Polski e-commerce w pogoni za Europą

opublikowano: 10-02-2014, 00:00

Nasz rynek handlu elektronicznego może być wart już 25 mld zł, a w tym roku przekroczy 30 mld zł

Sektor e-commerce w Polsce rośnie dynamicznie i w tym roku raczej nie zwolni — prognozują analitycy Deloitte. Podobnie będzie w całej Europie Środkowej i Wschodniej.

Zobacz więcej

MODA NA E-ZAKUPY: Rozwoju e-commerce przystopować się już nie da, przedsiębiorcy muszą więc dostosować się do obecnych trendów rynkowych. Tym bardziej że oczekują od nich tego sami klienci, zafascynowani nowymi technologiami. [FOT. BLOOMBERG]

— Chociaż handel internetowy w Polsce jeszcze kilka lat temu odgrywał małą rolę, jesteśmy jednym z najszybciej rosnących rynków w Europie. W 2010 r. według szacunków PBI, udział e-commerce w samym handlu detalicznym kształtował się na poziomie 2,5 proc. — wobec 10,7 proc. u lidera europejskiego, czyli Wielkiej Brytanii czy 8 proc. w Niemczech. Różnica szybko malała i już w 2012 r. udział polskiego e-commerce w sprzedaży detalicznej wzrósł do 4,7 proc. Mówi się, że rynek ten rośnie o ponad 20 proc. rocznie — twierdzi Anna Ostrowska-Tomańska, adwokat w Deloitte Legal.

Przejście do internetu

Według badań firmy Gemius, już teraz ponad 80 proc. rodzimych użytkowników sieci korzysta z serwisów e-commerce.

— Choć oficjalna wycena nie została jeszcze potwierdzona, tak korzystne statystyki pozwalają przypuszczać, że prognozowany przez ekspertów, dwucyfrowy wzrost wartości rodzimego rynku handlu elektronicznego został utrzymany i w 2013 r. osiągnął pułap 25 mld zł. Wiele wskazuje też na to, że w najbliższych miesiącach dynamika rozwoju tej gałęzi gospodarki nie ulegnie zmianie, na skutek czego w 2014 r. polski e-handel może być wart już ponad 30 mld zł — prognozuje Piotr Broniarczyk, dyrektor zarządzający w Okazje.info. Polski e-handel jeszcze kilka lat temu był zdominowany przez elektronikę użytkową. Obecnie grupa produktów poszukiwanych w sieci znacznie się rozszerzyła, a e-commerce wkroczyło do branż, które do niedawna nie były zbyt zainteresowane internetowymi kanałami sprzedaży.

— Choćby likwidacja kilkudziesięciu stacjonarnych biur drugiego pod względem obrotów touroperatora — TUI Poland, połączona z intensyfikacją działań na kanale online, do której doszło pod koniec 2013 r. pozwala wnioskować, że coraz silniejszym graczem w obszarze e-handlu staje się obecnie turystyka. Natomiast wkroczenie na polski rynek dodatkowych usług reklamowych oraz serwisu shoppingowego Google’a, sugeruje umacnianie pozycji produktów amerykańskiego potentata, które umożliwi kolejne działania w nowych warunkach i tym samym wpłynie na rozwój sektora e-sprzedaży — dodaje Piotr Broniarczyk.

E-biznes na tle świata

Statystyki pokazują jednak, że wciąż jeszcze jesteśmy na początku drogi. Tylko że światowa konkurencja również rośnie w siłę.

— Globalna sprzedaż w internecie nie przekracza dziś 4 proc. ogólnej sprzedaży detalicznej, a w segmencie FMCG notuje nawet poniżej 1 proc. Z drugiej strony, wiele branż zbliża się już do poziomu 10 proc., a w okresach szczytu, np. świąt Bożego Narodzenia, udział internetu w procencie sprzedaży przekracza 30-40 proc. Tendencja wzrostowa, jaką obserwujemy, to wynik głównie dwóch czynników — po pierwsze maleje obawa przed zakupami w sieci, po drugie dzięki dużej konkurencji wśród przewoźników zmniejszają się koszty przesyłek. Niestety trudno o wiarygodne dane dotyczące wyceny rynku. Według Interaktywnie.com (Raport E-commerce, 2013), wartość rynku za 2013 r. szacowana była na 26 mld zł — podkreśla Krzysztof Murzyn, menedżer Zespołu Sprzedaży i Lider Centrum Kompetencji E-commerce w Grupie Unity.

Perspektywa nowego prawa

Do standardów europejskich ma nas nieco przybliżyć unijna dyrektywa konsumencka, która zacznie obowiązywać od 13 czerwca 2014 r. Dokument wprowadza m.in. wydłużenie okresu rezygnacji z zakupu. Należy spodziewać się też nasilenia konkurencji i konieczności zmierzenia się z rosnącymi oczekiwaniami klientów — m.in. dotyczącymi darmowych przesyłek oraz bezpłatnych zwrotów.

— Czeka nas zmiana logistyki i nacisk na tzw. instant delivery, czyli przesyłki błyskawiczne dostarczane z centrów logistycznych. W ciągu najbliższych trzech lat szczególnie rozwinie się oferta produktów FMCG. Ponadto przyjdzie do nas moda na showrooming w sklepach tradycyjnych — przypuszcza Krzysztof Murzyn.

— Nowe zasady reklamacji, zwrotu towarów oraz informowania konsumentów z pewnością wpłyną na wzrost bezpieczeństwa zakupów w sieci, a co za tym idzie zaufania do sklepów internetowych — dodaje Piotr Broniarczyk.

Mobilne usługi pod ręką

Nad Wisłę powoli dociera filozofia „mobile first”, czyli dopasowanie e-sklepów do potrzeb mobilnego internetu.

