuchają. Początkowo pewnie pomagało mu to, że był premierem rządu. Ale tylko na początku, bo w końcu w ławach tego ciała zasiada kilkunastu premierów i kilkudziesięciu ministrów. Dziś Buzek ma silną markę w związku z działaniami, które podejmuje w Strasburgu i w Brukseli, o czym świadczy to, że — jako jeden z najpoważniejszych kandydatów — przymierzany jest do stanowiska przewodniczącego Parlamentu Europejskiego w przyszłej kadencji.
Poza tym premier zawsze był blisko przemysłu ciężkiego (żeby wspomnieć tylko reformę górnictwa za rządów AWS). Znaczenie ma tu to, że Jerzy Buzek — zapalony kibic Ruchu Chorzów — od zawsze jest związany z czarnym Śląskiem. Sam uśmiecha się zresztą, że gdyby był z Pomorza, to pewnie interesowałoby go rybołówstwo, a jak z Wielkopolski, to jeszcze co innego.
Decydujące starcie
1 grudnia rusza w Poznaniu dwunastodniowa konferencja COP 14 (czternasta konferencja konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu wraz z czwartą sesją spotkania stron protokołu z Kioto). Poznański szczyt klimatyczny to największa taka impreza na świecie w tym roku. Spotkanie ma doprowadzić do tego, że już w 2009 r. niemal wszystkie państwa świata podpiszą nową umowę o znaczącej redukcji emisji CO2 (i innych gazów) do 2050 r.
Porozumienie jest trudne do osiągnięcia, bo państwa spierają się o to, jak podzielić ciężar redukcji emisji CO2 . W Poznaniu można się spodziewać, że kraje rozwijające się (zwłaszcza Chiny i Indie) zażądają od państw rozwiniętych (USA, UE), by to właśnie one wzięły na siebie najwięcej obowiązków.
Sytuacja Polski, gospodarza poznańskiej konferencji, jest trudna, bo próbujemy zmodyfikować unijny pakiet energetyczno-klimatyczny, podczas gdy niemal wszyscy podkreślają, że jest on (w jego obecnej wersji) jednym z głównym elementów światowej redukcji emisji CO2 . Kierująca pracami Unii Francja i Komisja Europejska chcą, aby porozumienie w sprawie pakietu zapadło do końca 2008 r. Tłumaczą, że presja czasu wynika z kalendarza międzynarodowych negocjacji w sprawie walki ze zmianami klimatycznymi. Kluczowe decyzje mają zapaść właśnie w Poznaniu i w Kopenhadze w 2009 r.
Z Jerzym Buzkiem w ostatnich tygodniach niezwykle trudno się spotkać. Jest zabiegany. Cały czas w drodze. Samolot, samochód, pociąg. Lobbing trwa. Przy dużej wieczornej kawie w restauracji naprzeciwko Sejmu — tuż przed wyjazdem na Śląsk — były premier dał mi jednak szansę.
— Rozmywacie pakiet klimatyczny. Wielu mówi, że to pana zasługa. Cieszy?
— Nie rozmywamy pakietu. Jego główne założenie jest dla Polski ważne: 20 proc. redukcji emisji do 2020 roku — odpowiada profesor.
— Jak to?
— Tak rzeczywiście jest. A Polska stara się jedynie, by te założenia były bardziej dostosowane do specyfiki nie tylko naszej gospodarki, ale każdej opartej ma węglu. U nas jes 90 proc. węgla. W Szwecji i Francji po około 10 proc. Nic dziwnego, że się tym nie interesują. Dobrze, że na październikowym szczycie w Brukseli naszemu premierowi udało się zmontować mniejszość blokującą, co może pozwolić na wprowadzenie naszych rozwiązań — dodaje Jerzy Buzek.
— A jak to się stało, że profesor jest twarzą tego dostosowania pakietu do polskich realiów?
— Dzisiaj wszyscy o to walczymy. Ale — mówiąc wprost: do czerwca byłem rzeczywiście jedynym posłem w moich trzech komisjach, który mówił o problemie krajów z największym udziałem węgla w mieszance energetycznej.
Na koniec dowiaduję się jeszcze, że stając się solą w oku najważniejszej dyskusji europejskiej końca 2008 r., Jerzy Buzek miał szczęście.
— Kiedyś, nim jeszcze zostałem premierem, pracowałem w PAN w Gliwicach i byłem przedstawicielem Polski w Międzynarodowej Agencji Energii. Potem, gdy znalazłem się w europarlamencie, wybrałem trzy komisje: przemysłu, badań i energii; środowiska oraz zmian klimatycznych. I akurat w nich wszystkich omawiany był najpierw tzw. trzeci pakiet energetyczny, czyli tworzenie wspólnego rynku energetycznego, a potem pakiet klimatyczny — mówi Jerzy Buzek.
Cóż, lata doświadczeń. I ta protestancka wstrzemięźliwość.
