Polski patent na trwonienie pieniędzy

opublikowano: 21-05-2012, 00:00

Producenci karmy, biura rachunkowe, przedszkola – oto lokatorzy wspieranych publicznym groszem technoparków

Parki i inkubatory technologiczne wyrastają jak grzyby po deszczu. Jakich mają jednak lokatorów? Powszechne wyobrażenie jest takie, że pracują tam innowacyjne firmy, pracujące nad technologiami przynajmniej drugiej połowy XXI wieku. To tylko część prawdy, a może raczej cząsteczka.

— Co to jest park technologiczny? Powierzchnia biurowa klasy A do wynajęcia. Jeśli wynajmie ją biuro rachunkowe, staje się firmą innowacyjną — zżyma się Paweł Ciesielski, prezes Asseco Corporate Ventures.

Mocne słowa, ale poparte kilkuletnim doświadczeniem z pracy w wehikule inwestycyjnym należącym do największej polskiej grupy informatycznej. Z jego pomocą Asseco miało inwestować w obiecujące start-upy, do dziś sfinalizowało jedną inwestycję. Nie lepiej idzie innym funduszom, które chciałyby w Polsce znaleźć technologiczny start-up z międzynarodowym potencjałem.

— Częściej spotykam polujących niż ewentualne pomysły — mówi Paweł Ciesielski.

W sferze seksu

Jakie więc firmy można spotkać w parkach technologicznych? Portale internetowe, kancelarie prawne, firmy tworzące strony WWW oraz sprzedawcy produkowanego przez innych oprogramowania i komputerów to standard. W Gdyni zadomowił się też instytut promujący wizję człowieka jako istoty, która „ma prawo do rozwoju, szczęścia i satysfakcji we wszystkich sferach, również (…) seksualnej”.

Jego sąsiadem jest firma tworząca czarno-białe zabawki dla niemowlaków. W Kielcach działa spółka, której oferta obejmuje tak zaawansowane technologicznie produktyjak projekty ulotek i plakatów.

W Szczawnicy-Zdroju zadomowiło się skrzyżowanie szkoły językowej z biurem tłumaczeń. Pod Poznaniem kwaterują: sprzedawca metalowych regałów magazynowych, producent karm dla psów i kotów oraz przedszkole. Te ostatnie znajdziemy też w Gdańsku. Wrocławski park sam się zajął się jego prowadzeniem.

— Mamy stworzyć środowisko, w którym firma innowacyjna będzie się czuła lepiej niż gdzie indziej. Przedszkole jest elementem tego środowiska — tak samo jak laboratoria badawcze — broni pomysłu Marek Winkowski, wiceprezes Wrocławskiego Parku Technologicznego.

W płockim parku, tylko w 2010 r. dofinansowanym przez samorząd Mazowsza 61,6 mln zł, lokatorami są m.in. tak innowacyjne spółki jak księgowa i ochroniarska, należące zresztą do jednego z udziałowców przedsięwzięcia.

Parki bez patentów

Zdaniem Pawła Ciesielskiego, potrzebna jest poważna refleksja nad efektywnością wydawania pieniędzy, które przynajmniej nominalnie przeznaczone są na inkubatory innowacyjności.

— Wielkie koncerny w Stanach Zjednoczonych biją się o patenty. A czy ktoś próbował w ogóle policzyć, ile zgłoszeń patentowych wypłynęło z polskich technoinkubatorów — pyta Paweł Ciesielski.

Próbę taką podjęła Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), która tylko w latach 2009-11 nominalnym ośrodkom innowacyjności przyznała ponad 1,4 mld zł dotacji. Badanie miało objąć 24 jednostki. Już na wstępie odrzucono pięć z nich, niespełniających najbardziej podstawowych kryteriów bycia parkiem technologicznym. Kolejne dwa odmówiły udziału w badaniu.

Z analizy pozostałych 17 powstałej w październiku 2010 r. wyłonił się „obraz parków w Polsce jako mało innowacyjnych”. Tylko w trzech parkach na lokatora przypadło więcej niż pół chronionego prawem patentu lub wzoru użytkowego. A ten ostatni może być przecież wyłącznie kształtem niezwiązanym z żadną technologiczną innowacyjnością.

Inne informacje zawarte w raporcie (dane pozwalające na identyfikacje parków zostały utajnione) sugerowały przy tym, że w dwóch przypadkach chodziło o parki we wczesnym etapie rozwoju, którym statystykę mógł zawyżyć jeden lub dwóch lokatorów. W siedmiu parkach nie trafił się żaden patent ani wzór użytkowy. W pozostałych siedmiu ich liczba na lokatora nie przekraczała 0,18.