— Szacuje się, że 50 proc. polskich internautów (18 mln) posiada smartfony, prawie 20 proc. tablety (ponad 1,2 mln). Zgodnie z danymi TNS Polska (Mobile Life 2013), 10 proc. z nich robi zakupy internetowe z poziomu urządzeń mobilnych. W praktyce oznacza to, że tzw. trójekranowcy mają podczas zakupów w sieci najwyższą siłę nabywczą. Niestety ich entuzjazm technologiczny szybko gaśnie, w przypadku braku dostępu do treści w wersji mobilnej dla urządzenia, z którego akurat chcą skorzystać. Dlatego tak ważne jest zrozumienie potrzeb klienta. Podejście „client first” to dziś remedium na niską lojalność e-konsumentów. Progres najwidoczniej obserwujemy w branżach takich jak RTV/AGD, ogrodowa czy meblowa, w których sprzedaż online sięga blisko 10 proc. wartości ogólnej sprzedaży. W latach 2012/2013 do tego zestawienia dołączyły też sektory: odzieżowy, obuwniczy, kosmetyczny oraz zabawkarski — zauważa Krzysztof Murzyn.

W nadchodzącym roku ważnym narzędziem wspomagania e-sprzedaży mogą się okazać aplikacje gromadzące i analizujące wiedzę o kliencie.

— Wzrośnie znaczenie urządzeń mobilnych w procesie pozyskiwania wiedzy o ofercie i przygotowania do zakupu. Co więcej, widok pracownika salonu wyposażonego w urządzenie przenośne, np. tablet, na którym zainstalowana jest specjalna aplikacja mobilna POS, przestanie być rzadkością. Z uwagi na ograniczoną powierzchnię wystawienniczą asortyment dostępny w punkcie sprzedaży często stanowi niewielki procent oferty. Tablet i specjalna aplikacja pozwolą zaprezentować i zamówić towar klientowi w czasie tradycyjnych zakupów — mówi Krzysztof Murzyn.

OKIEM EKSPERTA
Rynek szybko rośnie
GERALD LANZERITS
dyrektor sprzedaży w firmie Hybris na Europę Wschodnią, Bliski Wschód i Północną Afrykę
W 2013 r. rynek e-commerce w Polsce rósł szybko, osiągając tempo około 15,3 proc. Ale odnotowywany dotychczas poziom wzrostu może już z roku na rok spadać. Choć polski rynek e-commerce nadal ma duży potencjał i według prognoz raportu PMR, sprzedaż online w 2014 r. wyniesie 24,3 mld zł. Teraz firmy muszą dostarczać profesjonalne usługi i wdrażać zaawansowane rozwiązania do zarządzania treścią i sprzedażą za pośrednictwem wszystkich kanałów. Dotyczy to nie tylko e-commerce w B2C, ale również B2B. Według ostatnich analiz opublikowanych przez firmę Forrester Research, przychody handlu elektronicznego w sektorze B2B w Stanach Zjednoczonych ponaddwukrotnie przekraczają przychody w sektorze B2C, w ciągu roku sięgnęły 559 mld USD. Wielokanałowe podejście do handlu elektronicznego lub podejście typu omni- -channel nie jest już jedną z możliwości dla biznesu, ale koniecznością. Doszliśmy do etapu, w którym opcja „kliknij i odbierz” jest standardem i oczekiwaną przez klientów dostępną funkcją, zarówno w trybie online, jak i offline. Obecnie możemy zauważyć punkty odbioru produktów zarezerwowanych lub kupionych przez internet w coraz większej liczbie sklepów. Urządzenia mobilne również stają się integralną częścią zakupów. Smartfony na nowo definiują znaczenie telefonu komórkowego. Łącząc się z internetem, mamy dostęp do informacji w każdym miejscu, o każdej porze. Możemy porównać ceny podczas zakupów w sklepie stacjonarnym lub — siedząc wygodnie na kanapie — sprawdzić na iPadzie informacje o produktach i promocjach, które przed chwilą zobaczyliśmy w telewizji.

 

OKIEM EKSPERTA
Miejsce dla innowatorów
TOMASZ KARWATKA
prezes Divante
Gdy spojrzy się na rynek e-sprzedaży poprzez pryzmat ilości e-konsumentów, to już teraz Stany Zjednoczone wyprzedzają Chiny. Wraz z Brazylią, Rosją i Indiami tworzą region BRIC, który jest uważany za przyszłość e-handlu. W krajach BRIC dużo inwestuje się w e-commerce. Co prawda w 2013 r. najwięcej inwestycji (2 mld USD) dokonano w USA, ale zaraz za Stanami plasują się Chiny (800 mln USD) oraz Indie (680 mln USD). W stosunku do 2012 średnia wartość inwestycji znacznie wzrosła (75 proc.), co ilustruje wzrost znaczenia graczy e-commerce na rynku. Nie oznacza to wcale eldorado, prowadzenie dużego e-biznesu to nadal ciężka i ryzykowna praca. Na rynku tym jest nadal dużo miejsca dla innowatorów. Na liście „10 startups to watch in 2014”, opublikowanej niedawno przez serwis Mashable, aż siedem zahacza o e-commerce. Rozwojowi innowacji sprzyja rozpowszechnienie metodologii The Lean Startup i coraz większa liczba narzędzi wspierających tworzenie e-biznesu. Dziś można korzystać z gotowych modułów do realizacji tak zaawansowanych funkcji, jak personalizacja, dynamiczne ustalanie cen, automatyczne optymalizowanie logistyki, mobilne systemy płatności. To trendy, które obecnie się upowszechnią. Już teraz na niektórych produktach Amazon zmienia cenę kilkakrotnie w ciągu dnia, dostosowując ją do aktualnej sytuacji.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu