Polski rynek został ukarany za mocno

Cezary Koprowicz
opublikowano: 2008-09-10 00:00

Jacek Socha uważa, że nie ma jeszcze sygnałów do istotnego wzrostu. Spadków też nie można wykluczyć.

Dziś internetowy wywiad z Jackiem Sochą, partnerem PricewaterhouseCoopers

Jacek Socha uważa, że nie ma jeszcze sygnałów do istotnego wzrostu. Spadków też nie można wykluczyć.

Nasi czytelnicy przepytali byłego ministra skarbu i szefa KPWiG. Oto wybrane pytania i odpowiedzi. Wszystkie można znaleźć na

Przewidział pan na łamach "PB" w maju, że WIG20 spadnie jeszcze raz do 2500 tys. pkt. Po tym spadku dopiero przyjdą wzrosty. Na razie pana prognoza się sprawdza. Podtrzymuje pan, że GPW czekają wzrosty?

Na początku roku, przyglądając się temu, co widziałem na wykresach i na giełdzie, pomyślałem, że będzie jeszcze jeden spadek. On się zjawił i WIG20 dziś waha się przy 2500 tys. pkt. Myślę, że taki układ jeszcze będzie przez najbliższe kilka miesięcy. Nie widzę teraz sygnałów do istotnego wzrostu, czeka nas trend boczny. W związku z tym mamy kumulowanie, budowanie portfela, czynione z myślą o wzrostach, które przyjdą dopiero za jakiś czas. Trudno mi powiedzieć, kiedy. Może to być później niż kilka miesięcy. Spadek także jest możliwy, ale nawet 2500 tys. pkt [dla WIG20 — przyp. red.] jest już zbyt dużą karą w stosunku do otoczenia gospodarczego, w jakim giełda funkcjonuje.

Wydarzenie na rynku w Stanach Zjednoczonych, będą determinowały układy na innych giełdach. Siła polskiego rynku będzie w dużym stopniu zależała od tego, czy napłyną do nas takie trudne informacje, jak ta z piątku ubiegłego tygodnia — o wysokiej stopie bezrobocia, która spowodowała gwałtowną przecenę na giełdzie w Warszawie. Aczkolwiek uważam, że wynikało to raczej z pewnego układu incydentalnego, aniżeli z głębszych, uzasadnionych powodów. W związku z tym, odreagowanie na pewno nastąpi.

W co, pana zdaniem, (instrumenty, surowce itp.) warto zainwestować w dzisiejszych czasach?

Na pewno trzeba zróżnicować portfel. W tej chwili kupowanie instrumentów na giełdzie papierów wartościowych ma sens, niemniej nie należy liczyć, że zwroty będą spektakularne i szybkie. Jeżeli chodzi o rynek surowcowy, widzimy, jak wygląda obecnie — rozstrzał przy prognozowaniu ceny za baryłkę ropy jest wielki. Wygląda na to, że zwiększy się siła dolara, co zresztą już następuje. Proszę jednak nie sugerować się konkretnymi uwagami. W dzisiejszych czasach należy bardzo ostrożnie inwestować i dywersyfikować portfel.

Czy nie uważa pan, że plany GPW co do wzrostu jej znaczenia w tej części Europy są trochę na wyrost?

Rola GPW w tej części Europy ściśle wiąże się ze składem akcjonariatu giełdy. Dopóki będzie tam większościowy udział skarbu państwa, giełda nie będzie miała możliwości aktywnych działań i ekspansji w regionie Europy Środkowej. To powinno zmienić się szybko. Jeśli nastąpią zmiany własnościowe w strukturze kilku giełd w naszym regionie, stracimy szanse i niedługo nie będzie już czego kupować. Wtedy pozostaniemy pewną wyspą w tej części Europy, gdzie zdecydowanie większą rolę na północy odgrywa OMX, a na południu giełda w Wiedniu. Dlatego uważam, że szansą giełdy jest znalezienie odpowiedniego partnera, a tym samym danie jej możliwości rozwoju, przy założeniu, że partner będzie dawał autonomię, misję oraz pieniądze, gdyby trzeba było kupować inne giełdy. Warszawska giełda reaguje szybko na zmiany, choć pewnie jest margines, który można jeszcze wykorzystać dla dalszego rozwoju.

Jak pan widzi giełdową przyszłość Elektrimu?

Wydaje mi się, że Elektrim miał swoje wspaniałe dni, nawet lata, na giełdzie, a potem przyszło wiele różnych problemów, m.in. ze względu na bardzo agresywną działalność spółki. W tej chwili nie ma jej na giełdzie i wydaje się, że powrót byłby trudny. Nie chcę niczego przekreślać, ale raczej bym uznał, że Elektrim będzie sobie szukał innej drogi rozwoju. Ciężko będzie mu wrócić do notowań na giełdzie.