— Współczynnik patentów i wzorów towarowych na lokatora parku stanowi jedynie mały element potencjalnych wskaźników efektywności parków technologicznych. Jest on zresztą specyficzny. Trudno bowiem powiedzieć i jednoznacznie określić, że to właśnie patenty i wzory towarowe są najlepszym odzwierciedleniem „innowacyjności” jakiegokolwiek zespołu — zaznacza Miłosz Marczuk, rzecznik PARP.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Samo opracowanie nowego rozwiązania do czasu zgłoszenia patentowego, nie mówiąc już o uzyskaniu patentu czy też wdrożeniu do produkcji, wymaga wieloletnich badań i znaczących nakładów finansowych.

Z raportu wynika jednak, że niewielu lokatorów parków jakiekolwiek badania prowadziło. Tylko w trzech parkach robił to więcej niż co drugi lokator. Od powstania raportu minęło półtora roku i wygląda na to, że niewiele się w tej kwestii zmieniło.

— We Wrocławskim Parku Technologicznym mamy 123 firmy. Prace badawczo-rozwojowe prowadzi około 30. Uważam, że to sporo — deklaruje Marek Winkowski.

— Wrocławsk Park Technologiczny na tle innych jest całkiem niezły — przytakuje Paweł Ciesielski. Jego zdaniem, także gdyński i poznański są w porządku. To jednak nie zmienia ogólnego obrazu.

— Park jest spółką prawa handlowego, która musi utrzymać się na rynku. Przychody muszą przewyższyć koszty. A firm innowacyjnych jest po prostu mało.

— Tak naprawdę nikt nie stawia żadnych wymogów podmiotom, które nazywają się parkami naukowo-technologicznymi lub technologicznymi. Tymczasem powinno być jasno określone, czego się od takiego parku oczekuje — podkreśla Marek Winkowski.

Pożytek z partnerstwa

Dwa rozporządzenia ministra rozwoju regionalnego z 2009 r. zabraniają co prawda parkom technologicznym wynajmowania więcej niż 20 proc. sfinansowanej z dotacji powierzchni podmiotom innym niż badawczo-rozwojowe. Ale w praktyce restrykcje dotyczą tylko dotacji przyznanych 27 parkom przez PARP w latach 2009-11 r.

— Nie ma innego, powszechnie obowiązującego aktu prawnego nakładającego ograniczenia w wynajmowaniu powierzchni przez parki technologiczne — przyznaje Roman Trzaskalik, prezes Stowarzyszenia Krajowego Forum Parków Przemysłowych i Parków Technologicznych i prezes będącego w budowie Parku Naukowo Technologicznego Euro-Centrum w Katowicach.

Rozporządzenia nakazują też przetransferowanie w ciągu 20 lat równowartości dotacji do firm pracujących nad nowymi technologiami. Jest więc wiele czasu na poprawę innowacyjności parków.

— Parki w Polsce, pomijając dwa, to efekt działalności ostatnich 7 lat. Dlatego jest im tak trudno o spektakularne wyniki i osiągnięcia w pierwszych latach swojej działalności. Aby systematycznie przynosiły korzyści w postaci nowych firm lub innowacyjnych rozwiązań, potrzebny jest odpowiedni czas i stałe wsparcie w rozwoju. Z naszych doświadczeń wynika, że jest to przynajmniej 8 lat od rozpoczęcia działalności — mówi Miłosz Marczuk.

— Zróbmy jakiś pożytek z tzw. Partnerstwa Wschodniego. Mamy miejsca, mamy pieniądze. Przy braku własnych innowacji powinniśmy ściągać inżynierów i przedsiębiorców z Ukrainy, Mołdawii, Armenii i innych krajów byłego ZSRR, by otwierali swoje firmy u nas — proponuje Marek Borzestowski, partner w funduszu Giza Polish Ventures.

Nie jest to odosobniona opinia. Bank Światowy w marcu 2011 r. proponował, by Polska wprowadziła zachęty finansowe dla międzynarodowych zespołów pracujących nad patentami. Na takich wspólnych projektach bazuje duża część zgłoszeń patentowych firm rosyjskich. Ten segment szybko rozwija się w Chinach i Indiach.

Według Banku Światowego, Polska wlecze się w ogonie Unii Europejskiej pod względem przekładania wydatków publicznych na takie wskaźniki nowoczesności jak np. patenty.

Polskie firmy mają co prawda bardzo dobre wyniki absorpcji technologii rozumianych jako wprowadzanie nowych produktów lub modernizacje już istniejących, ale to, że jest to częstsze niż w Niemczech, wynika z zacofania polskiego rynku, a nie innowacyjności tych produktów, „które są nowością w firmie lub kraju, ale nie na świecie”.

I zapewne nic się w tej kwestii nie zmieni, jeśli parki technologiczne będą tylko nowoczesnymi biurowcami do wynajęcia dla każdego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu