Polski dług wciąż jest w cenie

  • Jagoda Fryc
03-02-2015, 00:00

Rentowności dziesięciolatek spadły w okolice 2 proc., najniżej w historii. Jak na tym zarobić?

Optymistów, którzy pod koniec ubiegłego roku wróżyli kontynuację hossy na rynku papierów skarbowych w 2015 r., można było policzyć na palcach jednej ręki, choć już wtedy rynek liczył się z prasą drukarską Europejskiego Banku Centralnego. Specjaliści jednogłośnie mówili, że bardziej niż spadku rentowności obligacji spodziewają się korekty na rynku.

Ale w życiu pewnym można być jedynie śmierci i podatków, a dzisiejsza rzeczywistość rynkowa jest bardziej nieprzewidywalna niż pogoda. W ubiegłym tygodniu rentowność polskich 10-letnich papierów skarbowych spadła poniżej 2 proc. i utrzymuje się w okolicach tego poziomu. To nie incydent, lecz dokonany z pełną premedytacją szturm na krajowe papiery przez zagranicznych inwestorów, który według ekspertów może jeszcze potrwać.

— Po decyzji EBC o wdrożeniu QE zagraniczni inwestorzy,w poszukiwaniu zysków, wyruszyli na zakupy obligacji. A mając do wyboru niemieckie bundy z oprocentowaniem w wysokości 0,35 proc. i polskie dziesięciolatki z oprocentowaniem 2 proc., wybrali te drugie. Okazuje się, że polski dług stał się relatywnie tani, a gdy od marca EBC rozpocznie luzowanie ilościowe, to zagranica znów będzie kupować — tłumaczy Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI.

W oczekiwaniu na RPP

Do tego dochodzą obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Konsensus rynkowy zakłada cięcie o 25 punktów bazowych miesięcznie. Większość obniżek jest już w cenach, ale zwykle, gdy coś jest zdyskontowane przez rynek, to pojawiają się kolejne oczekiwania.

— A te są spore. Skoro w Czechach rentowność 10-letnich papierów może wynosić 0,4 proc., to czemu oprocentowanie polskiej dziesięciolatki miałoby sięgać 2 proc.? — pyta Dariusz Lasek.

Wsparciem dla krajowego rynku długu są też klienci TFI. W 2014 r. do funduszy dłużnych popłynęło netto 5,8 mld zł i okazuje się, że w styczniu moda na te produkty wcale inwestorom nie przeszła, ale wręcz przeciwnie.

— Wciąż obserwujemy napływy do funduszy dłużnych. Do naszego flagowego — UniObligacje Aktywny— trafiło w styczniu kilkadziesiąt milionów złotych. Podobnej wielkości napływy notujemy także w pozostałych funduszach — ujawnia Krzysztof Orlik, z-ca dyrektora ds. sprzedaży detalicznej w Union Investment TFI.

Funduszowy rajd

Od początku roku UniObligacje Aktywny zyskał 1,7 proc., średnia stopa zwrotu w grupie produktów dłużnych uniwersalnych sięgnęła 1,3 proc., a najlepszy — KBC Portfel Obligacyjny zarobił ponad 3 proc. W tym czasie fundusze akcji polskich powiększyły portfele o średnio 1,4 proc. Gdyby rentowności polskiej dziesięciolatki spadły w tym roku do 1 proc., to zysk dla funduszu, który takie papiery ma w portfelu, sięgnąłby około 7-8 proc.

— Jest spore prawdopodobieństwo, że jeszcze przez pierwsze miesiące roku napływy do funduszy dłużnych będą kontynuowane. Klienci kupują historyczne stopy zwrotu, a fundusze obligacji zarówno w poprzednich dwóch latach, jak i teraz w styczniu pokazują dobre stopy zwrotu — potwierdza Jakub Krawczyk, zarządzający ze Skarbca TFI.

Jego zdaniem jednak krajowe TFI nie mają przełożenia na polską krzywą rentowności. Ich udział w rynku sięga zaledwie 10 proc., podczas gdy zagraniczni inwestorzy kontrolują 41 proc. Kontynuacja napływów do funduszy dłużnych będzie miała natomiast wpływ na krajowy rynek papierów korporacyjnych.

— Podobnie jak zwyżki w segmencie giełdowych „misiów” były historycznie stymulowane przez napływy do funduszy akcji małych i średnich spółek, tak teraz podobnie może być na rynku obligacji przedsiębiorstw — dodaje Jakub Krawczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Polski dług wciąż jest w cenie