Polski przemysł prawie najmocniejszy w UE

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-08-14 00:00

Ożywienie gospodarcze puka do drzwi. Tylko w Rumunii dynamika produkcji jest większa niż u nas

Dobra passa polskiej gospodarki trwa — kolejne dane makro potwierdzają, że wchodzimy w fazę ożywienia. Jak podał Eurostat, dynamika produkcji przemysłowej w Polsce (liczonej według unijnej metodologii) przyspieszyła w czerwcu z -0,4 do 5,3 proc. Nasz przemysł wyraźnie wraca do dawnej, dobrej formy i rośnie już prawie najszybciej w Unii Europejskiej (tylko Rumunia odnotowała wyższą dynamikę). Jeszcze w lutym wyprzedzało nas 17 państw wspólnoty.

None
None

Polski przemysł wychodzi z regresu głównie dzięki zamówieniom eksportowym. Niemiecka gospodarka — nasz główny partner handlowy — również odbiła się od dna, a tamtejszy przemysł przyspiesza. Dynamika produkcji w Niemczech wzrosła w czerwcu z -1 do 2,4 proc., co jest najlepszym wynikiem od listopada 2011 r.

— Niemiecka gospodarka weszła na właściwe tory i potwierdza swój status kotwicy, która stabilizuje koniunkturę w całej Europie — twierdzi Lothar Hessler, ekonomista HSBC w Düsseldorfie.

Zagraniczne wycieczki

Rośnie nie tylko bieżąca produkcja w Niemczech, ale poprawiają się też perspektywy na kolejne kwartały. Indeks ZEW (obrazujący nastroje wśród analityków odpowiedzialnych za prognozy dla Niemiec) wzrósł w lipcu z 36,3 do 42 pkt, czyli wrócił do poziomów sprzed pół roku. Wiosenne zwątpienie w trwałość ożywienia okazało się więc przejściowe. „Poprawa nastrojów analityków w Niemczech to skutek rosnącego popytu krajowego, a także pierwszych oznak wychodzenia z recesji największych gospodarek strefy euro” — tłumaczą analitycy instytutu ZEW.

Ale nie tylko Zachód wspiera polski eksport i produkcję. Nasze firmy coraz odważniej wchodzą na nowe rynki zbytu. Eksport na rynki wschodzące był w pierwszym półroczu 2013 r. o 22,4 proc. wyższy niż przed rokiem. Udział tych gospodarek w naszej zagranicznej sprzedaży to już 9 proc., wobec 7,7 proc. rok temu i 6,1 proc. w 2007 r. Eksport do Rosji wzrósł przez rok o 12,8 proc., a na Ukrainę o 10,9 proc.

— W polskim eksporcie wyraźnie postępuje dywersyfikacja. Nasze firmy poruszają się już nie tylko po starych, przetartych ścieżkach prowadzących na zachód Europy, ale też coraz skuteczniej eksplorują nowe rynki. Zmusiła ich do tego recesja w strefie euro, ale efekt dla gospodarki jest bardzo korzystny — mówi Adam Antoniak, ekonomista Banku Pekao.

Naprzód z mozołem

Analitycy studzą jednak optymizm. Ożywienie gospodarcze, w które właśnie wchodzimy, będzie prawdopodobnie bardziej anemiczne niż poprzednie okresy nasilania się koniunktury. Wzrostu gospodarczego koło 6-7 proc., jak w latach 2007-08, ani nawet koło 4 proc., jak w latach 2010-11 raczej w najbliższym czasie nie zobaczymy.

— W drugiej połowie roku doświadczymy przyspieszenia dynamiki PKB, sięgnie ona w czwartym kwartale 2,3 proc., wobec zaledwie 0,7 proc. w drugim. Jednak w przyszłym roku wzrost gospodarczy zatrzyma się w przedziale 2-3 proc., czyli pozostanie na dość niskim poziomie — mówi Adam Antoniak.

Wszystko wskazuje bowiem na to, że ożywienie w strefie euro będzie bardzo powolne, a w kraju również fajerwerków nie należy się spodziewać — przy niskim wzroście wynagrodzeń konsumpcja raczej nie wystrzeli, a przy obecnych niskich poziomach wykorzystania mocy wytwórczej w przemyśle i niskim napływie funduszy unijnych nie ma co liczyć na odbicie w inwestycjach.

— Do 2015 r. nasza gospodarka będzie się rozwijać powoli, maksymalnie o około 3 proc. rocznie. To tempo, którego nie można uznać za zadowalające, odpowiadające możliwościom takiej gospodarki jak polska. Dopiero w 2016 r. sięgniemy 4 proc. i wreszcie zobaczymy prawdziwą poprawę na rynku pracy — mówi Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.